Po godzinach

Wakacyjne marzenia, urlopowe inspiracje…

Lubię jeździć na wakacje. Lubimy razem z Mr Hubby jeździć na wakacje. Kto nie lubi? Właśnie… wakacje to jeden z tematów, który sprawia ciepełko na serduchu, który cieszy i powoduje przyjemne dreszcze emocji w dolnej części brzuszka. Wiem, że na świecie jest masa domatorów, którym nie trzeba nic poza ich własnymi czterema kątami i w nich najlepiej odpoczywają. Ja jednak, mimo iż swoje kąty kocham mocno, kocham równie mocno wyjeżdżać tu i ówdzie! Wakacyjne marzenia!

Ten rok póki co nie obfituje w wiele wyjazdów, ale był już jeden i to całkiem zacny. W połowie kwietnia spędziliśmy cztery dni w stolicy Grecji, w Atenach. Kilkudniowy wypad na tzw. citybreak właśnie w okresie wiosennym lub jesiennym to świetna alternatywa wyjazdów typowo letnich. Dlaczego? Ceny lotów są przyjazne, tak samo ceny noclegów. Szczególnie jeśli wypad jest do jednego z miast lub miasteczek na południu Europy, to jest to idealny czas na poznanie miasta i jego zwiedzanie. Fakt, nie jest to idealna pora na plażowanie oraz kąpiele morskie. Jednak czy każdy urlop musi wyglądać tak samo? Dla nas nie. Ty musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie sam/a.

Jeśli odpowiedź brzmi również nie, to Ateny są świetnym pomysłem. W kwietniu było około 20 stopni, więc to temperatura idealna na miejskie szwendanie się. Miasto jest świetnie skomunikowane. Masa zabytków, miejsc historycznych oraz sporo zieleni, choćby w formie skwerków lub parków. Można odetchnąć, nakarmić zmysły. A skoro o zmysłach mówimy, to trudno nie wspomnieć greckiej kuchni… oj… tzatziki, sałatki (nie tylko ta najbardziej znana, czyli grecka), gyrosy, pieczona feta i domowe wina… no bajka.

 

Co jeszcze warte podkreślenia, to wiosną Ateny pachną kwiatami pomarańczy!!! Tak, tak… poza kwiatami na drzewach jest masa zeszłorocznych (i niestety zepsutych) pomarańczy. Czy wiesz, że zapach owocu pomarańczy, a kwiatów pomarańczy jest całkiem inny?

 

Tuż za rogiem czai się lato. A skoro lato, to w sercu rodzi się chęć, by znów gdzieś uciec. By gdzieś wyjechać! Mamy ten luksus iż łatwo możemy dopasować termin wyjazdu do naszych preferencji i zachcianek. Choć z drugiej strony często tak jest, że wtedy gdy wstępnie myślimy o wyjeździe, to… wpadnie zlecenie, jakiś gruby temat i plany pozostają planami. Jesteśmy jednak elastyczni i szybko dopasowujemy się do potrzeby chwili. Zmieniamy plany, zmieniamy terminy oraz kierunki…

Ostatnie dwa lata nasz główny urlop spędziliśmy w Chorwacji na wyspie Hvar. Zostawiłam tam sporą część swojego serca, bo wyspa zrobiła na mnie mocne wrażenie. Nie tylko na mnie, bo i część Mr Hubby tam została. Chorwacja kontynentalna nie zrobiła na nas aż tak dużego wrażenia, jak właśnie wyspa. Po pierwszym wyjeździe powstał wpis, więc jeśli masz chęć przeczytać to serdecznie zapraszam – klik. Czy inne wyspy są równie urocze? Pewnie tak. A raczej na bank. Czy ten urok jest dokładnie taki sam? Nie sądzę. I bardzo dobrze, fajnie jak różne miejsca kojarzą nam się trochę inaczej. Nie twierdzę, że Chorwacja na kontynencie nie jest fajna, nie jest piękna i to gorszy odpoczynek. Nam nie siadła i jeśli mielibyśmy się jakkolwiek zaklasyfikować z Mr Hubby, to jesteśmy zdecydowanymi… wyspiarzami! Ha, jak to fajnie brzmi 😉 !!!

 

 

Skoro o wyspach mowa, to drugą wyspą, którą lubimy jest grecki Rodos… Pięknie położona, nieopodal Turcji. Malutka wyspa, bo można ją objechać w jeden dzień, ale całkiem ciekawa. Jest wybrzeże, są góry. Z jednej strony piękne plaże, z drugiej strome szczyty i pachnące lasy… stada kóz… To z Rodos przywieźliśmy najpyszniejszy miód jaki kiedykolwiek jadłam, a mianowicie miód rozmarynowy! Mmm, na samą myśl już mi ślinka cieknie.

 

Z wakacji kontynentalnych dobre wrażenie zrobiła na nas Hiszpania oraz Alicante. Ten wyjazd jednak to również był kilkudniowy wypad wiosenny i podobnie jak Ateny, był to kwiecień. Przed sezonem, bez upałów (no tego akurat było mi szkoda, bo ja kocham upały), ale i bez tłumów na plaży oraz w miasteczku. A Alicante oferuje sporo, oj sporo. Pisałam o tym tutaj – klik do wpisu.

 

Czy jeździmy po Polsce? Sporo. Raczej nie na dłuższy wypoczynek, ale już na takie trzy, cztery dni chętnie. Dlaczego? My kochamy słońce i wysokie temperatury. I to właśnie pod tym kątem planujemy główny urlop w trakcie roku. Nie twierdzę, że nie można tego zrealizować w Polsce. To nasz wybór. Świadomy. Szczególnie, że będąc dwuosobową rodziną łatwo jest nam się zebrać z dnia na dzień i pojechać nad… polski Bałtyk, mimo iż mieszkamy przy południowej granicy kraju. No właśnie, Bałtyk… czy lubimy? Bardzo. Kocham piasek na naszych polskich plażach i to prawda, że jest wyjątkowy i ze świecą takiego szukać. Kocham szum morza i atmosferę, która panuje na pustej plaży. Pustej? Tak, dokładnie, bo zaś na nasze polskie grodzenie się plażowe oraz wszędobylskie stragany mam alergię i jest to coś czego nie znoszę. Kicz. I znów – wiem, że są osoby, które to lubią. Szanuję to!

Co poza Bałtykiem? Dolny Śląsk, Beskidy, Mazury i Bieszczady. Nasz kraj jest tak różnorodny i ciekawy, że każdy jest w stanie znaleźć coś fajnego dla siebie. Mamy swojej ulubione miasta i miasteczka, jak Toruń, Elbląg oraz Cieszyn. Jest tego masa i mam nadzieję, że w trakcie lata uda nam się co nieco pojeździć, pozwiedzać, a przy okazji odpocząć…

 

Wakacyjne marzenia!

A co z tegorocznym głównym urlopem? Po cichu myślimy znów o wyspie Hvar. Jednak… zobaczymy co czas pokaże. Nie ruszymy w dłuższą trasę wcześniej niż końcem sierpnia, więc… czasu mamy jeszcze masę. A ja lubię spontan. Lubię niespodziewane wyjazdy i wypady. Może wpadnie nam do serca coś całkiem innego? Totalnie odmienny kierunek? Kto wie… choć obstawiam iż opcja wygrzać się nadal będzie priorytetem… 😉

 

Jestem bardzo ciekawa gdzie urlop, wyjazdy wakacyjne lub może krótsze, bo te weekendowe planują czytelnicy bloga? Podzielcie się proszę. Z chęcią poczytam, gdzie was serce niesie i jaki rodzaj wyjazdu preferujecie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.