na Wiśniowej

Tak, na lato… nasłoneczniony balkon.

 

Jestem gotowa. Jestem gotowa jak nigdy! Lato weszło z hukiem kilka dni temu. Dlaczego z hukiem? Bo z deszczami, burzami, grzmotami oraz… skokami temperatur. A ja szanowne lato jestem gotowa. Moje całe 1,61 m2 jest gotowe na twoje przyjęcie, gotowe na rozłożenie na krzesełku i kawę w promieniach słoneczka! Większość posiadaczy tarasów i ogrodów musi patrzeć na moje balkonowe maleństwo z lekką kpiną i przymrużeniem oka. Gigant to nie jest, jednak i na tak niewielkim skrawku przestrzeni odpocząć się da. Przyjęcia tutaj nie zrobię, to oczywiste, jednak na naszą dwójkę wystarcza.

 

Po zeszłorocznych upałach marzyło mi się mocniejsze osłonięcie naszego mocno nasłonecznionego balkonu, który przez większość dnia jest skąpany w słońcu. Praktycznie od południa do zachodu słońca promienie słoneczne opierają się na nim i w gorące dni trudno jest na nim wytrzymać. Chciałam postawić metalowe ścianki po bokach i zamontować ściąganą, materiałową osłonę na przód balkonu. Brak czasu, ciągły pospiech zaowocował kratkami z listewek z marketu budowlanego, a brak upału brakiem materiałowej osłony. Jeśli lato postanowi jednak nas zaskoczyć, to sprawię nam materiałowy żagiel i będę rozpinać na kratce, tak by można było trochę poleżakować na balkonie i jednocześnie nie mieć sauny w dużym pokoju. Koszt kratek nie wyniósł 100,00zł więc sama roślinność balkonowa to zdecydowanie większy koszt. Co do żagli to oglądałam kilka w marketach budowlanych, również takich na aukcjach internetowych, ale szczerze mówiąc nie mam upatrzonego.

Po zamontowaniu kratek miałam lekki stres czy wytrzymają silne wiatry i nawałnice, ponieważ nasz balkon jest typowym balkonem, z wysuniętą płytą poza obręb budynku. Gdybyśmy mieli loggię, to sprawa miałaby się trochę lepiej. Pierwszy test przyszedł dwie godziny po zamontowaniu, drugi kolejnego dnia. Była nawałnica, była wiatr i nawet grad. Przez ten ostatni musiałam pochować kwiaty, bo żal serce ściskał, gdy dostawały gromami raz po razie. Kratka póki co wytrzymała. Jeśli uda się jej przeżyć ze dwa sezony, to myślę iż będzie dobrze. Możliwe iż na sezon jesienno-zimowy zdemontujemy ją, aby zwiększyć szanse jej przetrwania.

Jeśli chodzi o rośliny to marzył mi się w tym roku biały balkon i same białe kwiaty. Na marzeniach się skończyło, bo gdy przekroczyłam próg mojego ulubionego punktu z kwiatami, to nie mogłam się zdecydować. Niemniej białe kwiaty pojawiły się w postaci surfinii oraz psianki jaśminowej (nazwa blogu zobowiązuje, prawda?). Poza nimi skusiłam się na sundaville, wiszące begonie, dwie odmiany lawendy, stokrotki, komarzycę, astra oraz zioła! Największym zaskoczeniem dla mnie jest begonia, którą mam po raz pierwszy. Nie myślałam, że jej wiszące, bogate kwiaty są tak urocze! Na dodatek trafiłam na piękny ich kolor, który najmocniej kojarzy mi się z herbacianymi różami! Cuda! Stokrotki oraz sundaville są różowo-czerwone, lawenda – wiadomo, więc finalnie powinno być całkiem kolorowo. Żółty aster zakwitnie dopiero końcem lata, jak nie wczesną jesienią, więc jego pomarańczowa żółć będzie kropką nad i.

Mieszkamy na drugim piętrze, więc co sezon inwestuję w roślinki, za którymi nie przepadają owady i wieszam je przy wejściu na balkon, przy drzwiach balkonowych. Nie działa to w stu procentach, jednak całkiem zgrabnie i ilość wlatujących much oraz komarów jest zdecydowanie mniejsza. Z tych najbardziej popularnych to lawenda i komarzyca. Jeśli chodzi o tą pierwszą to warto zainwestować w odmianę pachnącą. Niestety rok temu kupiłam lawendę, która nie pachniała ani trochę i od razu było widać różnicę w ilości insektów. W tym roku zrobiłam sobie misz masz i mam zarówno komarzycę jak i pachnącą lawendę.

Rośliny wybierałam pod kątem sporego nasłonecznienia balkonu. Poza begonią oraz astrem miałam je już i całkiem dobrze radziły sobie w poprzednich sezonach. Jedynie psiankę jaśminową postawiłam na podłodze, by osłonić ją od targających wiatrów. Poprzednie sezony wisiała na poręczy i po wiatrach nie wyglądała zbyt okazale. Mam nadzieję, że tegoroczne umiejscowienie pomoże jej rozrosnąć się i pięknie kwitnąć.

Do balkonowego odpoczynku mamy składane krzesełka, na które daję poduchy, natomiast za stolik służy nam parapet. Na więcej nie ma miejsca, choć pewnie gdybym mocno poszukała, to znalazłabym komplet z malutkim stoliczkiem, dedykowany właśnie na małe balkony. Mogłabym również nie szaleć tak mocno z miejscem dla kwiatów, jednak to one sprawiają mi większość balkonowej radości, więc dlaczego nie? W praktyce z balkonu najwięcej korzystam ja, bo Mr Hubby przeważnie biega po świecie i załatwia swoje sprawy. Moja, stacjonarna praca zdalna pozwala na zdecydowanie większe korzystanie z uroków lata na balkonie. Choć w sumie to sezon balkonowy otwieram w zależności od pogody i bywało już, że trwał ponad pół roku. A to znacząca ilość czasu, dla której myślę, iż warto zadbać o ten dodatkowy kawałek podłogi i sprawić, by był miłym dla oka.

 

Dodatkową zaletą zadbanego balkonu jest fakt, iż gdy jego elementy widać przez okno, to daje to wrażenie, że mieszkanie (a w szczególności duży pokój) jest sporo większy i bardziej przestrzenny! To również zwiększa komfort mieszkania w bloku.

Na całe szczęście nasz blok od strony balkonu jest mocno zarośnięty sporymi drzewami, dlatego latem mam kojącą dla oczu ścianę zieleni, która w połączeniu z zadbanym i nasłonecznionym balkonem daje całkiem zgrabną możliwość oddechu w trakcie ciężkiego dnia. Standardem u nas są śpiewające ptaki, które popołudniem brzmią całkiem przyjemnie, bo w okolicach czwartej nad ranem brzmi to zgoła inaczej. Kawa w takim otoczeniu to sztos, za który jestem wdzięczna. Wiem, że mimo niewielkiego metrażu, to sporo jest ludzi, którzy nawet na taką namiastkę relaksu nie są w stanie sobie pozwolić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *