Mr Hubby wpadł wczoraj do domu z impetem oświadczając, że nad Polskę zmierza front z zimnem. Z zimnem i śniegiem. Spojrzałam na niego niedowierzając i dalej dłubiąc swoje sprawy. Gdy po godzinie wiatr zaczął hulać  i Mr Hubby wparował z impetem, tym razem do pokoju, wołając iż „właśnie się zaczęło”, nie byłam już tak pewna swego… Odpaliłam prognozę pogody na szanownym telefonie i moim oczom ukazały się zapowiedzi temperatur na najbliższe dni. Temperatur z „1” na przodzie i wcale nie z „9” na końcu… No cóż, pomyślałam. W końcu to nadal (!) babie lato. Do jesieni jeszcze sporo czasu przed nami. Sama jesień potrafi zaskoczyć przyjemną temperaturą, że o cudownych kolorach nie wspomnę…

 

Oprócz tego, że Mr Hubby wpada ostatnio do domu z impetem i to z różnymi wiadomościami, nowinkami, ale i z prze-okrutnym zmęczeniem, a co gorsza z pustym co do dna żołądkiem! Tak, tak właśnie… Realizowany przez Niego projekt na szeroką skalę, mocno obciążający nie dość, że psychicznie, to jeszcze fizycznie, przepoczwarzył mojego męża w głodomorka. Umówmy się. Mr Hubby lebiodą nie jest i raczej wiatr, i to nawet halny, go nie wzrusza. Jedzeniem nigdy nie gardził. Smakoszem jest bajecznym. A i testerem kulinarnych nowości zacnym… No może poza ciastami, które najchętniej by pałaszował jeszcze przed upieczeniem. O kremach na bazie bitej śmietany nie wspomnę – zjada w każdej ilości! No cóż, każdy jakieś wady ma… 😉 .

I tak potrzeba dodatkowego zadbania o mężowy brzuszek, wymusza ode mnie kombinowania ekstra jedzonka, tak by Mr Hubby siły na swoje ważne sprawy miał. Oprócz tego, że normą są u nas zupy (kremy – idealny zapychacz brzuszka), to regularnie pojawiają się (pomiędzy stałymi posiłkami!) wszelkiego rodzaju zapychacze. Sałatki, kasze, jaglanki i chlebki bananowe. Mimo to bywają chwile, gdy On wpada, a ja nie mam w zanadrzu nic. A to jeszcze nie gotowe, bo dzisiaj wpadł wcześniej niż zapowiadał, lub mimo tego co było, nadal chętkę na coś ma.

 

Potrzebowałam zatem czegoś, co może trochę stać i się nie zepsuje (tiaaaa, sama w to nie wierzę iż domowa granola z bakaliami się ostanie), będzie zdrową opcją na już i na teraz (do jogurtu, mleka, twarożku), w dodatku łatwa w obsłudze, by w razie nieobecności żony w domu Mr Hubby obsłużyć się mógł sam. Domowa granola z bakaliami pasuje tutaj idealnie!

 

Mimo tego, że na sklepowych półkach coraz częściej pojawiają się granole ze świetnym składem, dobre jakościowo i w coraz ciekawszych wariantach smakowych, to najbardziej lubię te robione w domowym zaciszu. Wiem, co jem, w jakich proporcjach, wachlarz smakowy – do wyboru i koloru. Do tego wszystkiego przygotowanie domowej granoli (zarówno w wersji z bakaliami, jak i innymi dodatkami) jest banalne i szybkie, a rozchodzący się po kuchni zapach świeżo zrobionej jest wręcz obłędny!

Pierwsze granole robiłam z przepisów kwestiasmaku.com, modyfikując je pod własne kubki smakowe oraz zawartość szafek. Poniżej podaję skład tej ostatniej, jeśli jednak nie masz/nie lubisz jakiegoś produktu – zamień na to co masz/lubisz. Domowa granola z bakaliami lub z czymkolwiek innym ma przede wszystkim smakować! Szczególnie, gdy do okien puka jesień.

 

Domowa granola z bakaliami:

Składniki:
  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  •  1 szklanka orzechów ziemnych niesolonych
  •  1/2 szklanki ziaren słonecznika
  •  1/4 szklanki chipsów kokosowych
  •  1/2 szklanki rodzynek
  •  1/3 szklanki suszonych moreli
  •  szczypta soli
  •  pół szklanki herbaty lawendowej
  •  3 łyżki miodu
  •  sok z połówki pomarańczy
Wykonanie:

Płatki, orzechy i ziarna wsypuję do miski, solę oraz zalewam herbatą. Mieszam. Całość wysypuję na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, posypuję rodzynkami i pokrojonymi morelami, polewam miodem i sokiem. Wkładam do piekarnika nagrzanego góra + dół z termoobiegiem na 150 stopni i piekę 10 minut. Po upływie czasu mieszam i zostawiam na kolejne 10-12 minut. Lubię jak granola jest zezłocona. Studzę w piekarniku, następnie przesypuję do słoika ze szczelnym zamknięciem.

Rodzynki i morele jakie użyłam do mieszanki były bardzo dobrej jakości – mięsiste i aromatyczne. Jeśli miałabym takie bardziej wysuszone, to najpierw namoczyłabym je i dodała do pieczenia na ostatnie kilka minut.

Sok z pomarańczy można zastąpić sokiem z cytryny, lub dodać mieszankę z tego przepisu i dodatkowo pominąć miód w przepisie.

 

Smacznego 🙂