Lubię harmonię w głębi siebie, na sobie i wokół siebie. Ale nie zawsze tak było. Całkiem niedawno uwielbiałam otaczać się artystycznym nieładem, co jak sądzę mogło być spowodowane faktem, że mój rodzinny dom obfitował w pedantyczne uporządkowanie i to pod linijkę. Ja wcale nie przesadzam a pan Brat i Mr Hubby mogą potwierdzić. I właściwie to nic w tym złego, jako „wolność Tomku w swoim domku”. Tak, że… moje ja potrzebowało odskoczni i oddechu. Pokój pomalowałam dwoma odcieniami fioletu oraz jednym majątkowym, tfuuu… majtkowym różem. Harmonia w szafie nie była mi niezbędna.

Uwielbiałam kolorową bieliznę i ciuchy w każdym kolorze i w różnych wzorach. Jedno czego długo nie mogłam przeskoczyć to noszenia dwóch różnych skarpet. Gryzło moje kolorowe poczucie estetyki. No ale… zrozum kobietę… Uwielbiałam kolorowe paznokcie, a najlepiej czułam się gdy były w zieleni lub błękicie. Na rzęsach niebieski tusz do rzęs. Do tego wszystkiego połowę szafy miałam rozłożoną na fotelu i wypalcowany szklany blat stolika. Serio! Z tego wszystkiego chyba najdłużej lubowałam się w fiolecie i nadal mam sentyment do szerokiej gamy jego odcieni.

 

Życie płynie, wszystko się zmienia, zmieniłam się i ja oraz moje upodobania kolorystyczne oraz potrzeba harmonii. Wokół siebie i w głębi siebie. W związku z tym, że pokaźną ilością metrów Wiśniowej pochwalić się nie możemy, to konieczna była i nadal jest, dobra organizacja przestrzeni życiowej. Nie lubię i nie potrafię żyć w zimnych wnętrzach, to też pełna gama dodatków i ocieplaczy musiała z sobą grać i tworzyć harmonię. To samo ma się mojej szafy – potrzeba mi harmonia w szafie. Ostatnie miesiące trochę to utrudniły i harmonia zamieniła się w chaos – zarówno w szafie, w szufladach ale i w kwiatach oraz lodówce. Niemniej staję na nogi i mówię dość, mówię basta. Ogarniam siebie i to co wokół mnie. Szafę również.

 

Od czegoś trzeba zacząć…

Garderobiane porządki przeprowadziłam dość skutecznie, a poniżej kilka z moich tipów, które uważam za (własny, ale może przyda się i Tobie) must have:

  • przejrzałam prawie wszystkie (zostały mi jeszcze dżinsy!) ciuchy i wszystko to co nie pasuje rozmiarowo, lub czego nie nosiłam w ciągu ostatniego roku spakowałam i rozdałam (część nadal leży i czeka na przejrzenie; jeśli nie znajdę na nie chętnych, to oddam do PCK lub w inne miejsce) –> UWAGA – to co zniszczone ląduje w koszu – natychmiast, bez sentymentu
  •  podzieliłam ubrania na 3 kategorie: letnie, zimowe oraz uniwersalne. Sezonowe (w tym przypadku były to zimowe) spakowałam oraz schowałam w górnej części szafy – patent mojej przyjaciółki
  •  bieliznę ułożyłam kolorystycznie (zawsze o tym marzyłam), dzięki czemu łatwiej znaleźć potrzebną rzecz, gdy biegam w niedoczasie
  •  ubrania (zarówno bluzki i koszulki, jak i sukienki na wieszakach) ułożyłam tematycznie – sportowe, codzienne/do pracy, okazje
  • wygospodarowałam miejsce na szale, szaliki i chusty, których zrobiło się całkiem sporo, a które zawsze walały się wszędzie i nigdzie; to samo tyczy się pasków

 

Baza kolorystyczna

Dodatkowym atutem i punktem do uzyskania harmonii mojej szafy było odnalezienie spójnej kolorystyki, w której dobrze się czuję i również dobrze wyglądam. Był czas, gdy w szafie miałam przysłowiowe wszystko i nic, a zakupy robiłam pod wpływem chwili i impulsu. Jeśli coś mi się podobało, dobrze leżało to kupowałam. Nie zastanawiałam się czy dana rzecz do mnie pasuje, czy mam ją z czym zestawić. Dzięki temu moja szafa to był istny misz masz, a ja wiecznie miałam problem co na siebie założyć.

Zastanowiłam się (i polecam to każdemu) w jakich kolorach czuję się najlepiej i czy te kolory podobają mi się, gdy patrzę ubrana w nie, na siebie w lustrze. Poszło łatwo, wręcz zadziwiająco łatwo i do tej pory dziwię się, że zrobiłam to tak późno. Kolory, które wybrałam to był krem/ecru – beż – pudrowy róż w szerokiej gamie odcieni – czerń. Kolor, który zdecydowanie odrzuciłam to czysta biel. Jestem zbyt blada na nią i ubrana na biało wyglądam jak trup. Jeśli jest to złamany odcień bieli (śmietanka), a jest sezon letni i jestem muśnięta słońcem, to jestem w stanie taką rzecz założyć.

Wybranych kolorów trzymam się na każdych zakupach. Tym bardziej, że dobrze ze sobą współgrają i teraz nie mam problemu z szybkim ubraniem się, bo wszystko (przynajmniej kolorystycznie) do siebie pasuje. Jest to baza, do której wpuściłam trochę szarości, miodowej żółci, a ostatnio chodzi za mną niebieski w jasnych odcieniach. Fajnie się to miksuje, a jeśli mam chęć na mocny kolor, to nie mówię nie – topowi, koszulce a nawet sukience. Niemniej baza, czyli to jakich rzeczy mam w szafie najwięcej, pozostanie ta sama. Może z czasem ewoluuje, jednak póki co trzymam się jej mocno.

Inne pomysły na bazy kolorystyczne:

  •  biel – czerwień – czerń
  •  biel – granat – czerwień
  •  szary – róż – błękit
  •  krem – pomarańcz – brąz
  •  krem – kolory „ziemi”
  •  same kolory ziemi
  •  pastele

 

Ubrania bazowe

Kolejnym tematem było sprawdzenie czy mam bazowe ubrania na każdą okazję. Są to rzeczy, które powinny być dobrej jakości, świetnie skrojone i idealnie leżące, by mogły służyć na lata. Również są bazą, do której dobieramy inne części garderoby oraz dodatki. Każda z nas powinna sobie zrobić własną bazę ubraniową must have, ponieważ w zależności od charakteru pracy, własnych preferencji oraz sylwetki, u każdej z nas będzie się trochę różniła. To od czego możesz zacząć układanie bazowych ubrań podrzucam poniżej:

  • czarna sukienka
  •  dopasowane, klasyczne dżinsy – niebieskie, granatowe, czarne
  •  koszula w bazowym kolorze
  •  klasyczna spódnica – z koła, trapezowa lub ołówkowa
  •  spodnie materiałowe typu cygaretki
  •  topy i koszulki w bazowych kolorach
  •  kurtka skórzana lub dżinsowa
  •  płaszcz
  •  czarne szpilki
  •  balerinki w bazowym kolorze
  •  kozaki na płaskim obcasie
  •  sztyblety/botki
  •  klasyczna torebka + kopertówka
  •  szeroki i wąski pasek

 

Robienie generalnych porządków w szafie sprawiło mi wiele frajdy i satysfakcji. Największą myślę iż dojście do ulubionej bazy kolorystycznej oraz uporządkowanie bielizny kolorami. Za każdym razem, gdy otwieram szafę czy szufladę na moich ustach gości szeroki uśmiech oraz zadowolenie z tego co nich mam. Szczerze polecam 🙂 . Harmonia w szafie to jest to!