Marzyło mi się specjalne miejsce, coś w deseń kryjówki przed całym światem. Takie na miarę bazy z dziecięcych lat – robionej za pomocą stołu, krzeseł i kocy. Dużej ilości kocy. Można było się tam schować, uciec od rodziców i stworzyć własny świat, zależnie od pragnień, dziecięcych marzeń i aktualnych pomysłów na zabawę. Czasem było zamkiem, czasem chatką w lesie. Karetą ciągniętą przez brązowe konie lub statkiem pirackim na ciepłym morzu. Mogło być wszystkim. Mogły być tam dzieci, zabawki i był bezwzględny zakaz wejścia dla dorosłych. Dziecięca enklawa.
Za tego typu enklawą marzyłam jako nastolatka, potem młoda kobieta. Marzyłam także na początku małżeństwa, gdy Wiśniowa dysponowała tylko jednym pokojem, który musiał spełnić wymogi pokoju dziennego, gościnnego, biura i sypialni. Mimo, że czas ten był całkiem dobry, to brakowało mi takiego – a właściwie tego miejsca. Kącika, który jest mój i Mr Hubby, zakrytego przed oczami innych. Kącika, w którym można się schować po ciężkim dniu w pracy, wygodnie rozłożyć na miękkim łóżku, a wszystkie problemy dnia codziennego zostawić za drzwiami. Za drzwiami sypialni, bo to właśnie ona stała się naszą małą, ciasną ale wspaniałą enklawą.

 

Do sypialni prowadzą stare, drewniane i sporadycznie spotykane w mieszkaniach blokowych drzwi dwuskrzydłowe. Są zniszczone, zaniedbane i jako jedne z niewielu elementów mieszkania, nie odnowione w trakcie remontu. Nie mamy jeszcze sprecyzowanego pomysłu na to, co z nimi zrobić. Pewne jest, że chcemy, by zostały w takiej formie – kwestia jak je odnowić. Robią klimat i są elementem, który bardzo zwraca uwagę wpadających do nas, po raz pierwszy, gości.

Sam pokój jest wąski i nieustawny. Na pierwszy rzut oka dość ponury, bo ściany pomalowane są na szaro. Chłód odcienia szarości jest przełamany kremowym sufitem, który nadaje pomieszczeniu przytulności i ciepła. W pokoju króluje łóżko. Tapicerowane, duże. Największe jakie nam się zmieściło. Dzięki temu Mr Hubby ma pewność, że przy moim rozwalaniu się w trakcie spania, nie zabraknie dla niego miejsca 😉 !

Poza tym znalazło się miejsce na sporą szafę, komodę i dodatki. Lustra (jedno czekające na metamorfozę), moja ukochana skóra owcza, krzesełko oraz świeczki, dodatki i duperelki. I kwiatki, rzecz jasna… pełny parapet i kilka dodatkowych.