Cześć jesień! Nie jesteś w końcu taka zła… po pięknym, słonecznym i rozpieszczającym lecie witasz nas deszczem i szarugą. Mimo to, zza pleców twoich zerkają kolorowe liście i bogactwo darów minionego lata… Oj tak, pani jesień… nie jesteś wcale taka zła!

 

Mimo iż witasz nas deszczem, przynajmniej na południu Polski, mimo iż chłodem i mało przyjemnym wietrzykiem. Mimo iż razem z tobą złapała mnie migrena i dzień nie należy do najprzyjemniejszych. To jest mi dobrze, bo mam głowę pełną jesiennych pomysłów. Puchate koce i ciepłe pledziki, aromatyczne herbaty z korzennymi przyprawami (zapasy uzupełnione), kolorowe leczo pełne warzyw i mnóstwo świec, które na dobre rozgościły się na Wiśniowej. Do tego mam ciepłe swetry i miłe szaliki. Grubsze i piękne rajstopy oraz wygodne trzewiki. Sukienek kilka. Kaloryfery rozgrzane. Oj, ja to szczęściarą pani jesień jestem!

 

Mogłabym zwiesić nos na kwintę, pomarudzić i pojęczeć trochę. Rozłożyć majestatycznie chusteczki dookoła, w końcu z nosa nadal cieknie. Aby wrażenie wzmocnić to mam jeszcze wziewy na astmę. Nowość, bo łajza dopiero zdiagnozowana, a kolorowe pompki z atomizerem wyglądają całkiem poważnie. Jeszcze troszkę tego w zanadrzu mam, jednak w sercu coś innego gra. Chce mi się w ten pierwszy dzień jesieni. Tak po prostu mi się chce… żyć i cieszyć z tego wszystkiego co mam. Bo tak samo, jak darów jesieni sporo, tak samo ja – za sporo rzeczy wdzięczność mam.

 

Jesień. Nie jesteś taka zła!