Jestem z tych co lubią zupy. Zupa jest dobra na zimno, na pluchę, na chandrę, na brak energii i szybką regenerację po powrocie do domu. Jeśli ma się pod ręką gotowy bulion to jest gotowa w pół godziny. I ja ten bulion staram się mieć zawsze pod ręką, bo nie lubię żadnych kostek, kupnych pseudo-bulionów, czy wzmacniaczy smaków. Przynajmniej raz w tygodniu gotuję go, w różnych wersjach, by mieć gotowy na jutro/pojutrze. Częstotliwość pojawiania się zup na Wiśniowej gwarantuje, że bulion się nie zmarnuje, a co jak co, to jedzenia nie cierpię wyrzucać. Mam wyrzuty sumienia, jest mi z tym źle i staram się tego unikać jak ognia.
Bulion, bulionowi nie równy. Są bardziej i mniej aromatyczne, warzywne i mięsne. Staram się je robić w różnych wariantach, by maksymalnie miksować smaki ale i wartości odżywcze. Zwykła pomidorówka na różnych bulionach to różne jej wariacje. Mając męża przy boku dbam o to, by buliony mięsne pojawiały się częściej na naszych talerzach, niż te typowo warzywne. Większa wartość odżywcza, bardziej kaloryczne i syte. Choć nadal dla Mr Hubby zupa to taki niesłodki kompot i zawsze dopytuje co do będzie później…

Wczorajsze popołudnie spędzone w gwarnym towarzystwie przyjaciółek naładowało mnie energią i zapałem, który poskutkował chęcią wieczornego poszalenia w kuchni. Świeży bulion w lodówce był a w dolnej szufladzie czekał dorodny korzeń selera. Długo nie mogłam się przekonać do tego jegomościa, choć zapach selera od dzieciństwa kojarzył mi się ze smakołykami w kuchni. Współpraca z pierwszym hotelem w mojej karierze zawodowej zaowocowała miłością do kremu z selera. Przyczyniła się do tego szefowa kuchni w hotelu, która przy dobrym humorze raczyła pracowników swoją popisową zupą – własnie kremem z selera. Miałam do niego kilka podejść, ale zawsze coś – jakoś nie do końca mi siedziało w mojej wariacji na temat tej zupy.

Seler miałam kupiony z zamiarem zrobienia surówki z żurawiną, jednak postanowiłam jeszcze raz podejść do kremu z selera – tym razem podejście było bardzo udane. Wpada na stała listę zup na Wiśniowej!

Krem z selera
Składniki:
  • bulion (tym razem miałam w lodówce bulion bezmięsny) – około 2 litrów
  • spory korzeń selera
  • 1 płaska łyżka mascarpone/śmietany
  • po 1 malutkiej łyżeczce masła i oleju ryżowego
  • sól, pieprz, kardamon
Wykonanie:
  • umyty, obrany i pokrojony w drobną kostkę seler wrzuciłam na rozgrzane masło z olejem i poddusiłam do miękkości i bardzo delikatnego przyrumienienia – konieczne częste mieszanie, bo seler lubi przywierać do garnka, a wtedy ma gorzki posmak
  • podduszony seler zalałam gorącym bulionem i gotowałam około 15 minut
  • do zupy dodałam mascarpone i zblendowałam na gładki krem
  • doprawiłam solą, pieprzem i kardamonem
Propozycja podania:

W związku z tym, że bulion był warzywny, a w lodówce miałam zamarynowane piersi kurczaka, to zaplanowałam podać zupę z podduszonymi kawałkami mięsa i prażonym słonecznikiem. 

 

Wybaczcie ten szybki post, ale jest już późno a my jutro a samego rana mykamy do… Gdańska… aaa… z braciszkiem i resztą rodzinki. Przyjaciół tylko do pełni szczęścia będzie nam brakowało.