Podczas ostatniego wyjazdu z przyjaciółmi, spacerując ulicami Gdańska wpadliśmy do Starbucks. W moim mieście niestety go brak, a jak nie przepadam za lansiarskimi miejscami, to ich kawę wprost uwielbiam. Coś w sobie ma i na pewno nie chodzi o personalizowanie kubków i wołanie po odbiór kawy, po imieniu. Choć jest to całkiem miłe, nie powiem.

Jesień + Starbucks = dyniowe latte <3 .

W Gdańsku pokusiłam się na klonową wersję latte i była pyszna. Jednak to nie to, nie ten smak. Pełnej satysfakcji nie osiągnęłam a z braku kawiarni w rodzinnym Bielsku-Białej, postanowiłam skombinować sobie własną mieszankę, na kawowe potrzeby najbliższych tygodni. Kto wie, może i miesięcy 🙂

Przepis wygrzebałam na ‚kwestii smaku’, którą nota bene uwielbiam za prostotę i pomysłowość i szczerze polecam. Korzystam z strony od lat 🙂 .

Lekko go zmodyfikowałam, tak żeby pozbyć się dyni (o ironiooo 😛 ) i zrobić na wzór Starbucksowej mieszanki.

 

Przepis na mieszankę do dyniowego latte:
  • 1 szklanka wody
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • starty imbir – ilość w zależności od upodobań
  • 2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • pół laski wanilii
  • 1 łyżeczka kurkum
  • 2/3 szklanki mleka skondensowanego karmelowego
Przygotowanie:

Wodę z przyprawami gotowałam kilka minut, następnie odstawiłam do ostygnięcia. Odcedziłam i rozmieszałam z mlekiem skondensowanym. Gotowe 🙂