Po godzinach

Marzenia na końcówkę roku…

Odrobinę dziwnie było mi zacząć ten wpis i napisać “marzenia na końcówkę roku”. Jednak grudzień za pasem. Jak co roku końcówka roku zaskoczyła mnie mocno. Przyszła szybko i to zaskakująco szybko. Niemniej każdy tydzień, każdy miesiąc leci i nim się obejrzę, to już po nich. Co więc się dziwić, że rok 2023 zmierza ku końcowi. Niemniej pamiętam, że grudzień to cały miesiąc i nadal 1/12 roku, to 31 dni, więc sporo czasu i sporo okazji, by marzenia swe realizować i wprowadzać w życie.

 

Od kilku lat przełom roku to mój czas na prywatne podsumowania i wnioski. To czas, na plany na rok kolejny. Te zawodowe robię zawsze we wrześniu i dzięki temu teraz mogę skupić się na sobie i swoich potrzebach. Co prawda praca jest sporym elementem mojego życia i poświęcam jej masę czasu, ale właśnie dlatego tak dobrze sprawdza mi się rozdzielanie tych dwóch podsumowań: zawodowego i prywatnego. Robię to po to, by w tym gąszczu, gonitwie nie pogubić się. Mimo, że chciałabym napisać o pracy, o nowych projektach, które mam nadzieję zacząć realizować, to odkładam je na półkę i skupiam się na tym co w sercu głęboko schowane.

 

 

 

Póki co jeszcze trochę do podsumowań i teraz czas, by skupić się na grudniu i tym jak go wykorzystać. Marzenia na końcówkę roku to…

 

to zamknięcie dwóch projektów, które są w trakcie realizacji oraz podpisanie umowy na rozpoczęcie kolejnych. Pierwsze miesiące prowadzenia pracowni są wymagające, nie powiem, że nie i jest to czas wzmożonej zawodowej aktywności, by wyjść na szersze wody, dać się poznać i pokazać swoje umiejętności.

wycieczka wśród białego puchu, to wolny spacer z kubkiem gorącego kakao na mleku roślinnym. To obserwowanie płatków śniegu, podziwianie piękna, natury i tego całego dobra jakie nas otacza.

to spotkania z bliskimi. Grudzień to czas, gdy wszyscy zwalniają i robią przestrzeń na zdecydowanie większą ilość wolnego czasu. To rozmowy, to śmiech i to najlepiej przy pysznym jedzeniu, przy którym człowiek w ogóle się nie spieszy, nie zerka na zegarek, a telefon cudownie milczy i (zawodowo) nikt nic od nas nie chce.

dokończyć i dopieścić sypialnie, w której już tak niewiele zostało do ogarnięcia. Brakuje nam (jedynie) lampki nocnej i póki co będzie wszystko. Szkopuł, że gusta moje i Mr Hubby różnią się co do lampek bardzo, żeby nie powiedzieć iż są skrajne… A fakt jest taki, że sypialnia jest nasza, czyli wspólna i warto by było, by się obojgu w niej podobało. A może przesadzam?

to wycieczka, bo czuję niedosyt tego roku. Mimo, że na ilość wyjazdów nie można narzekać, pojeździliśmy sporo, to odzywa się we mnie szwendacz. Najchętniej spakowałabym walizkę i ruszyła w świat. Co prawda najchętniej tam, gdzie jest słońce. Gdzie temperatura pozwala na noszenie szortów i sukienek typowo letnich, ale myślę iż w grudniu zadowolę się wyjazdem gdziekolwiek, nawet w zasięgu województwa.

odgruzowanie mieszkania, bo jakiś taki nieład nam się wkradł przez sporą ilość pracy i małą ilość wolnego czasu. Czuję się już zmęczona mieszkaniem, czuję iż trudno mi się w nim oddycha, więc długie i ciemne wieczory z chęcią poświęcę na ogarnianie przestrzeni. Tak, to również jest w kategorii marzenia, bo wiem jak dobrze ład i harmonia działają mi na głowę.

 

 

Może cię również zainteresować:

 

We wpisie wykorzystano zdjęcie: Herr Bohn on Unsplash.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *