Po godzinach,  Uroda

Kosmetyki Shamasa _ przedwiosenna rozkosz we własnej łazience

Przepadłam. Dosłownie przepadłam. Jak kamień w wodę! Zakochałam się w nich na zabój i uwielbiam każdą częścią swojego ciała. Produkty – kosmetyki firmy Shamasa testuję już ponad miesiąc i było to genialne testowanie – próbowanie, mizianie, ukojenie. One są takie “moje”, bo proste i naturalne, a wręcz są półproduktami. Skomponowane tak, że mogą być bezpiecznie stosowane przez amatora i kosmetycznego ignoranta, ale i przez kosmetycznego freaka. Genialne dla kobiety młodej, w sile wieku, również tej starszej! Asortyment w sklepie jest na tyle spory i tak przejrzyście podzielony, że nie będziesz miała problemu w wyborze.

 

 

 

W właścicielką Shamasy, Magdą, poznałam się dobre kilka lat temu. Wtedy już kręciła się wokół olei i olejków, jednak to do czego doszła w przeciągu tych kilku lat budzi mój niemały podziw. Uwielbiam kobiety przedsiębiorcze, zaradne i śmiało dążące do spełniania swoich marzeń. Magda to zrobiła i obecnie może pochwalić się całkiem zacnym asortymentem! W sklepie znajdziesz oleje, olejki eteryczne, hydrolaty, masła oraz glinki. Wszystko dobrej jakości, pięknie zapakowane w szkło oraz w bardzo przyzwoitych cenach!

 

Miałam problem z wyborem produktów do przetestowania. Jestem kosmetyczną sroczką i tak naprawdę to włożyłabym paluszki w każdy produkt, jaki bym mogła. To zdecydowanie moja bajka. W związku z tym, że odczuciami po przetestowaniu kosmetyków Shamasy chciałam się podzielić tutaj z Tobą, to wybrałam produkty, które można polecić szerokiej gamie osób.

 

Wszystkie produkty, które miałam okazję poznać są genialne i zostają w mojej łazience! Mam zamiar zużyć je do końca, po niektóre wrócić, ale też spróbować kolejnych.

 

*Olej z pestek śliwki

Mój zdecydowany faworyt, ukochany olej, o którym już na blogu kiedyś pisałam. Ma niesamowity, kojący zapach – marcepanu! Gdy pierwszy raz zetknęłam się z nim, to zwariowałam głównie przez ten zapach! Wybierając oleje od Shamasy musiałam go mieć! Nie zawiodłam się!

Oprócz cudownego zapachu ten olej ma szereg wspaniałych właściwości. Ma wysoką zawartość witaminy E oraz jest składnikiem płaszcza lipidowego. Dzięki temu, że należy do gamy tzw. suchych olei, czyli wchłania się bez pozostawienia tłustego filmu na skórze, to nadaje się do każdego rodzaju skóry. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, intensywnie nawilżające i łagodzące. Nadaje się do zabezpieczenia końcówek włosów oraz do regeneracji paznokci. Jest naturalnym konserwantem.

W przypadku mojej mieszanej skóry świetnie sprawdza się do pielęgnacji dziennej, a na dodatek świetnie spisuje się pod makijaż. Myślę, że w środku gorącego lata olej z pestek śliwki mógłby się okazać zbyt mocny, to na okres jesienno-zimowo-wiosenny jest genialny. Z kolei latem postawię na niego jeśli chodzi o nocną regenerację.

Jest to mój zdecydowany faworyt. Skóra po nałożeniu jest miękka i jedwabista. Swoim zapachem działa aromaterapeutycznie i kojąco. Moje must have!

 

*Olej z awokado

Jest to olej do skóry wymagającej, dojrzałej i potrzebującej intensywnej pielęgnacji. Świetnie spisuje się jako produkt na okolice oczu. Poprawia koloryt i kondycję skóry. Zwany również masłem puszczy, co po miesiącu stosowania świetnie oddaje jego działanie!

Nie ma tak pięknego zapachu jak jego poprzednik, jednak nie jest to zapach brzydki. Jego intensywne działanie jest tego warte.

Stosuję go do nocnej regeneracji, szczególnie po złuszczeniu naskórka – jak np. tutaj. Jak dla mnie to super bomba regeneracyjna. Do stosowania dziennego będzie świetny w ekstremalnych warunkach – latem do mocnej regeneracji po kąpielach słonecznych, ale także przy zimowych wypadach na narty. Sprawdzi się u o osób dojrzałych.

 

*Witamina E

Nie bez kozery zwana również witaminą młodości. Świetnie radzi sobie z wymiataniem wolnych rodników. Jest rozpuszczalna w tłuszczach, więc idealnie nadaje się do stosowania z olejami. Jest bardzo, bardzo gęsta, a przez to niesamowicie wydajna! Oprócz silnego działania przeciwzmarszczkowego ma działanie kojące i łagodzace, zmniejsza przebarwienia oraz poprawia elastyczność. Dobrze wpływa na blizny.

Stosuję ją głównie razem z olejem z pestek śliwki w dziennej pielęgnacji. Wystarczy dodać 2 krople witaminy do 7 kropel oleju (produkty są wyposażone w kroplomierze, co bardzo ułatwia aplikację), aby wystarczyło kosmetyku na całą twarz i szyję! Nadkładam również na bliznę po cięciu operacyjnym oraz na dwuletnią bliznę po wypadku rowerowym. Blizny zrobiły się bardziej elastyczne i miękkie, co dla mnie jest sporą zmianą!

 

*Skwalan

Pierwszy raz miałam do czynienia z tym produktem solo, a nie jako jednym ze składników gotowego kosmetyku. Skwalan do celów kosmetycznych jest pozyskiwany z oliwek, natomiast jest także naturalnym składnikiem płaszcza lipidowego skóry. Co istotne to ilość skwalanu w warstwie lipidowej skóry ubywa z czasem, a jest on znaczącym spoiwem międzykomórkowym. Skwalan przede wszystkim ma działanie dotleniające oraz zabezpiecza przed utratą wody. Pomaga również w transporcie składników aktywnych w głąb skóry. Rozjaśnia przebarwienia i wspomaga regenerację skóry.

Jest to również produkt oleisty, ale świetnie łączy się zarówno z produktami oleistymi, jak i wodnymi. Dobrze sprawdza się jako dodatek do olei do demakijażu, do olei do pielęgnacji, ale również jako wzbogacenie hydrolatów! Po zimowym przesuszeniu skóry twarzy niezastąpiony!

 

*Hydrolat rumiankowy

Organiczny hydrolat z roślin znanych z naszych rodzimych łąk. Niech to Cię nie zwiedzie, bo przy pierwszym użyciu czeka Cię niemałe zaskoczenie. Hydrolat nie pachnie tak jak przeważnie pachną kosmetyki na bazie rumianku, a… całą rośliną – nie tylko częścią kwiatową. Ma zapach bardziej ziołowy niż kwiatowy! Powyższe w ogóle nie umniejsza jego wartości, nawet działa odwrotnie, bo jest niebanalny!

Hydrolat świetny dla skór delitanych, skłonnych do podrażnień.  Jest przeciwzapalny, odświeżający i napinający skórę. Świetnie sprawdza się jako mgiełka do włosów, do szybkiego ich odświeżenia.

Stosuję go w poąłczeniu z olejami do demakijazu, jak również zamiast toniku. Kolejny produkt, który ląduje w moim własnym must have!

 

*Migdałowe masło do ciała

Jestem zdecydowaną fanką maseł do ciała. Tak jak nie przepadam za balsamami, to za masłami do ciała już zdecydowanie. Masło migdałowe jest bardzo delikatne i taki ma również zapach. Jest to dla mnie wielki plus, bo mogę go nakładać również gdy męczy mnie migrena i gdy intensywne zapachy są drażniące. Bardzo dobrze nawilża i napina skórę. Przywraca sprężystość i elastyczność skórze, jednocześnie łągodząc i kojąc. Nadaje się do pielęgnacji skóry delikatnej i alergicznej, również bo zbyt intensywnym opalaniu.

Jest świetną bazą do aromaterapii – ładnie komponuje się z większością olejków eterycznych, gdy chcemy zintensyfikować zapach.

 

*Serum ochronne do ust

To produkt, co do którego miałam największe obawy. Niepotrzebnie. Serum jest super lekkie, bezbarwne i spełnia swoją rolę. Przede wszystkim nawilża, odżywia oraz zapobiega pierzchnięciom ust, które jest powszechne końcówką zimy. Jest lekkie i po aplikacji usta nie kleją się. Wygodne do stosowania opakowanie roll-on pozwala na użycie serum bez konieczności zaglądania w lusterko. Ma bardzo delikatny, nienachalny zapach. W składzie znajdziemy olej ze słodkich migdałów, z nasion maliny oraz z opuncji figowej. Same dobrodziejstwa!

 

*Olejek eteryczny z sosny – 100% esencja

Olejek, którego szukałam dość długo i nigdzie nie mogłam znaleźć. Świetny produkt do inhalacji, w czasie przeziębienia, gdy mamy zatkany nos! Piękny, odświeżający zapach zachęca do stosowania. Ma również działanie antyseptyczne. Powinien znaleźć się w każdej domowej apteczce.

 

Sumując – jestem bardzo zadowolona z kosmetyków Shamasy! Bardzo, bardzo. Uwielbiam półprodukty i często przerabiam je na domowe kosmetyki, jednak uwielbiam w nich również to, że można je stosować solo. W większości mają szklane opakowania wyposażone w wygodne do stosowania pipety. Ich cena jest mega korzystna w stosunku do jakości. Wiem, że mało jest osób, które chętnie sięgają po półprodukty – kosmetyki naturalne, jednak uważam, że warto się do nich przekonać i wypróbować! To nie były moje ostatnie zakupy w Shamasie – większość opisanych produktów zagości u mnie na stałe, a w asortymencie znalazłam jeszcze kilka kosmetyków, które chciałabym wypróbować. Są wśród nich: kwas hialuronowy, woda różana, olej z opuncji figowej (nazywany roślinnym botoksem), masło aloesowe oraz naturalne perfumy. Jak dotąd wypróbowałam jaśminowe i jestem ich wierną fanką. Kusi mnie również wanilia! Polecam, szczególnie na nadchodzącą wiosnę i lato.

 

Wpis powstał przy współpracy z firmą SHAMASA 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *