Po godzinach

Top 7 – ulubieńcy jesieni 2021!

Minęło już grubo ponad pół roku od ostatniego wpisu z serii “Top 7“! Nie chce się wierzyć, że czas leci aż tak szybko, ale… jednak… Dzisiaj na tapet bierzemy temat: ulubieńcy tegorocznej jesieni. To temat, który wybraliście w trakcie niedawnego głosowania na luźny temat w ankiecie na instagramie. Po kilku miesiącach skupiania się na tematach wnętrzarskich okazało się, że odwykłam od bardziej osobistego pisania, jednak wyodrębnienie ulubieńców poszło całkiem sprawnie i… z resztą zobacz sama!

 

Top 7 – ulubieńcy jesieni 2021

 

PORZĄDKI W ZDJĘCIACH I PRZYSZŁE ALBUMY FOTOGRAFICZNE

 

Tegoroczna jesień zachwyca pogodą i kolorami. Mimo końca października za oknem słońce, żółte liście na drzewach lub czerwone, szeleszczące pod stopami w trakcie spacerów. Mimo to moje serce zawsze ciągnie do lata. Do wspomnień wakacji i urlopów. W tym roku po raz pierwszy udało nam się z Mr Hubby dwukrotnie wyjechać na wakacje w trakcie sezonu urlopowego. Traktuję to w kategoriach sukcesu. Jakby na to nie patrzeć sporo się napracowaliśmy, żeby móc to zrealizować. Oba wyjazdy, ale również te mniejsze – jednodniowe wycieczki utrwalaliśmy na zdjęciach. Napstrykaliśmy masę zdjęć zarówno telefonami, jak i aparatami fotograficznymi.

Rozmowa z koleżanką, która jest fotografką i sporym wsparciem w moich poczynaniach i próbach wykonywania zdjęć, natchnęła mnie do zrobienia porządków w swoich galeriach zdjęć oraz wybraniu tych cennych, najcenniejszych i wywołania ich. Dodatkowo postanowiłam iż zrobię z nich albumy i stworzę naszą własną fotograficzną biblioteczkę. Jako dziecko uwielbiałam siedzieć wśród wywołanych zdjęć. Oglądać je i wspominać poprzednie lata. Dlaczego to zaniechałam? Myślę, że większość z nas mogłaby na to pytanie odpowiedzieć tak samo jak ja. Smartfon, który zawsze mamy pod ręką… Cenię tę dostępność i nie mam zamiaru z niej rezygnować. Jednak zdjęcia wywołane, na papierze to zupełnie inna bajka i inna forma powrotu do wspomnień. Nie chcę rezygnować ani z jednej, ani z drugiej opcji!

 

POWRÓT DO DIETY I ZDROWEGO ODŻYWIANIA

 

Gorące dni, ciepłe wieczory… Grille, obiady na wyjazdach i wycieczkach… Lody w ulubionej lodziarni… Ostatnie lato mocno pofolgowaliśmy sobie żywieniowo. Mimo iż bardzo mi się podobało rozpieszczanie podniebienia, to czułam ich mój organizm chce wrócić na swoje ulubione tory. Wiem co mi służy, po jakich produktach czuję się najlepiej. A po jakich wręcz przeciwnie. Umiem z tych dobrych, dla mnie, produktów komponować smaczne posiłki. Decyzja była łatwa, prosta i szybka. Chęć męża by również wrócić na dietę, tylko mnie do tego zmobilizowała. Nasza dieta to przede wszystkim sposób odżywiania, który mamy już sprawdzony, a nie dieta jako ułożony jadłospis, którego ściśle się trzymamy i realizujemy danie po daniu.

Nie zdradzam szczegółów naszego żywienia. Nie chcę nikogo nakierowywać na to co akurat nam służy. Warto wybrać się do dobrego dietetyka, który dobierze sposób żywienia odpowiedni dla Ciebie. To co zdradzić mogę, a o czym już wielokrotnie wspominałam, to iż nasza dieta jest oparta na wykluczeniu nietolerancji pokarmowych, glutenu i cukru. Tym razem odstawiliśmy również nabiał, ale nie nastawiam się iż trwale z niego zrezygnujemy. Przez 3 miesiące trzymamy się ściśle naszych założeń. Po tym czasie stosujemy zasadę 80/20. Przez 80% czasu trzymamy się określonego żywienia. W 20% przypadków pozwalamy sobie na szaleństwa i zachcianki.

Co mi daje dobrze dobrana dieta? Czuję się lekko i dobrze. Jestem najedzona, a nie przejedzona. Tracę na wadzę, jednak w zdrowym tempie, dzięki czemu ograniczam ryzyko efektu jo-jo. Mam zdrowy odcień skóry, brak zasinień pod oczami i więcej energii.

 

DOMOWNICY, KTÓRYCH SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM

 

Letnia współpraca z marką MITKO, która zaowocowała dwoma wpisami na blogu (“piękny mały balkon” oraz “jak wybrać siedziska na mały balkon”) i odświeżeniem yasminsmellowego balkonu, dała mi sporo radości z jej realizacji, ale i satysfakcji. Balkon zyskał na atrakcyjności. Korzystanie z niego weszło na wyższy level. Gdy końcem sierpnia pogoda zaczęła się delikatnie psuć, zaczęło się chmurzyć i od czasu do czasu padać, to zdałam sobie sprawę, że kompletnie nie mam pomysłu na przechowywanie puf i worka Sako. Pierwszy pomysł był, by schować je do piwnicy i wyciągnąć na wiosnę. Nasza piwnica jest już jednak wypchana po brzegi i nie było opcji, by zmieścić w niej dodatkowe gadżety. A co dopiero mówić o takich gabarytach.

Chcąc ochronić pufy i worek przed deszczem (mimo iż są wodoodporne!) schowałam je do mieszkania. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy z nich korzystać w domowym zaciszu. Worek okazał się świetnym kompanem przy oglądaniu filmów. Pufy nie raz sprawdziły się w czasie nalotu przyjaciół. Nie spodziewałam się iż oba produkty tak dobrze spiszą się we wnętrzu, a rzucona na worek Sako poduszka lub koc na puf potrafi zmienić charakter mebla i nadać mu domowego klimatu!

Zamiast wylądować w piwnicy, pufy stoją dumnie w dużym pokoju, a worek Sako jest moim ulubionym siedziskiem na wieczorne czytanie książki lub posiedzenie kilku minut w ciszy w sypialni. Gadżety mające być w użyciu kilka miesięcy w roku, są wykorzystywane regularnie przez całą jesień i nie wygląda na to, żeby miało się to przez resztę roku zmienić, a one zawędrować do wspomnianej piwnicy.

 

 

NOWE WYZWANIE JAKIM JEST WŁASNY PRODUKT

 

Od kilku tygodni pracuję nad swoim produktem. Będzie to produkt wirtualny i myślę, że za jakiś czas będę mogła się nim z Wami podzielić. Długo nie umiałam się zdecydować na konkretny produkt, bo głowa szalała z pomysłami i wizjami, jednak doba ma tylko 24 godziny. Nijak nie chce się wydłużyć, a ja mam sporo codziennych zajęć i muszę rozsądnie planować czas, który poświęcam na realizację tego wyzwania. Mimo, że produkt ten to nie będzie nic wielkiego ani skomplikowanego, to od samego pomysłu oraz przez cały proces realizacji wkładam w niego całe serce i zaangażowanie. Chcę, by był jak najbardziej przydatny, intuicyjny i prosty w obsłudze.

 

BAWEŁNA, WEŁNA, LEN

 

Moje dążenia do szafy kapsułowej trwają już jakiś czas, a w zasadzie kilka sezonów i myślę, że właśnie jestem w momencie pełnego zadowolenia z niej. Mam w swojej szafie dokładnie to co chcę, to w czym czuję się i wyglądam dobrze. W większości są to ubrania o świetnych składach (tak, właśnie jest to bawełna, wełna i len), dobrze skrojone i dopasowane do siebie kolorystycznie. Dzięki temu nie mam problemu w co się ubrać, co ze sobą zestawić, a mimo to nie jest nudno i monotonnie. Kolejnym krokiem będzie doposażenie się w kilka brakujących dodatków oraz sprawdzenie czy ze wszystkich ubrań korzystam Czy może w którejś grupie jest namiar? Egzemplarze, których nie noszę i warto je sprzedać lub rozdać?

 

ODWAŻNE MARZENIA

 

Tej jesieni pozwalam sobie na odważne marzenia. Na sięganie tam, gdzie do tej pory bałam się sięgać. Nie mam zamiaru bujać w obłokach i puszczać wodze fantazji, ale skupić się na tym, co wykiełkowało w moim sercu. Sięgnąć po to, a przynajmniej zrobić wszystko co jestem w stanie, aby to osiągnąć. Przekuć marzenia w cel, który można realizować krok po kroku. Nie patrzeć na logikę, która z góry zakłada iż to “mało prawdopodobne”, na ludzi, którzy mogliby powiedzieć “eee bez sensu”.

 

DOPRACOWANIE PLANOWANIA I ORGANIZACJI WŁASNEGO CZASU

 

Obowiązki, cała masa obowiązków, ale i wyzwania, plany i marzenia wymuszają na mnie szczegółowe i dobre planowanie swojego czasu. Organizację, która pomaga odróżnić priorytety, od spraw, które można, a czasem warto odłożyć na później. Albo na wcale. Planowanie oraz system pracy, który pozwala spiąć dzień w 24 godziny, z założeniem iż ja muszę spać 8 godzin, bo inaczej jestem nie do życia. Pogodzenie się iż sporo spraw pracy projektanta jestem w stanie załatwić tylko rano, mimo iż naturalnie jestem sową i zdecydowanie efektywniej pracuję wieczorami i nocami, niż wczesnym rankiem. Pozbycie się z własnej głowy systemu tygodnia pracy od poniedziałku do piątku oraz wolnego weekendu, na rzecz planowania czasu według realnych i aktualnych potrzeb. Przy czym najwięcej problemu sprawia mi pamiętanie, że odpoczynek również jest ważny i nie warto doprowadzać organizmu do stanu wyczerpania.

Dopracowuję swój system organizacji i planowania czasu pracy i odpoczynku i jest to spore wyzwanie, bo mimo iż świetnie odnajduję się w schematach, to często lubię je łamać, by nie tłamsić pokładów kreatywności, co z kolei wybija mnie z rytmu i… zaczynam od początku. Szczęście, że jesień dopiero w połowie, a ja uczę się na błędach. Szkoda iż swoich, jednak nikt nie jest ideałem. Ja też nie!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.