• Kulinarnie

    Aromatyczna zupa dhal, rodem z Indii

      Są takie przepisy, które muszę tutaj mieć! Muszę i już! Są takie przepisy, które szczególnie polecam i zupa dhal jest zdecydowanie jedną z nich. Ekspresowa, prosta w zrobieniu, a zadowala najbardziej głodny i wybredny brzuszek… Mimo, że to zupa, to syci na dość długo, a mnogość aromatów nęci każdego kto przeważnie kręci nosem na zupy. Jest pożywna i idealna na jesienno – zimową szarugę.   Czerwoną soczewicę uwielbiam od dawna. Przygotowywałam ją na różne sposoby, jednak w postaci zupy smakuje mi najbardziej. Kiedy odkryłam połączenie czerwonej soczewicy z  pomidorami, to przepadłam totalnie. To połączenie polubił również Mr Hubby, mimo iż wcześniej na zupę z samej czerwonej soczewicy kręcił nosem.…

  • Kulinarnie

    Domowy serek homogenizowany

      Jeśli jesteś ze mną już jakiś czas na tym blogu, to bardzo dobrze wiesz, że lubię dobre jedzenie i nie cierpię powszechnie znajdującej się w jedzeniu chemii. Przeraża mnie czym jesteśmy karmieni, a skład większości produktów przyprawia o palpitację serca. Nie chce wchodzić w skrajności i nie mówię, że wystrzegam się kupnych produktów w 100%, jednak najmocniej boli mnie masa niepotrzebnego świństwa w najprostszych produktach. Przez długi okres czasu robiąc zakupy spożywcze przechodziłam z żalem obok serków homogenizowanych. Mimo iż powinnam unikać nabiału to od czasu do czasu kupuję sobie. Serki homogenizowane uwielbiam, jednak zawsze przerażał mnie ich długi skład. Ulepszacze, barwniki oraz w wersjach słodzonych tony cukru. Chodziłam…

  • Kulinarnie

    Słodko – ostry schab w marynacie

      Na Wiśniowej ciężki czas. Czas ciężki, bowiem Mr Hubby zawalony pracą i ciśnie codziennie po kilkanaście godzin. A jak to przeważnie z Panami bywa w ciężkim czasie – drażliwe toto ponad miarę. Odkryciem również żadnym nie jest iż męską drażliwość najlepiej załatwić dobrym jedzeniem. Mięsnym rzecz jasna i to cytując szanownego Mr Hubby „uczciwym mięsem”, co oznacza iż nie może to być drób…. Tak moje drogie, takie na Wiśniowej kwiatki… Spokój, luz i mir domowy cenię sobie jak mało co na świecie, a że obcowanie w kuchni jest dla mnie nader przyjemne, to postanowiłam zrobić coś smacznego, co zadowoli kubki smakowe wyżej wspominanego, a mi zagwarantuje zadowolenie Męża. Czy…

  • Kulinarnie

    Letnia kuchnia – pychotki z owocami na pierwszym planie

      Uwielbiam letnie gotowanie. Mimo iż czasem nie jest dobrze stać w rozgrzanej kuchni, gdy temperatura oscyluje powyżej 30 stopni, to jestem w stanie wziąć to na klatę i popichcić. Sposobem na to jest gotowanie na dwa dni lub robienie większych porcji śniadań czy deserków. Niemniej uwielbiam ten czas gdy owoców i warzyw jest masa, jest w czym wybierać i można do woli wymyślać nowe połączenia, modyfikować lub… wracać do tych starych. Dzisiaj przychodzę do Ciebie typowo letnią kuchnią, ze smaczkami przygotowanymi częściowo w ciągu tygodnia, a częściowo na rozpoczynający się właśnie weekend. Nie będzie żadnych wielkich sensacji, a raczej modyfikacje dobrze znanych i lubianych na tym blogu przepisów. Zapraszam…

  • Kulinarnie

    Owsiana tarta ze szpinakiem i boczkiem

      Są takie momenty, są takie chwile, których nie uratuje nic poza dobrym jedzeniem. Mr Hubby tonie w pracy od kilku tygodni, telefon pada średnio dwa razy w ciągu doby, a jego ciało czuje iż to co wokół nas się dzieje, ociera się o max Jego możliwości. Jestem dumna  z mojego Męża – z Jego zaangażowania we wszystko co robi, serca które w to wkłada. Przy okazji dba o mnie jak tylko się da i głośno sygnalizuje, że nie poświęca mi tyle czasu ile by chciał.  Widzę Go zmęczonego, wręcz przemęczonego. Cisnącego od świtu po noc, wieczorem padającego zanim jeszcze położy głowę na poduszce, a z drugiej strony nie mogącego…

  • Kulinarnie

    Krem paprykowo – bakłażanowy

      Zdaję sobie sprawę, że to nie sezon na paprykę. Na bakłażana może trochę bardziej, ale papryka najtańsza i najlepsza w tej chwili nie jest. Jednak naszła mnie tak ogromna chęć na krem paprykowo – bakłażanowy, że musiałam spełnić swoją chętkę. Znalazłam paprykę w przyzwoitej, jak na tę porę roku, cenie i jakości i zaszalałam… choć nie powiem, bo tych chętek mam sporo więcej i głowie siedzi mi mocno również krem ze świeżych pomidorów. Na to jednak będę musiała zdecydowanie dłużej poczekać, bo z pomidorami nie ma tak łatwo i tylko te ze szczytu sezonu dają efekt wart zachodu… Ważne, że z tą papryką się udało.   Końcówka zimy, szczególnie…

  • Kulinarnie

    Falafel w towarzystwie warzyw

      Od jakiegoś czasu falafel chodzi za mną za każdym razem, gdy z Mr Hubby jemy na mieście… Przy okazji przeglądówtechnicznych budynków jakie mój mąż robił jesienią zeszłego roku, znaleźliśmy knajpkę, która serwuje i kebaby i falafele, więc… znaleźliśmy miejsce dla nas doskonałe! Co jakiś czas serwuje sobie kulki z ciecierzycy i nadal jest to jedno z moich ulubionych dań.   Falafel to danie kuchni arabskiej. Są to smażone kulki lub kotleciki, najczęściej z ciecierzycy ze sporą gamą aromatycznych potraw. Tradycyjnie falafele podaje się w picie z warzywami oraz sosami, więc idealnie komponuje się w typowy street food. Mimo iż wydaje się, że wykonanie go jest skomplikowane to robi się…

  • Ignasie w trasie

    Moja Hiszpania, moje Alicante. „Hola” i „mañana” i wszystko w temacie!

      „Hola” i „mañana” to słowa definiujące Hiszpanów w 100%. I nie ma tutaj nic ze złośliwości, czy uszczypliwości. Oni tacy są i to jest fajne. Ja w nich to lubię! Przede wszystkim wszyscy witają się wesołym „hola” (czyt. „ola”), które znaczy „cześć”. Tradycyjnego dla nas „dzień dobry” nie używa się poza sytuacjami formalnymi, a tych na wakacjach nie uświadczyłam. I dobrze. Drugie słowo kojarzące mi się z Hiszpanią to „mañana” oznaczające „jutro”. Idealnie obrazuje podejście do życia w tym kraju. Wszystko jest spokojne, bez pośpiechu, do perfekcji, ideału i wszystkiego pod kreskę jest im daleko. I to jest w nich fajne, bo mimo iż wszędzie krzywo i nierówno (inżynier…

  • Kulinarnie

    Szanowna Czarna Porzeczka

      Latami była przez mnie wzgardzana. Latami nie lubiana. Z pamięci wyrzucona i nie dopuszczana nawet na chwilę, gdy krzaki porzeczki uginały się pod ciężarem jej owoców. Babcia z dziadkiem wielokrotnie powtarzali mi, kilkuletniemu brzdącowi, że to jedno z najbardziej wartościowych owoców w ogrodzie. Ale gdzie tam. W głowie były mi tylko truskawki, maliny, czereśnie i ewentualnie pojawiające się coraz częściej na sklepowych półkach banany. Czerwona porzeczka? Phi!!! Słodycz ujarzmiona kwaskowatością była nie w smak moim dziecięcym kubkom smakowym. Podobnie miały mi lata późniejsze i te już całkiem dorosłe. Czarna porzeczka była be.   Lata minęły, a szanowna czerwona porzeczka wkradła się na kuchenny blat na Wiśniowej całkiem niepostrzeżenie. Przybyła…

  • Przemyślenia

    Co cenię sobie w tym zwariowanym, gwiazdkowym czasie

      Tik, tak, tik, tak… leci dzień za dniem a grudzień już w drugiej połowie. Zadomowił się całkiem, całkiem i przygotowuje nas do zbliżających się świąt. Rozbuchany, gwiazdkowy marketing przeżywa kumulację. Żniwa, żniwa dla marketów, sklepów i sklepików. Jak nie jestem entuzjastą tego dziwnego szału, który rozbuchany jest, jak tylko zgasną świeczki na grobach, tak sam klimat i atmosferę gwiazdkową uwielbiam… Ciemne popołudnia, długie wieczory sprzyjają tej całej otoczce z tysiącem światełek, pachnących świec, herbatom z miodem i cytryną i… Mr Hubby and I Pierwsze i najważniejsze. W związku z tym, że koniec roku to intensywny czas w mojej i Męża pracy, intensywny czas w życiu wspólnotowym a do tego…