Kulinarnie,  Po godzinach,  Przemyślenia

Top 7 – zimowi ulubieńcy

Tegoroczna zima zaskoczyła nie tylko drogowców. Dawno nie było w Polsce tak śnieżnej i białej zimy. Dawno nie było takiej przestrzeni dla dzieci, by mogły się wyszaleć w białym puchu. Więcej, to spora część maluchów nie doświadczyła dotąd takich ilości śniegu. Z drugiej strony zimy mojego, ale i Twojego dzieciństwa były zgoła inne i śnieżne, te to dopiero były pełne śniegu.

Mimo iż osobiście za zimą nie przepadam, to ostatnio nawet ja zaczęłam doceniać urok bieli za oknami Wiśniowej. Wiele przyjemniej spogląda się na ośnieżone podwórko, niż to w wersji błotnej… Fakt iż nie marznę w pracy, a biuro w którym kiedyś stacjonowałam 8 godzin dziennie było mega zimne, powoduje iż przyjemniej wychodzi mi się na spacer. A nawet odśnieża samochód przed wyjazdem z parkingu. Muszę przyznać sama przed sobą iż tegoroczna zima ma swoje uroki i wcale nie jest taka zła… mimo to nadal pozostaję team lato i wolę temperatury powyżej 25 stopni…

W każdym okresie, czy to roku czy swojego życia, otaczam się rzeczami, które powodują we mnie błogość i sprawiają radość. Szczególnie teraz, gdy znów pracy jest masa. Pracując w domu łatwo się zapomnieć i pocisnąć dłużej, niż zakładane w ciągu dnia 'x' godzin. Łatwo jest wrócić do komputera, łatwo wziąć do ręki dokumenty, by jeszcze coś dodatkowo przejrzeć i jeszcze nad czymś się pochylić. Szczególnie gdy wejdę w tryb wielozadaniowości i chcę ogarnąć cały otaczający świat.

 

 

Yasminsmellowe zimowe top 7:

 

GORĄCE NAPOJE, ROZGRZEWACZE

Gorące napoje piję cały rok, ale w okresie zimy tym bardziej ich się trzymam. Gorąca woda bez dodatków, gorąca woda z imbirem, pomarańczą i miodem lub napar z lawendy… Herbaty mi w tym sezonie nie wchodzą, zdecydowanie kręcę się wokół imbiru. Mr Hubby śmieje się, że już jestem od niego uzależniona. Co ja poradzę gdy tak bardzo go uwielbiam…

To co doszło do moich smaków w tym roku to rozgrzewające smoothie, o których pisałam ostatnio. Podgrzane mleko roślinne, przyprawy cudownie koją brzuszek i pomagają na pierwsze ssanie brzuszka, gdy nie mam jeszcze przygotowanego obiadu.

 

WEŁNA, BAWEŁNA I LEN

Im jestem starsza, im więcej mam w szafie ubrań z dobrym składem, tym większym freakiem w tym temacie się staję. Naturalne tkaniny, dobry skład jest dla mnie ważniejszy niż cena ubrania. Wolę jedną porządną rzecz, która wiem, że będzie mnie grzać, lub chłodzić w zależności od pory roku, od kilku w których będę chodziła spocona i z podrażnioną skórą. Tak, tak wiem, że wełna często gryzie i powoduje podrażnienie skóry, jednak swetry które mam albo są z wełny niegryzącej, albo są to obszerne kardigany, które noszę na bawełniane body i koszulki. Komfort noszenia spory, a na dodatek grzeją skutecznie i nie mam potrzeby ubierania się jak bałwan, co przy nałożeniu na moje krągłe kształty dawały średni efekt wizualny…

 

ROŚLINNIE

Ostatnie miesiące, a tygodnie już w szczególności to okres gdy wszystko co zielone woła do mnie dwa razy mocniej niż normalnie. Mój organizm przestawia się na dietę roślinną, ewentualnie rybną. Odrzuca mnie od mięsa, choć w naszym domu nie zniknęło ono całkiem. Mój mąż to gatunek typowo mięsożerny. Miałam już dwa takie okresy w swoim życiu, gdy mój organizm odrzucił mięso i oba trwały dość długo. Za każdym razem, gdy organizm pokazuje mi, że czegoś bardzo chce a czegoś tak bardzo nie, to idę w tym kierunku, ufając iż sam pokazuje mi braki.

Tym bardziej, że jak dotąd nie zdarzyło mu się pokazywać mi, że ciągnie go w kierunku fastfoodów. Daję mu kredyt zaufania. Niemniej w każdym takim momencie, gdy preferencje smakowe zmieniają mi się, uważam iż warto zrobić podstawowe badania krwi, by sprawdzić czy wszystko jest ok.

Najtrudniejsze w tym układzie wydaje się gotowanie dwóch wersji posiłków, dla mnie i Mr Hubby. Zawsze jedliśmy sporo warzyw i jarzyn, więc zmiany nie są spektakularne, jedynie zestaw jaki nakładam sobie a jemu na talerz jest zgoła inny. Druga rzecz, że ja bardzo lubię gotować i widmo zrobienia czegoś ekstra nie sprawia mi problemu. W wydaniu dań jednogarnkowych wybieram kawałki mięsa i podrzucam…

 

SPACERY I ODERWANIE OD CODZIENNOŚCI

Co w moim przypadku równa się wyjściem z domu.  Mimo iż uwielbiam w nim być, przebywać, to wiem jak ważna jest równowaga i balans. Oderwanie oczu od komputera. Szczęściem mieszkamy w okolicy pełnej dobrodziejstw spacerowych i mamy w czym wybierać. Te najbardziej popularne są w weekendy przeważnie zatłoczone, ale znając dobrze okolice wiemy gdzie wybrać się, by zakosztować odrobinę przyrody bez natłoku ludzi.

Pozostając w temacie przyszłej budowy domu bardzo często stawiamy na poznawanie okolicy, w której znajduje się działka. Penetrowanie jej pod kątem późniejszych wypadów rowerowych lub spacerowych. Możliwości znaleźliśmy sporo, iż nawet ja – nie entuzjasta roweru – marzę już o wiosennej pogodzie sprzyjającej tego typu wypadom.

 

FILMY NA FAKTACH

Ostatnio sięgamy przede wszystkim po tego typu produkcje. Wyszukaliśmy kilka zacnych opcji, które wciągnęły nas w czasie długich wieczorów przy kubku imbirowego naparu. Filmem, który mocno wszedł w nasze gusta jest „Deepwater Horizon” z 2016 roku. Jest to film o słynnej katastrofie na budowie platformy wiertniczej. Dobrze nakręcony, dobrze zagrany i mimo iż tematyka nie lekka, ani nie przyjemna, to bardzo dobrze się go ogląda.

Kolejnym dobrym filmem ostatnich tygodni był film „Zjawa” opowiadający historię woli przetrwania głównego bohatera oraz pragnienie dokonania zemsty i pomszczenia zamordowanego syna. Historia dzieje w surowym klimacie USA w XIX wieku obejmując walkę człowieka z niedźwiedziem czy pozostawienie na śmierć w dzikim lesie w środku zimy. Piękne zdjęcia, piękne ujęcia i bardzo klimatyczna kolorystyka filmu.

Kolejna pozycja to film z 2019 roku o wdzięcznym tytule „Operacja bracia”. Opowiada o akcji międzynarodowych agentów, którzy pod przykrywką opuszczonego hotelu w Sudanie, planują akcję wywiezienia uchodźców do Izraela. Uratowali oni w ten sposób tysiące ludzi. Film chwyta za serce, pokazując niezłomną odwagę oraz zjednoczenie w imię pomocy braciom.

 

MUZYCZNE POWROTY

Ostatnie tygodnie, a wręcz miesiące to czas powrotów do muzyki sprzed lat. Odkopuję utwory, wykonawców oraz całe albumy, którymi męczyłam domowników lata temu. To sentymentalne podróże do tego czego już nie ma – mnie sprzed lat, do wspomnień ale i okazja do wyciagnięcia wniosków w wielu, wielu dziedzinach, których nigdy dotąd nie rozebrałam na czynniki pierwsze. Dzięki temu wałkuję ostatnio Bebe, Michaela Jacksona, Grabaża, Gutka oraz Calo Pascoal. Niezła mieszanka. Część tej muzyki odbieram już totalnie inaczej, niż lata temu. Część odrobinę mnie drażni, inne zaś przywołują miłę wspomnienia. W innych odkrywam całkiem nowe brzmienie i jest to całkiem niezła mieszanka.

 

NOWOŚCI NOWOŚCI NOWOŚCI

Ostatni czas to wchodzenie w to co nowe i sporo nauki. Zarówno tej duchowej, jak i fizycznej, wręcz zawodowej. To nowe wyzwania, to nowe stopnie do pokonania na drodze w roku 2021. Co nieco wspomniałam o tym tutaj, więc dzisiaj nie będę tego dublować ,a powiem „dzieje się” oraz „jest w toku”. I cieszy mnie fakt, że to co zrodziło się w moim sercu, to krok po kroku (często to nawet krok po kroczku) się dzieje i nie spaliło na panewce! To moja spora satysfakcja, że marzę, wyznaczam cele i planuję z jednej strony rozsądnie, a z drugiej z polotem i nutką szaleństwa.

W sposób taki, że będąc w drugim miesiącu roku nadal się tego trzymam. Daje mi to kopa i motywuje. Więcej, bo każdy krok sprawia radość i satysfakcję. Kiedyś tak nie było, kiedyś planowałam a wręcz marzyłam mocno bezsensownie i nierealnie. Bez głowy i bez rozeznania, czy to faktycznie to, co w głębi mojego serca drzemie, czy… tylko tak mi się wydaje.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *