na Wiśniowej

Letnie boho dodatki oraz zmiany na Wiśniowej

 

Zmiany na Wiśniowej planowałam już… rok temu… No i sobie poplanowałam a życie swoim torem, a życie po swojemu. Marzyło mi się kilka delikatnych zmian, szczególnie w dużym pokoju, który stał się również moim pokojem pracy. Lubię przebywać w pięknym otoczeniu, dlatego tym bardziej zależało mi na dopieszczeniu tego pokoju. Zmian nie ma zbyt dużych, jednak zmieniło się sporo.

 

 

Drażni mnie kanapa i to już długi czas. To dlatego regularnie przykrywam ją kocami i narzutami, by stłumić jej mocny kolor. Sama w sobie nie jest zła, jednak przez lata opatrzył mi się głęboki fiolet. W tej chwili to już całkiem nie pasuje mi do koncepcji tego wnętrza, więc wyrzuty sumienia z nim związane mam zdecydowanie mniejsze. Jednak okryta na jasno kanapa prezentowała się źle na tle białej ściany, która dodatkowo znajduje się na przeciwko sporych okien, w tym balkonowych.

Mieszkanie jest mocno słoneczne, a jasny pokój sprzyja i potęguje ten efekt. Jednak przez to biała ściana razem z biało – kremowo okrytą kanapą prezentowała się słabo. Długo chciałam rzucić na ścianę mocny akcent, jednak metraż pokoju nie powala i zdecydowałam się na delikatniejsze, a przez to bezpieczniejsze jasne rozwiązania. Nie chciałam czegoś typowego, sztampowego, więc postawiłam na dwa proste wieszaki sosnowe. Zdecydowaliśmy z Mr Hubby nie malować ich, dzięki czemu z biegiem czasu zmieniają swoje ubarwienie, co daje bardzo ciekawy efekt. Jeden mocno ściemniał, drugi pozostał całkiem jasny, co fajnie współgra z bebechami jakie na nich wiszą.

Aby uzupełnić ten kącik kupiłam spory bukiet suszonej trawy, który mocno ściąga wzrok, gdy patrzy się na tę część pokoju. Mimo iż marzyła mi się jasna, nawet bardzo jasna trawa to postawiłam na ciemniejszą, wchodzącą w brąz, tak by całość nie zlewała się w jedno a rzucała w oko. Dodatkowo zerwaliśmy z Mr Hubby biało-kremową trawę pampasową, która rosła przy drodze w trakcie jednej z naszych wycieczek. Finalnie mam obie, jednak ta rwana jest zdecydowanie skromniejsza w swej objętości.

 

Brakowało mi tak zwanej kropki nad „i”. Właściwie to od dawna wiedziałam co nią powinno być, jednak bałam się jak to będzie w użytkowaniu. Chciałam dywan, jednak każdy który mi się podobał, wiązał się z problematycznym czyszczeniem. Podobają mi się dywany długowłose, jednak są one trudne w utrzymaniu czystości. Z kolei gdy się ją trochę zaniedba, to wyglądają okropnie i tracą cały urok. Rozwiązaniem mógł być dywan chodnikowy, jednak musiały minąć miesiące zanim trafiłam na taki, który mnie zachwyci.

Chciałam by był utrzymany w kolorystyce całego pokoju i jednocześnie miał delikatne kolorowe akcenty. Gdy tylko trafiłam na taki, to od razu kupiłam. Dodatkowo zachęcił mnie fakt iż jest wełniany, a ja lubię naturalne tkaniny. Jedynym jego minusem jest jego czyszczenie po wylaniu się czegoś. Póki co przerobiłam czerwone wino (tak, tak… a nie mogła to być woda lub chociaż białe wino???) i niestety pozostało lekkie przebarwienie… no cóż… nic nie jest idealne.

 

Aby zamknąć temat tego pokoju zrobiłam lustro w stylu boho, jednak nie będę się o tym rozpisywać, bo tutaj macie pełną relację. Nadmienię tylko, że po miesiącu górna rafia zaczęła opadać i musiałam ją dodatkowo usztywnić. teraz się trzyma i wygląda zacnie. Cieszy moje oko, szczególnie w bardziej pochmurne dni!

 

Pokój w tym wydaniu lubię i to nawet bardzo. Jest jasny, ciepły ale ma swoje charakterne punkciki. Jednym z nich jest stara maszyna do szycia SINGERKA, która jest pamiątką po mojej babci. Maszyna jest w super stanie i działa, jednak ja jestem największą ofermą jeśli chodzi o szycie i poza połamaniem kilku igieł na moim koncie brak innych zwycięstw. Odpuściłam dla dobra maszyny oraz swoich nerwów, w końcu mam masę innych zalet i szycie na maszynie nie musi być jedną z nich.

 

Kolejną perełką jest stare radio. Niestety nie działa i pełni tylko funkcję dekoracyjną. Przez długi czas stało na wspomnianej wyżej maszynie, a na niej monstera. Monstera rozrosła się tak mocno, że musiałam zrobić niewielką reorganizację, co finalnie okazało się bardzo dobrym posunięciem.

Pisząc o jakimkolwiek pomieszczeniu Wiśniowej nie da się nie wspomnieć o kwiatach! Są one duszą pomieszczeń i cudowną dekoracją. Nadają fajny klimat, sporo z nich ma właściwości oczyszczające powietrze (np. paprotka i skrzydłokwiat), a poza tym są bardzo wdzięcznym elementem wystroju. Odwdzięczają się za pielęgnację ciesząc bujnymi liśćmi oraz pędami.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *