Przemyślenia

Wiosna w kwarantannie

 

Wiosna 2020, wiosna w kwarantannie przejdzie nam mocno do pamięci. Jak pozostałe będą się rozmywać, rozjeżdżać, to myślę iż ta obecna będzie nam się jawić dość klarownie. Mimo iż dla wielu z nas ten czas był i nadal jest mega trudny, to dla mnie jawić się będzie jako całkiem dobry czas. Wiem, że na ten fakt składają się również okoliczności, bo prawda jest taka, że ani nie straciłam pracy, ani nikt z moich bliskich nie ucierpiał w wyniku wirusa. Były niedogodności, to fakt. Nadal są. Mimo to są niczym w porównaniu z całością.

 

Może dla Ciebie zabrzmi to idiotycznie, ale dla mnie ten czas był błogosławionym czasem. Pomimo wytężonej pracy, bo mieliśmy jej z Mr Hubby w bród, to przymus siedzenia w domu sprawił, że znalazł się czas na rzeczy, na które często w normalnym trybie go nie było. I owszem nie borykaliśmy się z nauką dzieci w domu oraz z organizowaniem im czasu. W większości byliśmy we dwójkę… Nie mam zamiaru za to przepraszać, czy czuć się źle, jeśli Ty jesteś wiosną 2020 zmęczona, bo jeśli jesteś tutaj ze mną jakiś czas, to bardzo dobrze wiesz, że chętnie bym się z Tobą zamieniła. Czekam na swój mały cud i wierzę, że pojawi się na świecie.

Wracając do wdzięczności to w pierwszej kolejności jestem wdzięczna Bogu za pracę jaką przez ten czas we mnie wykonał. Za to jak pokazywał i nadal pokazuje mi jaka powinna być kolejność priorytetów w moim życiu. Za to jak czyści mnie z żalu i smutku po ostatnich miesiącach, pomaga wybaczyć i wkłada w to miejsce miłość i mądrość. Nie światową, nie ludzką a swoją, wyjątkową! Jestem za to wdzięczna, bo ja jako ja nie umiałam sobie z tym poradzić, mimo iż wydawało mi się, że umiem. Gorsze chwile pokazywały zadry w sercu.

Wiosna w kwarantannie, ostatnie tygodnie i miesiące pokazały, a właściwie przypomniały nam z Mr Hubby jak cenni i ważni są dla nas nasi rodzice! Jak dobrze jest móc zamienić z nimi kilka słów lub po prostu napić się filiżanki kawy. To wartość, którą coraz bardziej docenia się z ubiegiem czasu. Nie są to idealne relacje, jednak które są? Cenię sobie to, że nadal ich mamy i są nieodłączną częścią naszego życia. Śmiejemy się z moim mężem jak obie strony (jego rodzice i mój tata) lubią opowiadać w kółko te same historie, a potem łapiemy się na tym, że sami mamy tę samą tendencję. Uwielbiam ich uśmiechy gdy wpadamy na kawę, przychodzimy pogadać i posiedzieć z nimi.
Czas leci nieubłaganie i za jakiś czas niestety nie będzie ich z nami. Chcę wykorzystać ten czas i zapełnić głowę oraz serce wspomnieniami!

Minął rok od mojej operacji i trudnego, trudnego czasu. W okresie rekonwalescencji również miałam czas, gdy nie wychodziłam z domu, a przez to byłam w podobnej izolacji do kwarantanny tej wiosny. Wiele relacji przeszło wtedy przez kalkę i pokazało jakimi są naprawdę. Teraz sytuacja powtórzyła się. Czy jest to bolesne? Tak. Czy jest to przykre? Bardzo. Czy mimo wszystko jestem z tego zadowolona? Tak! Wyrosłam z toksycznych relacji, z przebywania z ludźmi, których towarzystwo ciągnie w dół, czy z zabiegania o atencję innych… Niestety ale miałam takie tendencje, które wynikały z niskiego poczucia własnej wartości oraz z potrzeby akceptacji i przynależności. Podobnie jak w trakcie zakupów wolę wybrać jedną lnianą sukienkę niż kilka poliestrowych, tak w relacjach wolę tę jedną, która jest wartościowa i budująca.

Fakt iż jesteśmy tylko we dwoje mocno ułatwił nam wiosenne wyjazdy i małe podróże. Pakowaliśmy się do auta razem z koszem piknikowym i robiliśmy rundki po kraju. Nie zwiedziliśmy zbyt wiele, wiadomo, ale był to fajny czas, szczególnie iż oboje pracowaliśmy przez ten czas jak mróweczki. Wyrwanie się z domu, od codzienności jest fajne. Mamy wypracowany całkiem zgrabny sposób podróżowania i oboje bardzo to lubimy. Udało nam się zahaczyć o Dolny Śląsk, Śląsk oraz Małopolskę. Nie najgorzej jak na czasy pandemii oraz kwarantannę!

Poznaliśmy się z kombuchą, a na Wiśniowej zamieszkał scoby – grzybek herbaciany. Po czasie dopracowywania zakwasu na chleb, ogarniania grzybka tybetańskiego (zajawka Mr Hubby) przyszedł czas na grzybka herbacianego. Lubimy wynalazki a sfermentowana herbata smakowa brzmiała nader zachęcająco. Mimo iż bałam się, że nie wezmę galaretowatego grzybka do rąk, praca z nim okazała się nader miła i przyjemna. Sfermentowana herbata z kolei jest świetna – smakuje jak lekko rozgazowana oranżadka, a poza walorami smakowymi ma w sobie sporo probiotyków i całą masę korzyści dla brzuszka. Testujemy różne wersje smakowe i póki co pierwsze miejsce zajmuje kombucha o smaku borówki kamczackiej (ta wersja borówki jest cierpka, prawie tak mocno jak czarna porzeczka). Sztos! Jeśli masz okazję spróbować gdzieś kombuchy to serdecznie polecam.

Regularnie, kulinarnie rozpieszczam mojego męża! I jest to fajne! Testujemy nowe smaki, rzadziej jemy „na mieście” i rozkoszujemy się domowym żarełkiem. Nasza kuchnia zawsze obfitowała w sporo zielonego, jednak teraz jest tego jeszcze więcej! Warzywa, owoce i zioła… im cieplej się robi, a asortyment bazarkowy jest większy, tym bardziej buzia mi się śmieje! I nie unikamy całkiem słodyczy, jednak staram się piec w domu, tak by wiedzieć co jemy. Jeśli już to ma być coś słodkiego, to niech skład jest mi znajomy i nie ma tam syfu! Ostatnio dorwałam w sklepie mleko w proszku w granatowym opakowaniu, które pamiętam z lat dzieciństwa! Nie miałam go w rękach z dobre… 10 – 12 lat! Wow! Nie mam jeszcze bladego pojęcia co z niego wymocę, ale na bank będzie to coś dobrego. W końcu z tego mleka inne rzeczy nie wychodzą, prawda???

Poczyniliśmy delikatne zmiany na Wiśniowej. Znalazłam wymarzony, wełniany dywan, zamówiłam trawę pampasową i zrobiliśmy boho lustro z rafii. Kwiaty przeżyły przesadzanie oraz przeprowadzki i zrobiło się tak… już całkiem miło i przytulnie. Autentycznie chciało mi się siedzieć w domku, bo na każdym kroku Wiśniowa podoba mi się i dobrze się w niej czuję. Teraz kończymy zmiany na balkonie, a z tyłu głowy jest też kilka zmian w sypialni. Taki etap dopieszczania i ponownego wicia własnego gniazdka! Mega radość i satysfakcja! I kolejny raz potwierdza się, że szkopuł tkwi w szczegółach 🙂 .

Świeże, ogrodowe kwiaty. Ogrodu co prawda nie mamy, ale moi teście mają działkę a na niej masę przeróżnych cudów zielonych i kolorowych, dzięki czemu w sezonie mam regularnie świeże kwiaty w wazonie. Uwielbiam to i choć Mr Hubby nadal tego nie rozumie, bo dla niego to po prostu „pachnąc trupy” hahahahahah! Zdobią wnetrze, pięknie pachną i cieszą oko! I ja wcale nie mówię „nie” tym z kwiaciarni, jednak to całkiem inna para kaloszy… powinny stać obok a nie zamiast (Mr Hubby jeśli to czytasz to wiedz iż to info dla Ciebie 🙂 ).

 

Ostatnie miesiące to miesiące wytężonej pracy. Pracy i… pracy! Szczerze mówiąc to komputer do cna mi zbrzydł, do cna się opatrzył i już… no nie mogę! Pewnie sama tej sytuacji jestem winna, bo zbyt wiele nałożyłam na siebie, zbyt wiele wzięłam. Własna praca, wsparcie Męża, pisanie bloga oraz… Arbonne. Tym z Was, które mnie obserwują na insta marka ta obiła się już pewnie o oczy, bo co nieco z tych produktów tam pokazywałam. Polubiłyśmy się z tą marką bardzo mocno i to zarówno z linią kosmetyczną, jak i żywieniową! Wegańskie kosmetyki z mega dobrymi składami, świetnie pielęgnujące moją skórę, mineralny makijaż oraz świetne proteinowe szejki i zamienniki kawy! Lubię jakość w każdej dziedzinie, a o tych produktach przygotuję Wam osobny wpis, na którym opowiem dlaczego ta a nie inna firma.

I na koniec tej wiosny teraz i w tej chwili planuję nasz ekspresowy i dość spontaniczny wypad z przedłużonym weekendem. Zarezerwowałam noclegi, ogarnęłam trasę i już już tuptam nóżkami! Mam nadzieję, że pogoda nie zawiedzie, i że dopisze na nasz mały #urlopwkraju !!! Mr Hubby wyciągnął mi nasza wielką walizkę. Wiem, że na trzy dni nie mam potrzeby pakować nie wiadomo ile, ale pomyślałam, że fajnie będzie pojechać z jedną walizką a nie torbą z ciuchami, drugą z butami i kuferkiem kosmetycznym…

Cieszę się na ten wyjazd i myślę, że zasłużyłam. Zgadzasz się?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *