Nie-macierzyństwo

Stoję za Wami murem!

 

Ostatnie dni, tygodnie mam wypełnione po brzegi. Nie mam czasu na nic poza programowego i czas kwarantanny wykorzystuję do cna. Taka jestem i tak lubię. W związku z tym, że razem z moim mężem mocno odpowiadamy za swoją pracę, to chcemy wykorzystać ten okres maksymalnie jak się da. Chyba nie ma nic gorszego niż rozsiąść się teraz wygodnie na kanapie i biadolić w momencie gdy firma to my… Skoro oboje stoimy za tym co robimy, to warto zrobić coś. Cokolwiek. I my ten czas wykorzystujemy. Przy okazji uczymy się masy nowych rzeczy i tego nikt, nigdy nam nie odbierze. Próbujemy dostosować się do rzeczywistości pod tytułem korony i wyjść z niej obronną ręką. O efektach pogadamy za jakiś czas, jednak dzisiaj wpadam do Was nie z tematem efektów…

 

Przez ostatnie tygodnie zdarzyło mi się usłyszeć nie raz i nie dwa, że w obecnej sytuacji mam się świetnie. 50 metrów kwadratowych dzielę tylko i wyłącznie z mężem, a nikt mnie nie budzi skoro świt domagając się zabaw w zabronionej piaskownicy. Nie muszę mierzyć się z narzuconymi odgórnie lekcjami i właściwie to sama mam prawie wakacje. Serio?!?!?! Nie mówię, że nie doceniam komfortu dnia codziennego jaki mam, bo doceniam bardzo. To jest to, co chcesz powiedzieć osobie, która od lat walczy o upragnione maleństwo???

 

Stoję za Wami murem…

A powiem Ci więcej. Jest masa kobiet, którym obecnie zawalił się świat. To są kobiety, które miesiącami planowały swoje leczenie. Ustalały harmonogram razem ze specjalistami i przyjmowały leki. Mnóstwo leków, które nie są obojętne dla organizmu. To kobiety, które mają posiniaczone całe brzuchy od codziennych zastrzyków. Ciała często są boleśnie opuchnięte przez zatrzymaną w organizmie wodę, spowodowaną zastojami przez przyjmowane hormony. Kobiety, które często wzięły spore kredyty, by móc sfinansować pełne leczenie.

Cała procedura trwa miesiące, czasem nawet dłużej. Do tego dochodzi stres regularnych badań, wyników tych badań i kontroli. Czy wszystko jest ok? Czy wszystko idzie zgodnie z planem?

Ich dążenia do spełnienia marzenia, które nie jest zbytkiem lub fanaberią, zostały zablokowane. Odcięte. Odebrane. Nie wiadomo na jak długo. Nie wiadomo jak przez ten czas będzie pracował ich organizm. Czy tej drogi nie trzeba będzie rozpoczynać od nowa? Czy będzie miała na to fundusze? Oraz czy będzie w stanie udźwignąć to psychicznie? A obok niej jest jeszcze partner / mąż, który przeżywa sytuację równie mocno i dotkliwie…

 

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie byłam ani jestem obecnie w trakcie żadnego leczenia. Nie odwiedzałam lekarza, kliniki leczenia niepłodności, ani nie siedziałam codziennie przeliczając dni cyklu w aplikacji telefonu. A wiele kobiet jest, wiele z nich było. Dzisiaj spora część z nich przeżywa z tego powodu żałobę – żałobę po utraconej szansie. Więc zanim walniesz innej kobiecie tekst, że w tej całej sytuacji jest szczęściarą, to się zastanów proszę! Nic nie rani tak mocno jak słowa. Język i nasze słowa mają moc!

Ja stoję za tymi kobietami murem! Nie zgadzam się i nie pozwalam na dodatkowe dowalanie im! One nie wybrały sobie takiej drogi, nie wybrały sobie tych trudności. Nie walczą o coraz to nowszy samochód, czy wakacje na Bali. Walczą o to, by mogły zostać mamami. Nie mówię, że musisz je rozumieć i być przy nich w trakcie ich bólu. Bo nie musisz, tak naprawdę to NIC nie musisz. Przejdź z obojętnością i zamkniętą buzią. Nie rań.

Jeśli jesteś jedną z tych Walecznych i teraz zawalił Ci się świat, to wiedz że stoję za Tobą murem. Nie jestem w tej przykrej sytuacji, ale nadal czekam na swoje maleństwo. Wiem i rozumiem. Choć pewnie nawet ja nie jestem w stanie zrozumieć dramatu jaki rozgrywa się w Twoim sercu! To co mogę zrobić – to stanąć za Tobą murem! Staraczki – wszystkie jesteście wielkie i dzielne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *