Kulinarnie,  Przemyślenia

Cytrynowo – migdałowe ciasto rozkoszy

 

 

Czasem przychodzi taki dzień, że wszystko idzie na opak. Samopoczucie -1000. Ból rozdzierający ciało +1000. Wszystko jawi się jako góra niemożliwa do zdobycia. No nie da rady, nie udźwignę, nie wdrapię się… a z tyłu głowy wizja gości wpadających popołudniem. Z jednaj strony ciężko jak jasny pieron, a z drugiej serce rwie się, aby ugościć czymś skromnym, a smacznym. I tutaj ciasto takie jak cytrynowo – migdałowe ciasto przychodzi z odsieczą. Uwielbiam! Prostota. Smak. Czas wykonania. Minimalizm składników. Moja bajka.

Pomijając fakt, że tydzień uważam za szalony, bo w poniedziałek obstawiałam iż mamy wtorek, we środę, że to poneidziałek, a we czwartek totalnie zwariowałam z tym tygodniem, to to co zafundował mi piatek, to był pikuś. Pan pikuś. Ból rozdzierający podbrzusze miał być przeszłością po operacji, ale to teoria, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Cóż. Tak jest. Plusem jest to, że podbrzusze utrudnia mi funkcjonowanie tylko jeden, a nie dwa dni i to w sumie połowa sukcesu jest, prawda?

Rzeczywistość home office bardzo mi dzisiaj ułatwiła funkcjonowanie i niesamowicie wdzięczna za to byłam odkąd tylko podniosłam głowę z poduszki. Wdzięczna Bogu, szefowi oraz mężowi. Bo mój Mr Hubby po ostatnich miesiącach mocno wrażliwy na mnie się zrobił i dzisiaj otaczał swym wielkim troskliwym ramieniem podwójnie. Niesamowite to jest, tym bardziej że pierwsze miesiące naszego wspólnego życia do troskliwości było Mu dość daleko, a już szczególnie w babskich tematach, które zwyczajnie były Mu obce. A za to co dla mojego męża jest obce, to za to miał w zwyczaju nie brać się ani trochę.

Wracając do gości, to ja uwielbiam gości. Uwielbiam jak przychodzą do mnie bliscy mi ludzie,  jak wpadają wcześniej zapowiedzeni, ale również jak wpadają spontanicznie i z zaskoczenia. W drugą stronę. Lubię wpadać do bliskich mi osób i poczuć ich gościnę i ich własną wersję zimowej herbatki. Uwielbiam również odwiedzać z nimi knajpki i kawiarenki oraz spacerować po mieście, i przesiadywać na ławkach. Wyjeżdżać do lasu – tam, gdzie nawet zimą jest zielono jak tylko wejdziesz w iglaki. Ludzie są mi potrzebni, mimo iż mega cenię swoją prywatność i czas domowy spędzony tylko z Mr Hubby. Potrzebuję rozmów, oglądać mimikę twarzy, dzielić się myślami oraz przeżyciami. Słuchać. Potrzebuję, a z tego co wiem to bardzo dobrze potrafię słuchać. Uwielbiam wgłębiać się w ludzkie historie. Przeżycia. Drobnostki mijającego tygodnia…

Po tym tygodniu, po dzisiejszym dniu, gdy siedzę i słucham kojącej muzyki, to same ciepłe słowa przychodzą mi do głowy. Słowa wdzięczności oraz miłości do świata, który mnie otacza. Życie jest niesamowite. Z całą pewnością mogę to powiedzieć o moim życiu. Doświadczenia ostatnich miesięcy, tygodni, które galopują i wypełniają mnie są niesamowite. Życie z Bogiem jest niesamowite. Ogrom miłości, ogrom wdzieczności.

Wczoraj wydarzyła się niesamowita historia. Historia, która jest dowodem działania Bożego w moim życiu. Namacalna i nie da się powiedzieć, że może „mi się wydawało”,  a „że może mi się przyśniło”. Rano podczas rozmowy z Mr Hubby powiedziałam, że bardzo chciałabym mieć nową Biblię w wydaniu UBG, a wieczorem miałam już ją w dłoniach. Nie kupiłam jej sobie. Nie kupił mi jej mój mąż. Dostałam w prezencie. Od Brata w wierze – Bożego Wojownika. Przywiózł ją. Dla mnie. Specjalnie dla mnie. Zarówno ja i Mr Hubby zbieraliśmy szczęki z podłogi. To jest niesmowite jak Bóg chce działać w naszym życiu, jeśli tylko Mu na to pozwlimy, jesli tylko zaprosimy Go do naszego życia. A uwierz mi, że Biblia to pierdołka w zetknięciu z tym co naprawdę chce każdemu z nas ofiarować.

 

A wracając do cytrynowo – migdałowego ciasta to moje dziewczyny powiedziały, że było genialne. Smaczne z kontrastową nutą słodyczy i cytryny. Myślę, że z pomarańczą może być równie dobre, jednak w wypiekach zdecydowanie wolę cytryny. Wyrazisty kontrast słodkiego z kwaśnym. Przechodzenie jednej nuty w drugą. Ale ale… przejdźmy do sedna, do przepisu 🙂 .

 

Migdałowo – cytrynowe ciasto:

Składniki:
  • 150 g masła
  •  3/4 szklanki cukru
  •  3 jajka
  •  skórka otarta w 2 – 3 cytryn
  •  sok z jednej cytryny
  •  120 g mąki migdałowej / mielonych migdałów
  •  dodatkowo na polewę: 2 łyżki soku z cytryny i 3 łyżki cukru pudru (ma być rzadki) 
Wykonanie:

Masła ucieram z cukrem na puszystą masę. Dodaję jajka i miksuję, tak by całość dobrze się połączyła. Następnie dodaję skórkę, sok z cytryny oraz mielone migdały i delikatnie mieszam. Przelewam do niewielkiej formy i piekę w 150 stopniach przez około 20 – 25 minut. Ciasto po upieczeniu powinno zachowywać się jak brownie – wbity w niego patyczek ma być mokry, ale bez mokrego ciasta.

Lekko przestudzone ciasto posmarowałam lukrem. Lukier wsiąkł w ciasto i dzięki temu było mocno mokre – coś na wzór słodyczy arabskich mokrych i ciężkich.

 

Smacznego!

 

 

Jako ekstra, ekstra dodatek podrzucam muzyczkę, przy której pisałam ten post 🙂 …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *