Mogłoby się wydawać, że po pięknym lecie, które rozgrzewało dość zacnie, jesień i jesienne nastroje będą totalną posuchą dla staraczek. Brak słońca, chłód i coraz krótsze dni nie nastrajają optymistycznie. Dodatkowo jesień zwiastuje, że rok zmierza ku końcowi, a to zawsze jest bolesny moment dla każdej, która z utęsknieniem wyczekuje dwóch kresek na teście.

 

*

Z drugiej strony jesień to czas wysypu kolorów. Nie mam na myśli tylko tych w lesie, czy parku, ale i one mocno cieszą oko. Zachęcają do aktywności w formie spacerów, czy leśnych wycieczek. Mam na myśli kulinarny wysyp dobroci, wszelkiego rodzaju i kolorów warzyw i owoców. Cudownych darów jesieni. Wrzesień oraz październik to idealny czas, by powiedzieć stop dotychczasowym, często i gęsto letnim, folgowaniom i zatroszczyć się o to co trafia do brzuszka.

Dla mnie osobiście, jesień to okres, gdy odrzuca mnie od mięsa a pcha w stronę kolorowych warzyw – duszonych i pieczonych, kremowych zup oraz deserów z naszych rodzimych owoców. Moje jesienne nastroje to jesienne kulinarne dary. Powrót rozgrzewających przypraw, do których nie było głowy latem. Kardamon, wanilia, cynamon, gałka i anyż. Królestwo kurkumy i świeżego imbiru. To częstsze obcowanie z piekarnikiem, przy którym tak miło się stoi, gdy za oknem pierwsze deszczowe dni… Tego typu kuchnia daje mnóstwo witamin i minerałów, pomaga wyciągnąć z darów jesieni, to co dla nas najistotniejsze. Jeśli dołączysz do tego odpowiednio dobraną suplementację, to daje już istne kombo.

*

Idąc dalej moje jesienne nastroje, to czas zadumy i przemyśleń. Minął nam kolejny rok starań. Był dla nas, a właściwie dla mnie bardzo specyficzny. W ciągu ostatniego roku byłam czterokrotnym szpitalnym gościem. Totalnie straciłam odporność, przez co przyplątało się to i owo. Myślę, że jestem już na prostce, by z tego wyjść, jednak potrzebuję jeszcze trochę czasu. Do tej pory nie pisałam o powodzie majowej operacji, ale po pierwsze kilka osób pytało, a po drugie jest to na tyle trudny i ważny temat, że myślę nad osobnym wpisem, poświęconym mięśniakom macicy – bo o nich mowa. Jeśli przyda się lub pomoże choć jednej osobie, to jest wart poświęconego czasu.

*

Kolejna część cyklu jesienne nastroje to maluszki, które pojawiły się w moim najbliższym otoczeniu. Dwa cudne i idealne  stworzenia, które rozjaśniają świat swoich rodziców. Po szpitalnych przejściach ich pojawienie się było dla mnie światełkiem w tunelu i namacalnym dowodem, że mimo trudności, jest to możliwe. Z drugiej strony trudnym czasem, bo serce pękało na pół, mimo szczerej miłości do świeżo upieczonych mam. Minęło już trochę czasu i bardzo lubię przebywać w ich towarzystwie, jednak nie chcę i nie będę nosić ich na rękach. Kto nie doświadczył problemu niepłodności, nie ma pojęcia jak bolesny potrafi być zapach niemowląt i w jak czarną dziurę potrafi wrzucić.

*

Jesienne nastroje to również długie wieczory, które chcę w dużej mierze poświęcić Mr Hubby. Mimo iż sporo czasu spędziłam w domu, to był to trudny i zajęty czas dla nas obojga. Nie nacieszyliśmy się sobą. Chcę skupić się na moim mężu, bo to On jest obecnie trzonem mojej rodziny, a jest mi w niej bardzo dobrze… Nasz rodzina to dwie osoby. Tak jest i biorę pod uwagę, że tak może zostać, choć jednocześnie wierzę, iż Bóg nas w tym temacie zaskoczy! W każdej opcji widzę masę plusów i minusów, jednak najbardziej chcę się cieszyć z tego, co już mam. A mam sporo 🙂