Dzisiejszy wpis sponsoruje kokosowe kakao. Dzisiaj w nocy był ponoć pierwszy przymrozek tego sezonu. (EDIT: wpis był pisany tydzień temu, niestety problemy techniczne stopnęły publikowanie… Mimo to oraz mimo cudownej, iście letniej pogody myślę, że warto wpis opublikować – słota i chłód nadejdą, a wtedy wpis przyda się, jak to złoto…) Piszę ponoć, bo ja ranek i południe spędzam w domu na pracy zdalnej i w ogóle nie było mi w głowie wystawiać nos przez okno, by sprawdzić doniesienia. Wierzę na słowo, wierzę na zdjęcia, które obiegły media społecznościowe. Eh… Niemniej to tylko taki pojedynczy, przynajmniej póki co przypadek ma być. I w ciągu najbliższych dni temperatura obiecuje się podnieść do wartości przyjemnych jak na tę porę roku. (EDIT: podniosła się! 🙂 ).

W związku z tym co za oknem wiele osób chodzi(ło) owiniętych kocykami, z przepastnymi szalami, w grubych sweterkach i skarpetach ze stoisk na Krupówkach. Przejście z sezonu letniego na zimowy nigdy nie jest przyjemne i każda forma rozgrzania jest wielce pożądana.

Nie inaczej jest u mnie, jako że nadal o odporność swą walczę. Póki co znowu przegrywam, bo i gardło zawalone, i nos obdarty od ton chusteczek, oczy szkliste i nieziemsko uparte wory pod oczkami… ratuję się jak mogę i rozgrzewam na sposoby wszelakie.

 

Moje sposoby…

Dzień zaczynam kubkiem ciepłej wody z moją cudowną miksturą. Pozycja obowiązkowa praktycznie przez cały rok, obecnie tym bardziej. Polecam ze szczerego serca, bo znam osoby, które dzięki regularnemu spożyciu mieszanki, w ogóle nie chorują. U mnie tak cudownie nie było, jednak stawia mnie ona do pionu często, a za sam smak mogłabym mieszaninę pić z uśmiechem na ustach i nie narzekać…

 

Poza wodą z miodkiem i cytryną, często piję czystą gorącą wodę. Świetny sposób na rozgrzanie, ale i na nawodnienie. W przypadku picia herbaty (szczególnie czarnej) różne są teorie. Miałam okres, że pochłaniałam herbatę litrami i myślę, że niestety coś w tej teorii jest… dlatego przerzuciłam się na picie czystej wody. W związku z tym, że przeważnie jest mi zimno, to piję gorącą, żeby dodatkowo się rozgrzać. Pomaga i to bardzo! Dla urozmaicenia smaku dorzucam kilka plasterków imbiru.

Mimo tego, że na brak pomysłów, jeśli chodzi o napoje, nie narzekam, to czasem chce mi się czegoś innego… tak też było wczoraj wieczorem, gdy już mocno szaro i buro za oknem się zrobiło a ja walczyłam z kolejnym przeziębieniem pod grubym pledzikiem. Chodziło za mną coś rozgrzewającego, ale i z nutką słodyczy… przypomniało mi się, że w czasach dzieciństwa niedziela (a niedziela wczoraj była), zawsze była dniem gorącego kakao w moim domu. I takież kakao postanowiłam zrobić sobie.

Człowieki nie mogące laktozy również lubią kakao, więc trzeba sobie radzić, z tym co się ma. Miałam w lodówce świeżo zrobione mleko kokosowe.  Wyszło pyszne, aromatyczne, o pięknym zapachu. Doprawiłam je odrobiną miodu oraz kardamonem. Wyszło świetne, polecam nawet amatorom napojów mlecznych tradycyjnych. Mr Hubby poprosił o porcję dla siebie, mimo iż na moje roślinne mleka patrzy z lekkim politowaniem, to kokosowe kakao wypił w try miga!

 

Kokosowe kakao

Składniki na jedną porcję:
  • szklanka mleka kokosowego
  •  3 łyżeczki gorzkiego kakao
  •  1 łyżeczka miodu
  •  ulubione przyprawy – u mnie wanilia i kardamon, ale sprawdzi się również cynamon, gałka muszkatołowa, goździki
Wykonanie:

Mleko podgrzewam razem z kakao i przyprawami. Lekko studzę, by dodać miód. Przelewam do wysokiej szklanki. Gotowe 🙂