Ostatnie dni są szalone i to bardzo, bowiem pomagam Mr Hubby dopiąć projekt pt: „przeglądy”. Celem projektu było wykonanie przeglądów wielu – wielu – wielu budynków należących do naszego miasta oraz wykonanie dokumentacji z tych właśnie przeglądów. W związku z tym, że pracy ostatnio mój mąż ma co niemiara, to w trakcie wykonywania przeglądów nie było najmniejszej szansy, by raporty robić na bieżąco! Dłubiemy je teraz, by skończyć przed terminem „0” i praktycznie od trzech dni nie zajmuje nas nic innego jak robienie ich, z małymi przerwami na spanie, jedzenie i picie kawy. Zwieńczeniem była przepyszna jesienna tarta z budyniem i owocami!

 

Co do kawy, to myślę iż mam ją już w żyłach – wyparła krew w zupełności! W momentach, gdy kawa przestaje działać, to ratujemy się guaraną w połączeniu ze świeżo wyciśniętym sokiem pomarańczowym. To jest dopiero kop. Polecam do wypróbowania w okresie wzmożonej pracy lub nauki – serce mam zdrowe i piszę powyższe tylko na podstawie własnych doświadczeń, przeczytaj najpierw ulotkę etc…

 

Dłubiemy tak i dłubiemy, w piżamach siedząc od rana do nocy, w nieskładnej fryzurze. Godziny lecą jak szalone, raportów jakby nie ubywało… Przy okazji pooglądam zdjęcia budowlanych perełek naszego miasta i pozachwycam się tu i ówdzie, jak piękne i romantyczne miejsce oceniał (pod względem technicznym) mój mąż.

Jednak… romantyzm romantyzmem i to co pięknie na zdjęciu się komponuje i wygląda, przeważnie pięknem na co dzień wcale nie jest. I choć nigdy nie myślałam, że będę mieszkanką szarego i burego wieżowca, to tak będę sobie cenić kąty Wiśniowej. Bo tutaj to my mamy czysto, ciepło (!), a i sąsiedztwo całkiem przyjemne. Romantyczne wille i kamienice zaś często wieją chłodem, odpadającymi tynkami i nieszczelnym pokryciem dachu. Zdarzają się niechciani, futrzani lokatorzy z długimi ogonkami oraz toalety nie w mieszkaniu! Tak, tak… niejedno muzeum jakie wspólnie z Mr Hubby widzieliśmy ma warunki o dwa stulecia lepsze niż stare domy znajdujące się w każdym polskim mieście.

 

Dlatego nie mam zamiaru narzekać na metraż, mini balkon i wąski przedpokój, a dziękuję w sercu za ciepły kąt, czystą klatkę schodową i przyjemne otoczenie.

Z tych moich rozmyślań wyrwał mnie fakt, że przecież koniec września to Dzień Chłopaka. Miło by było zaakcentować fakt drogiemu mężowi. Jako, że pracy nadal mieliśmy masę, za oknem dmuchało i wiało, to postanowiłam wykombinować coś ze składników, które akurat w domu miałam. Tak powstała tarta na bazie (wypróbowanego i kultowego jak dla mnie już) ciasta kukurydzianego – bezglutenowego, z budyniem i sezonowymi owocami.

 

Jesienna tarta z budyniem i owocami

Składniki na ciasto:
  • 2 szklanki mąki kukurydzianej
  •  0,5 szklanki cukru
  •  kostka masła (200g)
Składniki na nadzienie:
  • 2 budynie śmietankowe
  •  0,75 litra mleka
  •  sezonowe owoce (u mnie kilka śliwek, 2 brzoskwinie, gruszka)
Wykonanie:

Budynie ugotowałam według przepisu na opakowaniu – mniejsza ilość mleka. Gotowy, gorący przykryłam folią aluminiową, aby nie zrobiła się na jego powierzchni skóra.

Składniki na ciasto zagniotłam i kulę ciasta włożyłam w folii do lodówki. Po pół godziny wyjęłam i wklepałam w naczynie do tarty. Następnie ponakłuwałam je widelcem i włożyłam na 15 minut do piekarnika nagrzanego na 180 stopni. Ciasto powinno się w tym czasie podpiec.

Następnie wyłożyłam na nie budyń i położyłam owoce pocięte na kawałki. Całość wylądowała z powrotem w piekarniku i dopiekała się około 25 minut. Czas ten będzie zależny od materiału z jakiego masz formę na tartę.

Po upieczeniu polałam tartę odrobiną czekolady i posypałam płatkami migdałów, by podkreślić wyjątkowość okazji, z powodu której powstała 🙂

 

Smacznego! Przepis nada się jesienne szarugi i świetnie będzie się komponował z malinami, jabłkami, ale również musem dyniowym na słodko.