Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem i pyk… mamy czwartą rocznicę ślubu! Wow… a pamiętam wszystko z dnia ślubu, jakby to było wczoraj… Kiedy to zleciało Mr Hubby?

 

 

Znamy się rok dłużej. Zaręczyliśmy się po kilku miesiącach. Mr Hubby o ślubie pierwszy raz wspomniał po 4 miesiącach związku. Było to dla mnie nie lada zaskoczenie i… strach. Tak, obleciał mnie strach. Ale ten strach ukoił pokój w sercu, dokładnie ten sam pokój, który poczułam, gdy udało się Mr Hubby zabrać mnie na pierwszą randkę.

A trochę się na tą randkę naczekał, bo ponad trzy miesiące. Czekał cierpliwie, zapraszając na przeróżne atrakcje. Znosił odmowy, moje przekładania i zwodzenia dzielnie. Był uparty na maksa. Przy tym czarujący i zabawny, a mi… ciągle coś nie pasowało. Bałam się kolejnej porażki, a miałam na swoim koncie bolesną porażkę miłosną. W końcu się udało spotkać i… wiem jak bardzo to niesamowicie brzmi – w momencie przepadliśmy. Utonęłam w spokoju Jego oczu, od samego początku było mi z Nim po prostu dobrze. Spędziliśmy ze sobą przemiły czas, a każdy kolejny tylko zbliżał nas do siebie.

Czas ślubu był czasem nerwówki i sporych napięć w naszych rodzinach, które mimo woli mocno przeżywaliśmy. Z drugiej strony byliśmy otoczeni przez przyjaciół, którzy dołożyli wszelkich starań, by ten dzień był dla nas wyjątkowy. I taki był. Nigdy nie zapomnę uczucia, jakie mnie dopadło w trakcie ceremonii, że jestem w odpowiednim miejscu. To było i nadal jest wyjątkowe.

 

Nasze życie potoczyło się troszkę inaczej, niż to sobie wymarzyliśmy. . .

Nadal tworzymy dwuosobową rodzinę, ale jest to najlepsza rodzina jaką mogłabym sobie wymarzyć! Wspierają nas Rodzice. Przyjaciele. Żadna krzywda nam się nie dzieje i mamy za co dziękować. Bogu przede wszystkim.

Nasz małżeński staż nie jest póki co imponujący, ale wiele udało nam się już przejść. Przede wszystkim razem. Przeżyliśmy brak pracy, problemy finansowe i stratę pieniędzy. Przeszliśmy skomplikowaną diagnostykę, próby leczenia i walki o dziecko. Przeżyliśmy moją operację i komplikacje z nią związane, które ciągną się za mną do dnia dzisiejszego. Komplikacje remontowe. Napięcia rodzinne.

Z drugiej strony były też napięcia między nami. Kłótnie. Jak w każdym przyzwoitym małżeństwie. Wszystkie nasze konflikty okraszone są sporą dawką emocji, szczególnie z mojej strony. Ale to dobrze, to znaczy iż nam zależy. I mimo, że jedna strona bardziej uparta od drugiej, to najbardziej nas ciągnie, by się pogodzić.

Dbamy o to i mocno zwraca to naszą uwagę, by kłótni nie nosić w sercu i szybko się pojednać. Porozmawiać i wyciągnąć z napięcia wnioski. Raz jedno, a raz drugie wyciąga rękę na zgodę i to jest dla mnie istotne. Nie chcę się licytować, które robi to częściej. Najważniejszy jest efekt końcowy.

 

Dzisiaj świętujemy czwartą rocznicę ślubu. Dzisiaj śmieje mi się buzia, bo lubię kierunek w który nasze małżeństwo podąża. Bo jestem szczęśliwa, z powodu tego co mam i miejsca, w którym przyszło mi żyć. Jestem szczęśliwa! Dzięki Bogu, dzięki Mr Hubby i dzięki moim przyjaciółkom. Cała ta przygoda rozpoczęła się od momentu poznania mojego (przyszłego wtedy) męża!

 

Kończąc, bo na świętowanie się wybieramy, zostawiam Ci cytat, który wielu naszym bliskim jest często powtarzany. Dla dobra każdego małżeństwa. Mimo iż w emocjach, w trakcie napięcia nie jest to łatwe to z głębi serca polecam:

„Gniewajcie się, a nie grzeszcie

niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!”

(Ef4,26)