Przychodzi taki dzień, całkiem regularnie, że nie mam weny do gotowania, ani pomysłu co upichcić. Niby coś za mną chodzi, coś by mi się chciało, a jest to bliżej, a raczej dalej, nieokreślone. Ciężko podjąć decyzję na co smak mam. Ostatni taki dzień przyszedł wczoraj, czas leciał i przeskakiwał z godziny na godzinę, brzuszek robił się coraz bardziej pusty, a pomysłu na obiad brak… Nie wspominając, iż Mr Hubby miał niedługo wpaść do domu na obiad, którego najzwyczajniej nie było.

W takich chwilach bardzo często zaczynam gotować rosół/bulion, bo to idealna baza „must have” do pichcenia. Tym bardziej, że zbliża się jesień, a jak jesień to i zupy, a jak zupy to podstawa zupna musi być. Z tym bulionem często jest tak, że gotuję go „przy okazji”. Wstawiam po wystudzeniu na lodówki, by mieć gotową bazę na następny dzień. Wyjątkiem są chwile, gdy czuję, że mój organizm woła o rosół tu i teraz, i wtedy tuptam niecierpliwie przy bulgoczącym garze.

 

Wczoraj jednak yasminsmellowy brzuszek o rosół nie wołał, a chciał coś innego. Szybki przegląd lodówki, szafek oraz zbliżająca się godzina „zero” pory obiadowej zaowocował błyskawicznym makaronem z łososiem, a ściślej mówiąc z wędzonymi brzuszkami łososiowymi, papryką i niebieskim serem pleśniowym. Połączenie świetne, czas przygotowania 20 minut + 10 minut na dodatkowe przegryzienie się składników. Takie obiady to ja uwielbiam. Dodatkowo makaron podnosi poziom serotoniny w moim ciele, więc i humor od razu się poprawił, i świat jakiś barwniejszy się zrobił. Przepisem dzielę się z chęcią, serio wyszło smaczne.

Co do tego typu przepisów, to łatwo je modyfikować pod zawartość lodówki i są idealne do czyszczenia jej przed kolejnymi zakupami.

 

Makaron z wędzonymi brzuszkami łososiowymi i czerwoną papryką:

Składniki:
  • 30 dkg wędzonych brzuszków z łososia
  •  2 duże czerwone papryki
  •  1 duża czerwona cebula
  •  3 malinowe pomidory (przy innym gatunku obrałabym je ze skórki; te akurat miały cieniutką i delikatną)
  •  kawałek niebieskiego sera pleśniowego
  •  pół opakowania makaronu (u mnie był kukurydziany, ale klasyczny pszenny również da radę)
  •  kilka listków świeżej bazylii
Wykonanie:

Makaron ugotowałam na pół twardo według opisu na opakowaniu.

W międzyczasie łososiowe brzuszki obrałam i podzieliłam na cząstki (polecam użycie jednorazowych rękawiczek, bo zapach brzuszków lubi pozostać długo na dłoniach, a nie jest najpiękniejszą nutą zapachową) i wrzuciłam na rozgrzaną patelnię teflonową. Dodałam zarówno czyste mięsko, jak i tłuszczyk – nie dodawałam żadnego dodatkowego oleju. Gdy tłuszczyk zaczął się topić, a kawałki łososia podsmażać, to w wrzuciłam na patelnię pokrojoną w kostkę paprykę oraz cebulę i smażyłam dalej często mieszając. Po wysmażeniu tłuszczyku dorzuciłam na patelnię pokrojone pomidory oraz pokruszony kawałek sera. Śmiało można pominąć ser, jednak ja mam ostatnio na niego fazę i lubię go dodawać do potraw – fajnie przełamuje smak. Dusiłam tak długo, aż pomidory się rozpadły, doprawiłam solą i pieprzem oraz wrzuciłam na patelnię makaron oraz kilka listków bazylii. Następnie wyłączyłam gaz i zostawłiam całość dania na 10 minut, tak by smaki się przegryzły.

Można podawać. Znikało tak szybko, że miałam problem zrobić zdjęcia :). Mąż zdążył do domu wrócić.

Smacznego!

 

BTW. Z bulioniku, który robiłam „przy okazji”, który jeszcze kilka godzin się gotował, zrobiłam dzisiaj przepyszny krem porowy – wrzucę w którymś kolejnym poście, bo również wyszedł pyszny!