Końcówka wiosny nie była dla mnie łaskawa, ale już po wiośnie i jest piękne lato. Słonecznie, ciepło a momentami wręcz gorąco. Moja bajka. Jestem wśród tych szczęśliwców, których upał nie męczy i dobrze się czują w wysokich temperaturach. 
Siły jeszcze nie te i korzystać z pogody aktywnie niestety się nie da, ale spacery i owszem, wskazane. delikatny ruch pomoże wrócić do formy, powoli odzyskać kondycję oraz zapobiega zrostom pooperacyjnym. Więc spaceruję, najczęściej pod czujnym okiem męża, który przejęty rolą wisi nade mną jak kwoka nad pisklakami… W sumie to lepiej w tą stronę niż w drugą, więc ze stoickim spokojem poddaję się mężowym zaleceniom. Nie buntuję się nawet, gdy czuję iż mogłabym więcej lub jeszcze trochę. Jak basta to basta. Co zrobić.

 

Ciągnie mnie w stronę wody. Woda uspokaja, kojarzy się z odpoczynkiem i wakacjami. Dlatego swoje kroki często kierujemy nad niedaleko leżące jezioro. Wystarczy mi usiąść na brzegu, zamknąć oczy i wsłuchać się w szum wody, by wszystko co złe, wszystkie troski odpłynęły. Mam tak od zawsze, więc obstawiłam iż w przypadku dochodzenia do siebie, woda również się spisze. Spisuje. Na medal.

Jeździmy nad Jezioro Żywieckie. Oprócz tego, że leży blisko nas, to mam do niego sentyment z czasów nastoletnich. Widziałam go z okna pokoju w rodzinnym domu i zawsze ten widok mnie zachwycał. Obecnie mnie rozczula. Dlatego mnie ciągnie właśnie tam i mimo iż niewiele linii brzegowej jest zadbane i niewiele miejsc godnych prawdziwego plażowania, to mam do tego miejsca sentyment. Potrafię namówić Mr Hubby by jechać tam nawet wieczorem, w trakcie zachodzącego słońca, by zobaczyć jak ostatnie promienie słońca odbijają się od wody.

Czy w trakcie lata tam wrócimy? Ooo i to nie raz. Nie dwa. Mam tam kilka miejsc na letnie spacerki, ulubioną ławkę oraz kawałek trawki do rozłożenia kocyka. Czy to na pół dnia, czy na wieczorny oddech, jest to decydowanie jedno z moich ulubionych letnich miejsc.

 

 

W związku z tym, że ostatnio pichcę głównie za pomocą piekarnika, bo to najmniej obciążające i angażujące, to zachciało mi się „coś innego”.

Obiad z prawdziwego zdarzenia, który zamarzyłam sobie w formie piknika w pierwszy dzień lata. Tak, aby go odpowiednio zaakcentować.

Gdy rano wstałam to sił miałam sporo, więc zabrałam się ochoczo do pracy. Celem był obiad trzy daniowy oraz puszysty koc i plenerowy obrus w jakimś miłym miejscu. Męża nie było w domu od rana, więc miałam plan, by zrobić mu niespodziankę i jak tylko wróci, to powitać z zapakowanym koszem z jedzeniem i planem na następne godziny. Marzyło mi się usiąść pod niebieską chmurką, w spokoju zjeść obiadek i porozmawiać z mężem.

Okazało się, że plany swoje a Bóg swoje. Co prawda wszystko udało mi się zrobić i wszystko wyszło tak jak sobie zamarzyłam, ale kończąc pichcenie padłam z sił. Jakby tego było mało, to przypałętała się burza dokładnie w momencie powrotu męża do domu. Złośliwość? Nie, pewnie gdybym dopięła swego to bym przegięła i odczuwała nadwyrężenie organizmu kolejne dni. Zamiast tego zjedliśmy w domowym zaciszu, przy powiewach rześkiego burzowego powietrza. Było całkiem miło, a lato się nie obraziło, bo mimo iż było to kilka dni temu, to znów robi się cieplej i cieplej, a słońce rozpieszcza jak tylko może.

 

Menu było typowo letnie, a rozpoczynała go zupa z botwinki na wędzonym boczku. Zupę taką robiłam po raz pierwszy, wzorując się na przepisie z Kwestii Smaku, ale dopasowując do tego co lubię i tego, co mam w lodówce. Oryginalny przepis znajdziesz tutaj, poniżej podam moją wersję. Daniem głównym były pieczone białe szparagi w towarzystwie makaronu z pietruszkowym pesto i polędwiczkami z indyka. Na zakończenie wymyśliłam sobie truskawkowe ciasto z kruszonką. Aż dziw bierze iż było to pierwsze tegoroczne ciasto z truskawkami. Zjedliśmy ich masę, w przeróżnej formie ale ciasto w tym sezonie było pierwsze.

 

Zupa botwinkowa na wędzonym boczku

 

Składniki:

wędzony boczek, ok.20dkg – miałam piękny kawałek, w którym nie było prawie w ogóle tłuszczu, więc nadawał się idealnie

-pęczek botwinki

-młoda włoszczyzna

-dodatkowa marchew

-4 młode ziemniaki

-przyprawy

-mleko kokosowe

 

Wykonanie:

Boczek skroiłam w drobną kostkę i przesmażyłam delikatnie, by pozbyć się tłuszczu. W międzyczasie wstawiłam garnek z włoszczyzną. Dorzuciłam pokrojony boczek i wszystko gotowałam do miękkości. Jarzyny wyciągałam, jednocześnie wrzucając skrojoną marchew w plastry, młode buraki pokrojone w malutką kostkę oraz ziemniaki pokrojone w trochę większą kostkę. Na małym ogniu gotowałam to do momentu aż warzywa pozostaną sprężyste i dorzuciłam pokrojone liście botwinki. Wystarczyło jeszcze kilka minut, by wszystko miało idealną konsystencję. Doprawiłam do smaku solą, pieprzem, odrobiną octu ryżowego oraz mlekiem kokosowym.

 

Pieczone białe szparagi

 

Składniki:

-białe szparagi

-pół łyżeczki oleju ryżowego

-sól, pieprz kolorowy

-2 łyżki tartego sera typu bursztyn

 

Wykonanie:

Umyte, obrane szparagi włożyłam do naczynia żaroodpornego, posmarowałam olejem i posypałam przyprawami. Piekłam przez 20 minut w piekarniku (termoobieg, 180stopni), po czym posypałam startym serem i zostawiłam jeszcze chwilkę, by miał możliwość się roztopić

 

Pietruszkowe pesto do makaronu:

 

Składniki:

-2 pęczki zielonej pietruszki

-2 łyżki oleju lnianego

-garść orzechów włoskich

-kawałek sera żółtego – typu bursztyn lub parmezanu, ja miałam akurat ten pierwszy

-sól, pieprz

-odrobina wody

 

Wykonanie:

Wszystkie składniki wrzuciłam do kielich blendera i zmiksowałam na gładką masę.

 

Ciasto owsiana kruszonka z truskawkami

 

Składniki:

-1,5 szklanki płatków owsianych

-1,5 szklanki mąki gryczanej

-1 łyżeczka proszku do pieczenia

-160g masła

-0,5 szklanki cukru

-800g truskawek

-1 łyżka mąki kokosowej

 

Wykonanie:

Truskawki umyłam, obrałam z szypułek i obsypałam mąką kokosową, która znakomicie chłonie nadmiar wilgoci. Płatki, mąkę, cukier, masło oraz proszek do pieczenia zagniotłam za pomocą robota – powinno mieć formę kruszonki. Niewielką formę wyłożyłam papierem do pieczenia i wsypałam 2/3 kruszonki na spód, na to dałam truskawki i posypałam resztą kruszonki. Całość docisłam by kruszonka się zbiła. Piekłam 40 minut w temperaturze 200 stopni (gór/dół + termoobieg). Jeszcze ciepłe posypałam cukrem pudrem z wanilią.