„Zero waste” to coraz bardziej popularny slogan, coraz bardziej popularny trend. Czy konieczny? Oczywiście, że tak. Śmieci zalewają nas zewsząd. Przeraża mnie ilość wynoszonych worków ze śmieciami z Wiśniowej, mimo iż jest nas tylko dwójka i zdecydowanie od początku naszego wspólnego życia zwracamy uwagę na to co kupujemy, w jakich opakowaniach i z przemyśleniem czy dana jest nam niezbędna.
Tak z teorii, „zero waste” to trend polegający na stylu życia generującym jak najmniejsze ilości śmieci, którymi zanieczyszczamy środowisko. Wyeliminowanie ich w zupełności to jak dla mnie utopia i marzenia ściętej głowy. Może w silnym samozaparciem się da, ale garniec złota temu, komu przez cały rok uda się nie zakupić plastikowej butelki z wodą. Ograniczenie wytwarzania śmieci, świadomość zagrożeń oraz edukacja to już tematy, którym moim zdaniem warto poświęcić chwilkę. Dodatkowo powinny być tego typu zajęcia dla dzieci w szkole. Obowiązkowe! Ja rozumiem, że programy nauczania są już wypchane po brzegi, ale… większość to teoria, która nikomu na nic się przyda. Edukacja w temacie dbania o środowisko, to coś co po latach odpłaci się nam oraz potomnym. Z nawiązką. I to w temacie teorii tyle. W praktyce warto osobom wokół pokazywać co możemy na co dzień robić, by śmieci było mniej.

 

Nie jestem ekologicznym freekiem, nie jest to temat, który nie pozwala mi spać, a jednak lubię swoje małe codzienne drobiazgi i szczegóły, dzięki którym dbam o środowisko. Nie jestem w miejscu docelowym, mam świadomość iż wiele rzeczy można by zmienić/poprawić ale to co jest, to moim zdaniem dobry początek.

 

Tegoroczne odkrycie pielęgnacyjne i OCM w praktyce

O metodzie demakijażu olejami pisałam początkiem tej wiosny. O szczegółach możesz poczytać tutaj, o wrażeniach po miesiącu stosowania tej metody tutaj. Zaczynając zabawę z demakijażem olejami, nie miałam świadomości iż będzie to również krok w kierunku zmniejszenia ilości wytwarzanych śmieci. Wcześniej nie miałam świadomości, albo wygodnie było mi jej nie mieć, jak dużo w trakcie codziennej pielęgnacji zużywam jednorazowych wacików! Tak, wacików. Doszło to do mnie po kilku tygodniach stosowania. Wcześniej znosiłam je paczkami przynajmniej raz w miesiącu, a obecnie wyeliminowałam z codziennego stosowania praktycznie w 100%. Do demakijażu typu OCM używam malutkich ręczniczków, które moczę w ciepłej wodzie. Po każdym użyciu piorę ręcznie, a po 2-3 stosowaniach wrzucam do pralki, razem z innym praniem.

Aby ciągnąć ten trend przerzuciłam się całkiem na toniki/hydrolaty do twarzy w butelkach z atomizerem. Dzięki temu opakowanie wacików starcza mi na wiele miesięcy i używam go faktycznie sporadycznie. Oszczędność spora, mimo iż same waciki to nie jest duży koszt, ale w skali roku da kilka złotych. A ilość kosmetycznych odpadów znacznie zmalała.

 

Kosmetyczne butelki, pojemniczki wielorazowego użytku

Staram się kupować kosmetyki w szklanych pojemnikach, ale nie zawsze jest to wykonalne. Niestety zdecydowana większość nadal jest w plastiku. Mimo to staram się wykorzystywać opakowania ponownie przy okazji robienia swoich własnych domowych kosmetyków – kremów, masek itp. Zdaję sobie sprawę, iż nie każda z nas umie lub ma chęć nauczyć się robić domowe kosmetyki, bądź ma czas na zabawę tego typu. Jest to natomiast mój sposób na ograniczenie śmieci, ale przede wszystkim na kontrolę składu kosmetyków, jakie lądują na mojej skórze. Bardzo cenię sobie naturalne składniki oraz ograniczenie chemii, która nie jest konieczna – zarówno w temacie kosmetyków, ale również jedzenia.

 

Torby na zakupy wielorazowego użytku

Zakupy robi każdy z nas. Szczególnie w trakcie tych spożywczych, przy odrobinie nieuwagi jesteśmy w stanie wyjść ze sklepu z całym naręczem foliówek. Spakowane jarzyny, warzywa oraz owoce. Spakowane pieczywo. A całość również trzeba w jakiś sposób wynieść ze sklepu. Torby jednorazowe zaś są pod ręką w każdym większym sklepie jaki znam.

Mamy z Mr Hubby zestaw kilku toreb zakupowych różnych rozmiarów. Dbamy o to, by zawsze jakaś leżała sobie w aucie, na wypadek niezapowiedzianych zakupów. Dodatkowo w swojej torebce zawsze mam niewielką siatkę na szybkie zakupy. Przy planowaniu tych większych pamiętamy o tym, by zabrać ze sobą dodatkowe.

To co u mnie kuleje i nad czym chciałabym popracować to pakowanie warzyw/owoców w foliówki. Myślę iż to czas, by zaopatrzyć się w niewielkie woreczki wielorazowego użytku, z przeznaczeniem właśnie na ten cel. Coraz więcej osób kupuje drobne warzywa/owoce z ich pomocą i myślę, że niedługo woreczki tego typu będą normalnym widokiem w trakcie codziennych zakupów.

Problem jaki widzę jeśli chodzi o temat zakupów to zakupy robione online. W tym wypadku wszystkie drobne rzeczy pakowane są jednorazowe siateczki i mimo moich próśb, uwag pisanych do zamówień, nie mam na to większego wpływu. A codzienny pęd i możliwość zrobienia zakupów online (z dowozem lub z odbiorem własnym) jest mega wygodą i oszczędnością czasu. Temat do dalszego przemyślenia.

 

Dzbanek z filtrem

Do codziennego picia wody od dawna korzystamy z dzbanka z filtrem jednej z najpopularniejszych firm dostępnych w marketach. Woda schodzi u nas w ilościach hurtowych i nie wyobrażam sobie targania jej w butlach do mieszkania. Pomijam oszczędność finansową, ale tak zwyczajnie po prostu by mi się nie chciało. Owszem, wymiana filtrów również generuje koszt, jednak jest on niewspółmierny do kosztu wody butelkowanej, jaki musielibyśmy ponieść, by zapewnić odpowiednią ilość wody pitnej w domu. Przyznaję się również iż nie wymieniamy filtrów tak często jak zaleca producent, ponieważ nie ma takiej potrzeby. Mieszkamy w regionie Polski, w którym mamy bardzo dobrą wodę i mimo iż czuję potrzebę filtrowania jej, to wymianę filtrów odciągamy w czasie tak długo jak się da, a ja czuję iż smak wody jest ok.

W przypadku wyjazdów, wycieczek zabieramy ze sobą wodę w bidonach, jednak są momenty iż zdarza nam się kupić w sklepie butelkowaną. Staram się to robić jak najrzadziej, jednak przy ilości wypadów i wyjazdów jakie mamy w ciągu roku, jest to trudne, a okazjonalny zakup butelkowanej wody po prostu wygodny.

 

Kupowanie jedzenia w mniejszej ilości

W pewnym momencie naszego życia zauważyłam, że wyrzucam jedzenie. Bardzo źle się z tego powodu czułam. Intensywny tryb życia, sporo zajęć w trakcie tygodnia oraz częste wyjazdy, spowodowały iż mimo uważnego planowania zakupów, sporo jedzenia w naszej lodówce nie wytrzymywało próby czasu. Stąd pomysł na ograniczenie jedzenia w lodówce. Nie mam potrzeby zamykania jej kolanem i posiadania kilku kostek masła na raz. Wolę te zakupy zrobić częściej i cieszyć się świeżymi produktami, tym bardziej iż nasza kuchnia bazuje w dużej mierze na produktach roślinnych. A nic nie smakuje lepiej jak świeże warzywka, szczególnie w okresie takim jak teraz.

 

Pojemniki „po lodach”

Przysłowiowe pojemniki po lodach, w których w trakcie dzieciństwa znajdowało się zamrożoną pietruszkę lub koperek, zamiast lodów. U nas również mają swoje miejsce i jeśli już kupię jedzenie w pojemniku, to staram się go zostawić do ponownego użycia. Pojemniki takie idealnie nadają się do mrożenia warzyw, mięsa lub gotowych potraw ale również do przechowywania sypkich produktów, lub jako pojemniki na jedzonko do pracy, czy w czasie wycieczek.

 

Czy to co wypisałam to dużo? Z pewnością nie. To początek. Jakiś początek, ku temu by było lepiej. By mniej odpadów generować w swoim najbliższym otoczeniu. Wydaje mi się, że najłatwiej zacząć małymi kroczkami, niż na „hurra” rzucać się na głęboką wodę i nagle chcieć zmienić większość, jak nie wszystkie nawyki. Na dłuższą metę to coś co nie nie sprawdza i bardzo szybko idzie w kąt zapomnienia. Tak jak wspomniałam wcześniej to moje pierwsze kroki i to co zamierzam w najbliższym czasie, to zaopatrzyć się w woreczki na warzywa i owoce, które będę ze sobą zabierać na zakupy. Co dalej, jeszcze nie wiem. Jeśli masz pomysł co warto dalej wprowadzić, aby wejść głębiej w nurt „zero waste” / „less waste” to chętnie wysłucham.