Po zeszłorocznej majówce i pięknej wiośnie, oczami wyobraźni widziałam jak tegoroczną spędzam, jeśli nie w krótkich spodenkach, to w cienkich lnianych spodniach i lekkiej koszulce. Spędzam ją wśród soczystej zieleni, pod błękitnym niebem, wystawiając dzióbek do słońca. Tak… i to by było na tyle, jeśli chodzi o moje egoistyczne chciejstwo. W tym roku była deszczowa majówka.

Po kilku dniach całkiem przyjemnej pogody, maj zaskoczył chłodem, deszczem i zimnem. O ile jeszcze pierwszy maja był względnie ciepły i przyjemny, tak te następne dni były coraz zimniejsze, coraz bardziej ponure i deszczowe. Pomimo to cieszę się, że prognozy nie sprawdziły się w 100%, bo miało być znacznie gorzej.

Tak oto z pięknej majówki spędzanej na łonie natury w gronie bliskich osób, wyszła deszczowa majówka spędzona pod dachem, w bluzach dresowych i sweterkach – co istotne w gronie bliskich osób. I na tym chciałam się dzisiaj skupić. Powiedzenie iż „nie ważne gdzie, ważne z kim” pasuje tutaj jak ulał! Jest to szczera prawda i mimo iż zmarzłam, mimo iż tęsknię za słońcem i mimo iż „to nie tak miało być” jestem bardzo zadowolona z tegorocznej majówki.

 

Był czas spędzony na wspólnym gotowaniu i jedzeniu. Był czas spędzony na rozmowach o rzeczach małych i dużych. Pojawił się szczery śmiech, taki do rozpuku, oraz łzy wzruszenia i wdzięczności. Było kilkugodzinne przesiadywanie oraz spacery. Było coś dla ducha oraz dla ciała. W czasie tegorocznej majówki brałam i dawałam. I to jest piękne. Bo pomimo brzydkiej pogody i nie zrealizowaniu wszystkich planów, było pięknie! A przyszłoroczną wyobrażam sobie właśnie tak – z bliskimi. No może chciałabym tylko trochę więcej dawać niż brać. I już nie dokładam do tego wyobrażenia zielonej soczystej trawki, bezchmurnego nieba i mocnych promieni słońca. Nie w tym prawdziwy sens!