Czy z natury jestem osobą cierpliwą? Ani trochę. Opanowaną i powściągliwą? Również nie… Jednak doświadczenie typu niepłodność znakomicie uczy cierpliwości. Na siłę i nie z wyboru, ale pewnie inaczej cierpliwości nauczyć się nie da.

Dzisiejszy tryb życia a cierpliwość. Codzienność nie sprzyja cierpliwości. Wszystko powinno być na wyciągnięcie dłoni, na już i na teraz. Czas bezpowrotnie ucieka, a ludzka natura chciałaby mieć wszystko na zawołanie. Ludzie nie chcą, ale też nie umieją czekać. Trudno jest zaufać, iż na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce. I to niekoniecznie jest dzisiaj. Jeszcze trudniej zaufać iż wszystko co nas spotyka ma określony cel, nawet jeśli nie rozumiemy go. Bo co złego jest w chęci posiadania dziecka? Nic, a jednak bywa iż nie udaje się.

Ostatnio usłyszałam zdanie, które bardzo mi się podoba:

Cierpliwość to wytrwałość, która ma sens.

Słowa te są bardzo pozytywne i nie mają ani krzty negatywnego wydźwięku. Nie ma nacisku, nie ma presji. Zdanie kieruje uwagę na ostatnie słowo. Osoba cierpliwa skupia się na konkretnym celu. W Biblii cierpliwość jest jednym z owoców ducha:

Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. Gal5,22-23

Cierpliwość jest zaufaniem, iż wszystko co mnie spotyka, jest dla mojego dobra. Dana sytuacja jest etapem, ścieżką oraz lekcją, którą Bóg przygotował, aby doprowadzić mnie do kolejnego etapu oraz kształtować według własnego planu. Nawet jeśli finalnie okaże się, że życie nie poukłada się tak jakbym tego chciała, to mam zaufanie iż to On, a nie ja wiem co jest dla mnie najlepsze.