Latami była przez mnie wzgardzana. Latami nie lubiana. Z pamięci wyrzucona i nie dopuszczana nawet na chwilę, gdy krzaki porzeczki uginały się pod ciężarem jej owoców. Babcia z dziadkiem wielokrotnie powtarzali mi, kilkuletniemu brzdącowi, że to jedno z najbardziej wartościowych owoców w ogrodzie. Ale gdzie tam. W głowie były mi tylko truskawki, maliny, czereśnie i ewentualnie pojawiające się coraz częściej na sklepowych półkach banany. Czerwona porzeczka? Phi!!! Słodycz ujarzmiona kwaskowatością była nie w smak moim dziecięcym kubkom smakowym. Podobnie miały mi lata późniejsze i te już całkiem dorosłe. Czarna porzeczka była be.

 

Lata minęły, a szanowna czerwona porzeczka wkradła się na kuchenny blat na Wiśniowej całkiem niepostrzeżenie. Przybyła w słoiczku, jako konfitura i to wyrób własny mamy jednej z moich przyjaciółek – oj, jak bardzo za to pani Kolochowej wdzięczna jestem! Wszelkie wyroby własne bardzo cenię, a te kulinarne to już szczególnie. Co domowy smak to domowy smak i dyskutować o tym nie trzeba. Porzeczkowa konfitura stała na blacie w kuchni na Wiśniowej i czekała dobre kilka dni na to, aby zostać otwartą. Szczerze mówiąc, to nie miałam bladego pojęcia, co z nią począć. Wspomnienia nie były zbyt zachęcające, ale w końcu do odważnych świat należy.

Otwarcie słoiczka zaakcentowało przyjemne “pyknięcie” wieczka, następnie łyżeczka zanurzyła się w słoiczku, a później w ustach i… przepadłam! Słodko-kwaskowaty smak dzieciństwa! Przed oczami stanął mi dziadkowy ogród u zbocza Magurki, wczesne lato, promienie słońca ogrzewające policzki, soczystą zieleń trawy oraz starą, niebieską, drewnianą ławkę skrytą między ogromnymi krzakami czarnej porzeczki! Oj, co ja bym dała za to, by wrócić w to miejsce i te piękne czasy beztroski – początków wakacji…

Tak oto szanowna czarna porzeczka zamieszkała na Wiśniowej. W postaci konfitur oraz mrożonych owoców. A ja tuptam z niecierpliwością oczekując czasu owocowania czarnej porzeczki. I już Mr Hubby nie powie, że nie ma co z nią zrobić, gdy krzaki czarnej porzeczki, na działce teściów, będą uginać się od nadmiaru owoców! Oj, nie. Mam słodko – kwaskowate plany z nią związane! Będzie domowa, już yasminsmellowa, konfitura porzeczkowa oraz zapasy mrożonych owoców! Będzie pysznie i pachnąco!

 

Wśród moich ulubionych typów wykorzystania czarnej porzeczki znajdują się:
  • porzeczkowy sos do sałatek (aj, jaj jaj – pierwsze miejsce bez dwóch zdań!) ***
  • koktajl ze szpinakiem, bananem i czarną porzeczką
  • porzeczkowa kasza jaglana na mleku kokosowym

 

Porzeczkowy sos do sałatek – wersja na bazie konfitury:
  • 5 łyżek konfitury porzeczkowej
  • 5 łyżek oleju lnianego
  • 1 łyżka miodu
  • 2 łyżki wody
  • 1/2 łyżeczki octu winnego
  • sól, pieprz

Wszystkie składniki umieszczam w słoiczku, zamykam szczelnie i potrząsam energicznie do otrzymania gładkiego sosu.

 

Porzeczkowy sos do sałatek – wersja na bazie mrożonej czarnej porzeczki:
  • 1 szklanka mrożonej czarnej porzeczki
  • pół łyżeczki octu balsamicznego
  • 2 łyżki czerwonego, półwytrawnego wina
  • sól, pieprz

Wszystko oprócz przypraw umieszczam w rondelku i duszę do miękkości czarnej porzeczki. Sos przecieram przez sito lub blenduję, aby był gładki. Jeśli wyjdzie go zbyt dużo, to można zredukować do pożądanej ilości. Po zredukowaniu doprawiam do smaku.

 

*** – sałatkowy sos porzeczkowy świetnie sprawdza się w sałatkach z drobiem oraz serami kozimi

 

Koktajl ze szpinakiem, bananem i czarną porzeczką – porcja na 2 osoby:
  • garść szpinaku
  • 1 średniej wielkości banan
  • pół szklanki mrożonej czarnej porzeczki
  • woda do uzyskania odpowiedniej konsystencji

Wszystko wkładam do kielicha blendera i blenduję chwilkę. Podaję zaraz po zrobieniu, aby zapobiec utlenieniu się witamin z koktajlu.

 

Porzeczkowa kasza jaglana na mleku kokosowym – porcja na 2 osoby:
  • pół szklanki kaszy jaglanej
  • 1 szklanka mleka kokosowego – przepis tutaj
  • 3/4 szklanki czarnej porzeczki
  • miód
  • szczypta soli

Kaszę przelewam kilka razy gorącą wodą, aby pozbyć się goryczki. Zalewam ją połową porcji mleka oraz uzupełniam wodą (płynu powinno być 2 razy więcej niż kaszy), następnie dodaję szczyptę soli i gotuję na niewielkiej mocy. Gdy kasza jest na wpół zrobiona dorzucam czarną porzeczkę i gotuję już do miękkości kaszy. Gotowa kasza powinna wypić cały płyn dodany do gotowania, dlatego uzupełniam pozostałym mlekiem kokosowym oraz dosładzam do smaku. Jest świetna na ciepło, jak i na zimno. Doskonale sprawdza się na drugie śniadanie, ponieważ na syci i dodaje energii na kilka godzin.