Zawsze czekam z utęsknieniem na ten dzień. Mimo iż do wiosny jeszcze daleko, to już bliżej końca i trzeci miesiąc roku jawi się jak światełko w tunelu mrocznej i ponurej zimy. Coraz bliżej pięknych, ciepłych dni i soczystej zieleni. Tej pierwszej. I kwiatów wiosennych. I tych na drzewkach owocowych również. Lubię nawet wiosenny deszcz, który jest zapowiedzią eksplozji wzrostu roślin.

 

Dzień staje się dłuższy, więc jest więcej możliwości, by go wykorzystać poza domem. Spacery, wycieczki rowerowe, o pierwszych wiosennych piknikach już nie wspomnę. Cześć marzec!
Ach, jak będzie pięknie. Jak bardzo mi się chce…

 

… nowalijek, młodych warzyw – tych wiosennych

Sałata, rzodkiewki, szczypiorek. I rabarbar! Mimo, że obecnie dostępne cały rok, to właśnie wczesną wiosną smakują najlepiej. Są lekkie, pachnące i pozwalają się rozmarzyć na myśl o kolejnych darach natury. Najwytrwalsi zjadacze mięsa spoglądają w ich stronę przyjaznym okiem.

 

… lżejszych ubrań

Wiosenne botki, lordsy i balerinki. Trampki! Do tego skórzana ramoneska, lekka parka. Zwiewna chusta. Koszulki i poszarpane dżinsy. Lekkie sukienki. O – i krótkie rękawki! Mmmm… jak przyjemnie…

Okulary przeciwsłoneczne i grzanie buzi w pełnym słońcu. Mimo, iż noszę je praktycznie cały rok, a w szczególności w czasie jazdy samochodem w słoneczny dzień, to zakładanie ich wiosną sprawia mi wyjątkową przyjemność. To subtelna zapowiedź, iż niedługo przyjdzie lato…

 

… powrotów z pracy komunikacją miejską

To już chyba mój coroczny rytuał. Gdy robi się ciepło, to czuję potrzebę większej swobody w poruszaniu się w czasie dnia. Wiedząc iż mam spokojny dzień w pracy, lubię od czasu do czasu poprosić Mr Hubby, by podrzucił mnie rano do pracy. Daje mi to możliwość powrotu z pracy komunikacją miejską, mimo iż trwa to około 70 minut, zamiast 10 minut, gdy mam do dyspozycji samochód. Najpierw spacer willową dzielnicą na obrzeżach miasta – z biura na przystanek autobusowy. Przejażdżka autobusem – śmieję się pod nosem iż przejażdżka krajobrazowa, bo autobus objeżdża 3/4 miasta, zanim dowiezie mnie w okolicę domu. Do tego lubię wysiąść przystanek wcześniej lub później, niż ten w okolicy mojego domu i przespacerować się. Zahaczam wtedy często o pobliskie, niewielkie targowisko, by nasycić oczy kolorowymi dobrodziejstwami warzyw i owoców. I często robię przy tej okazji zakupy.

 

… otwartych drzwi balkonowych

Choć marzec to jeszcze nie ten czas, by zostawiać je otwarte cały dzień, to te dni są coraz bliżej. Niemniej w środku dnia, gdy słońce opiera się o balkon i ogrzewa pokój jest bardzo miło, gdy otwarte drzwi pozwalają czuć świeże powietrze w mieszkaniu. Dodatkowo motywuje mnie odnowiony przez naszą spółdzielnię końcem zeszłego roku balkon. Wygląda naprawę dobrze, mimo iż nadal jest niewielki i przyjęcia na nim nie zrobię, ani huśtawki nie powieszę. Dodatkowo to najwyższy czas, by zaplanować jakimi kwiatami balkon w tym sezonie ozdobię. Ach… już wiem iż będzie pięknie!

 

… powrotu do mazideł samoopalających

Mimo iż całkiem, całkiem lubię swoją jasną karnację, to w okresie zrzucania grubszych ubrań, lubię gdy skóra nabiera lekko złocistego koloru. Jak nie lubię się w mocnej opaleniźnie, nie cierpię typowego opalania się i wielogodzinnego leżenia plackiem, to skórę muśniętą słońcem uwielbiam. Niestety nie mam żadnego top 1 wśród samoopalaczy, ale jest ich tak dużo na półkach drogerii i są już tyle fajne, że praktycznie każdy, jaki w poprzednim roku miałam, sprawdzał się całkiem ok.

 

… weekendowych wyjazdów, wycieczek i jazdy przez Polskę z otwartym szyberdachem

Ojjj tak, zdecydowanie tak! Uwielbiamy z Mr Hubby zapuszczać się w znane i mniej znane części naszego kraju, eksplorować i poznawać nowe miejsca. Lubimy również wracać do tych sprawdzonych już wcześniej miejsc, z którymi wiążą się miłe wspomnienia.

Radość, jaką mi sprawia jazda samochodem z otwartym szyberdachem, jest prawie perwersyjna! Zawsze o nim marzyłam i jest bliższy memu sercu niż wygodne fotele, mocny silnik, klimatyzacja, poduszki i te wszystkie ABSy… Marzyłam i mam, i nie chwaląc się, ostatniego dnia lutego otworzyłam „szyberdachowy” sezon 2019. Jupiii!!!

 

Tak, wiosna już zdecydowanie bliżej, niż dalej. Cześć marzec!