Druga połowa lutego, piękne słońce i kilkustopniowa temperatura w plusie to już oczekiwanie na wiosnę. Mimo iż zima okrutna w tym roku nie była, to po okresie przełomu roku i styczniowym, gdy zrobiło się ładniej, ciało chce. Psychika chce. Cała ja chcę wiosny. Moje oczy mają niedobór zielonego – soczystego, tętniącego życiem. I myślę iż nie tylko oczy, a ciało całe. Szczególnie po chorobie, która przeorała mnie niemiłosiernie.
Od jakiś dwóch miesięcy wprowadziłam na naszej diety regularne picie zielonych koktajli i smoothie. Najbardziej smakują nam te mocno owocowe, ale owoce to cukier i przesadzać nie wolno, szczególnie popołudniami i wieczorami, gdyż organizm nie ma czasu, by je spalić. Najbardziej korzystnie byłoby pić te koktajle rankami, ale w moim wypadku jest to niewykonalne. Proces wstawania, ogarnięcia się i dotarcia do pracy jest już nadto wyzwaniem. Nie wcisnę w to porannego robienia koktajli, mimo iż jest to tylko kilka minut. A koktajl zrobiony wieczorem, dzień wcześniej, straci zbyt wiele cennych składników. Poza tym będzie miał już mało apetyczny kolor, po utlenieniu się składników. 

 

Moją stałą bazą do zrobienia smoothie jest „zielone”. Mają sporo witamin, są niskokaloryczne i nadają piękny kolor smoothie. Najczęściej sięgam po świeży szpinak, seler naciowy, rukolę, choć to szpinak najbardziej wpisuje się w moje kubki smakowe. Do tego warzywa, owoce, ziarna, woda/mleko kokosowe, przyprawy. Poniżej kilka ulubionych, sprawdzonych przepisów na smoothie.

 

 

  • szpinak
    + truskawki + banan + woda/mleko kokosowe
    + ogórek zielony + gruszka + woda
    + jabłko + seler naciowy
    + banan + jagody + mleko kokosowe
    + pieczony burak + truskawki + woda
  • rukola
    + passata pomidorowa + czarny pieprz
    + pomelo + grejpfrut + miód + woda
    + pomarańcza + świeży imbir + woda
    + kiwi + banan + woda
  • seler naciowy
    + jabłko + gruszka + świeży imbir + woda
    + kiwi + jabłko + woda
    + zielony ogórek + koperek + woda + pieprz/sól
Zalety picia smoothie/koktajli jest sporo:
  • dodają energii
  • są źródłem witamin, mikro i makro elementów
  • to solidna porcja świeżych owoców i warzyw podana w smaczny, efektowny sposób
  • wzmacniają odporność
  • zmniejszają chęć sięgania po niezdrowe jedzonko – fast foody, słodycze
  • regulują równowagę kwasowo-zasadową organizmu
  • pomagają utrzymać/zredukować wagę

 

Pierwsze co cenię sobie w regularnym piciu smoothie, to fakt iż jest to łatwy sposób na przemycenie surowych warzy i owoców. Mimo iż lubię wszelkiego rodzaju sałatki, zupy jarzynowe, to czułam w ostatnim czasie niedosyt warzyw i owoców. Szczególnie warzyw. Druga rzecz, to te koktajle są po prostu pyszne. Mnogość opcji, dowolność komponowania sprawia iż każdy jest w stanie stworzyć smoothie idealne dla siebie. Staram się je miksować, by w ciągu tygodnia spożyć jak najwięcej różnorodnych warzyw/owoców, ale moje połączeniu numer 1 to zdecydowanie szpinak+truskawki+banan. Na samą myśl o nich uśmiecham się szeroko, a ślinianki rozpoczynają mega produkcję. Gdy przyjdzie wiosna, potem lato, a stragany będą zapełnione świeżymi darami natury, to możliwości miksowania smaków będzie znacznie więcej.

 

Jest też efekt kosmetyczny. Poprawił mi się stan cery, włosów oraz paznokci i do już po okołu miesiącu regularnego picia smoothie, które w moim wypadku wypada mniej więcej co drugi dzień.

 

Smoothie najczęściej robię po przyjściu z pracy. Jestem już wtedy dość głodna, a na zrobienie obiadu potrzebuję trochę czasu. Jest to idealna opcja, bo tak właściwie to powinno się je pić na czczo – jeśli masz możliwość robienia ich rano, to warto spróbować. Wrzucam składniki do blendera i po kilku chwilach mam gotowy koktajl. Wypijam i z nową energią zabieram się za robienie obiadku. Specjalnie użyłam sformułowania „nowa energia”, bo koktajl pobudza zdecydowanie lepiej i szybciej niż najlepsza kawa.