Cześć luty! „Idzie luty, podkuj buty”? Luty vel sieczeń vel strąpacz. Dwa ostatnie określenia to dawne nazwy drugiego miesiąca roku. Miesiąc totalnie zimowy, dla części województw feryjny,  a przede wszystkim zimny i biały. Rozpoczynająca się w grudniu zima jest ozdobiona bombkami i choinkowymi światełkami. Dalsza styczniowa to rozpęd noworocznych postanowień/marzeń i rozgrzewki przed tym, co dany rok przyniesie. Z kolei marcowa zima widnieje marzanną w 3/4 miesiąca i płynącą z głębi serca nadzieją na zielone. Zostaje ten nieszczęsny luty i mimo swoich, tylko, 28 dni (w porywach 29) ciągnie mi się niemiłosiernie. To chyba najmniej lubiany przeze mnie miesiąc. Ferii od dawna nie mam, na nartach od lat nie śmigam i już prawie zapomniałam jak wyglądają sanki.

 

Coś z tego miesiąca wykrzesać będzie trzeba, żeby nie puścić go samopas i nie dać się zadomowić spadkom nastroju, podkówce na twarzy i wiecznym zerkaniom na termometr na balkonie, czy aby przypadkiem magiczną wartość z „minusa” na „plus” nie przekroczył… a nawet jak przekroczy to szarość wokół, szarość widzę… a w sercu zieleń…

 

Myślę, że ten luty to, poza oczekiwaniem, dla bliskich poświęcę i razem sobie na zieleń i ukatrupienie marzanny poczekamy 🙂 …