Do napisania tego postu tknęło mnie ostatnie, spontaniczne wyjście do kina. Akcja była szybka – przyjaciółka miała dwie wejściówki, z których sama nie mogła skorzystać a trzeba było je wykorzystać w danym dniu. Godzina 18 z minutami, Mr Hubby nadal w pracy, środek tygodnia… ale udało się. Wyszliśmy z domu grubo po 21, na seans który miał się skończyć właściwie już “jutro”… jedyne co nas ograniczało to wizja niewyspania się. Usiedliśmy zadowoleni w wygodnych kinowych fotelach i po przebrnięciu przez stos reklam, rozkoszowaliśmy się seansem. To właśnie wtedy tknęło mnie, że jest to jeden z plusów tego, iż nadal jesteśmy we dwójkę. Spontaniczność, brak ograniczeń, nastawienie na nas i nasze potrzeby, nielimitowany czas dla przyjaciół i… kurczę – sporo tego. Paradoksalnie niepłodność “coś mi dała”.

Nie mówię, że z niechcianej bezdzietności należy się na siłę cieszyć, ale warto zagarnąć coś dla siebie.  Comiesięczne zawody serca, uporczywe wizyty, badania, leki, stres wykańcza. Potrafi wtrącić w błędne koło, w którym wszystko kręci się wokół jednego tematu. Szaleństwo. Można zwariować. Do tego wykańcza psychicznie i fizycznie. Sama ostatnio pozwoliłam, by to przejęło kontrolę nade mną – kolejne próby, hormony, badania, szpital i… ból (fizyczny, dotkliwy; podkręcona gospodarka hormonalna, która sama z siebie funkcjonuje prawidłowo, ale podejście jest takie iż “skoro nie wiadomo co” to należy ją wspomóc – więc zostaje nimi przeładowana), zmęczenie, nakręcenie stresu, życie z kalendarzem w dłoni.

Zniechęcenie do czegokolwiek, nie tylko moje ale i męża, dało mi do myślenia. Mężczyźni chcą nas wspierać, bardzo często aktywnie uczestniczą w całym procesie i tak samo wszystko przeżywają. Przez jakiś czas wydawało mi się, że Mr Hubby spogląda na to ze sporo większym luzem niż ja. Wystarczyła chwila, gdy odbieraliśmy wyniki jednego badania i zobaczyłam zawód w jego zaszklonych oczach. Poczułam, że w całej tej sytuacji jestem okropnie egoistyczna. On też ma uczucia, pragnienia ale nie manifestuje ich tak otwarcie jak ja. Chce być oparciem i dźwigać ten bagaż za nas dwoje, dlatego nie pokazuje uczuć. A już na pewno to nie tak, iż jemu mniej zależy.

 

Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, przyspieszyć a życie leci. Równowaga jest istotna a do tego potrzebne są drobne przyjemności.

 

Co niepłodność mi dała, co byłoby niemożliwe/trudne do wykonania, gdyby jej nie było:
* dzień leniucha

Jedno z ulubionych haseł, jakie padają na Wiśniowej. Jak już mamy wszystkiego dość, jesteśmy przemęczeni, czujemy brak siebie z Mr Hubby, to ogłaszamy dzień leniucha. Zasady są proste: nie ma nas dla nikogo, nigdzie nie wychodzimy, nikogo nie zapraszamy; cały dzień leżymy w łóżku, oglądamy filmy i zamawiamy jedzenie z dostawą do domu. Przeważnie niezdrowe jedzenie, którego na co dzień wystrzegam się i dbam o to, co ląduje na talerzu. Dozwolone są kupne słodycze. Rozmowy i snucie marzeń. Tych mało realnych również. A nawet cisza, brak jakiegokolwiek ruchu i tępe patrzenie w sufit.

 

* spontaniczne wyjścia

Tak jak ostatnie kino. Ale to wcale nie musi być kino. To może być kolacja, kawa, spacer o północy i snucie się wokół starych kamienic Bielska i Białej. Dalej – wyjazdy na wycieczki, bez pakowania, kminienia co zabrać i większego planu gdzie i po co jedziemy. I kiedy wrócimy.

 

* względny ład i harmonia w mieszkaniu

Umówmy się – żaden mąż nie nabrudzi w mieszkaniu tak jak dziecko (choć nie rzucam rękawicy i ani trochę nie chcę tego sprawdzać! To tak na wypadek gdybyś Mr Hubby czytał ten tekst… 🙂 ).
Jak sobie zrobię, tak sobie mam. Porozstawiane kwiaty, obrus na stole, pozostawione kubki z herbatą przy kanapie, noże na wierzchu w kuchni. I nikt nie zrobi sobie krzywdy. Ile mniej stresu i niepokoju…

 

* wakacje i wyjazdy

Jestem w stanie spakować nas do jednej walizki w ciągu pół godziny. Bierzemy tę walizkę pod pachę i śmigamy – autem lub samolotem. Nikt nie marudzi “jak długo jeszcze” a co 2km chce “na siku”. Nie szukamy atrakcji i nie dopasowujemy urlopu pod nikogo, jak tylko pod nas. Chcemy byczyć się cały dzień na plaży – proszę bardzo. Zwiedzać miasta, wioski, galerie i muzea – be my guest. Wyjść na kolację o 22 – jak najbardziej. Spać do południa – bez problemu.

 

* randki, randki, randkowanie

Żyjemy wśród ludzi, którzy uważają, że o związek należy dbać i o niego dbają. Bez względu na chwilową sytuację i problemy dnia codziennego. Jednak umówmy się, wiele łatwiej jest to nam zorganizować, bo nie musimy nikomu zapewniać opieki i nikogo nie musimy w to angażować. Wychodzimy gdzie chcemy, jak chcemy i kiedy chcemy.

 

* popołudnie do dyspozycji

Wracam z pracy bez pośpiechu. Nie muszę nikogo odebrać, zawozić, karmić, organizować czasu. Popołudnie mam dla siebie. Mogę leżeć na kanapie, wyjść z przyjaciółką na miasto, poszwendać się po sklepach, iść na spacer, na rower albo ugrząźć pod kocem z kubkiem kawy w reku.

 

Sporo się tego nazbierało ale oddałabym to bez chwili zawahania! Póki nie mogę a wiara/nadzieja/zaufanie w to, że “jeszcze będzie dobrze” jest we mnie, to chce korzystać z “wolności” ile tylko się da.