Zimowy czas to zdecydowany czas zupy. Zup. W liczbie mnogiej. Nic tak nie rozgrzewa i nie dodaje energii jak talerz gęstej i aromatycznej zupy. Nic tak nie poprawia humoru i odgania zimne stópki precz. Szczególnie po powrocie do domu, z męczącej pracy, po szybkich zakupach i ze spora listą zadań na popołudnie i wieczór. Jeśli jest przemyślanie zrobiona, to wystarcza za całe danie i pozwala na lekką kolację.

Uwielbiam świeże, tzn “dzisiejsze” zupy ale lubię też mieć schowany w lodówce garnek z gotową już zupą i móc raczyć się nią, zaraz po powrocie do domu. Jeśli chodzi o pana domu, to zupami nie gardzi, jednak nie jest najszczęśliwszy, gdy mu je serwuję. Robię to regularnie, ponieważ zupa to idealny nośnik warzyw i jarzyn – krojonych w kostkę, tartych lub zmiksowanych, by osiągnąć zupę-krem. Te ostatnie lubię szczególnie – gęste i sycące, z pozostawioną drobną ilością krojonych warzyw, jako przełamanie konsystencji i dodatkami (prażone ziarna i orzechy lub grzanki).

Ostatni czas to okres, gdy chodzą za mną dwie zupy. Mogłabym je jeść naprzemiennie i praktycznie codziennie, ale od czasu do czasu muszę dać odetchnąć Mr Hubby i zaserwować mu coś… bardziej męskiego 🙂 . Zastanawiam się czy inni mężowie mają podobnie. Pewnie tak 🙂 .

 

Ekspresowa zupa rybna:

1. Składniki na 3-4 porcje:
– po 2 sztuki: marchwi, pietruszki, ziemniaka
– pół średniego selera
– spory por
– 2 spore, rozmrożone filety rybne (świetna zupa wychodzi na łososiu ale również na dorszu czy morszczuku)
– 1 szklanka domowego mleka kokosowego (można zamienić na mleko/jogurt/śmietanę)
– łyżka oleju ryżowego
– natka pietruszki
– sól, pieprz do smaku

2. Wykonanie:
– pokrojony w talarki por podsmażam na rozgrzanym oleju; gdy tylko zacznie się szklić dodaję resztę warzyw – bez ziemniaków (startych lub pokrojonych w drobne słupki); trzeba dość intensywnie mieszać, bo może przywierać do garnka (można poratować się odrobiną wody) – teraz warzywa bardziej się już duszą niż smażą – w swoich sokach lub podkręcone odrobiną wody
– gdy warzywa zaczną mięknąć dorzucam do garnka pokrojony w kostkę filet ryby i zostawiam na około 10 minut; przy krojeniu ryby nie warto wysilać się na krojenie jej w idealną kostkę, bo zapewne rozpadnie się w trakcie duszenia
– całość zalewam gorącą wodą i wrzucam pokrojone w kostkę ziemniaki – gotuję do miękkości ziemniaka
– wyciągam część warzyw i kawałków ryby na miseczkę a resztę blenduję razem z mlekiem kososowym na krem
– doprawiam solą i pieprzem, dorzucam wyjęte wcześniej warzywa oraz posypuję skrojoną drobną zieloną pietruszką
– zostawiam na kilka minut i podaję w miseczkach

Moja zupa jest na bazie filetów z morszczuka, posypana dodatkowo kiełkami rzodkiewki

Wegetariańska zupa z czerwonej soczewicy:

1. Składniki na 3-4 porcje:
– szklanka czerwonej soczewicy
– bulion warzywny lub włoszczyzna starta drobno
– pół cebuli
– mały kawałek świeżego imbiru
– kawałek fety
– sól, pieprz, curry, kardamon, gałka muszkatołowa, ostra papryka

2. Wykonanie:
– soczewicę zalewam woda w proporcji (1:3) – soczewica mocno wciągnie wodę i gotuję do miękkości; trwa to maksymalnie 20 minut
– w międzyczasie szklę drobno pokrojoną cebulę, dodając do niej pod koniec starty imbir
– jeśli posiadam bulion to po ugotowaniu soczewicy, zalewam ją bulionem; jeśli nie mam bulionu, to dodaję startą włoszczyznę w pierwszej fazie, do gotującej się soczewicy oraz łyżeczkę oleju ryżowego/oleju kokosowego (*)
– dorzucam do tego pokrojoną fetę, zeszkloną cebulę z imbirem oraz przyprawy; gotuję 5 minut
– całość blenduję, by pozbyć się resztek nierozpadniętej soczewicy i dokładnie połączyć zupę w wrzuconą do niej fetą
– sprawdzam czy nie trzeba doprawić
– podaję posypaną kiełkami rzodkiewki, z grzankami lub waflami ryżowymi lub prażonymi ziarnami

(*) część witamin rozpuszcza się w tłuszczach i tylko w ich towarzystwie może się wchłaniać

Na zdjęciu zupa z prażonym słonecznikiem z pozostawionymi kawałkami fety.