Niepłodność jest samotna. Gdy brak dziecka dotyka nas osobiście, to nagle te małe ludziki pojawiają się zewsząd. Bombardują nas, wyskakując z telewizji, czasopism, internetu, a wszystkie kobiety dookoła nagle są w błogosławionym stanie. Wydawać się może, że dzieci, w ilości hurtowej, w pewnej chwili wyskoczą z lodówki.

Za oknem deszcz i chłód. Cieszy mnie to, bo oznacza, że kobiety na ulicach będą okryte w płaszcze, kurtki, palta. Nie dość, że chronią przed zimnem, to doskonale chronią przed widokiem ciążowych brzuszków. Chronią osoby takie jak ja, których oczy zawsze natkną się na kolejną ciężarną. Im więcej ciężarnych dookoła, tym bardziej dziwna w tym świecie, samej sobie, się wydaję.

 

Temat tabu. Jak zerwać z “tabu”, gdy nie wiadomo co powiedzieć.

Niepłodność jest tematem tabu. Nie ze względu na złośliwość świata a fakt, że nasi bliscy nie wiedzą jak z nami rozmawiać. Przedłużająca się bezdzietność wywołuje w rodzinie i gronie przyjaciół konieczność poruszania tematu i zadawanie pytań o potomka. Z ciekawości, z niewiedzy. W większości jest podyktowana życzliwością. Życzliwością z ciekawością. Dodatkowo mierzą nas swoją miarą, wychodząc z założenia, że skoro sami nie mieli problemu z poczęciem dziecka, to w naszym przypadku na pewno jest tak samo. A najpewniej stawiamy na wygodę i egoizm i nie mamy świadomości mijającego czasu.

Zbywanie pytań, rumieńce na twarzy i pokrętne a nawet szczere odpowiedzi wprowadzają naszych bliskich w zakłopotanie. Temat jest im obcy i nie wiedzą jak się w tym odnaleźć, co powiedzieć ani jak pocieszyć. Często próbują poprzez bagatelizowanie tematu i najpewniej najczęściej wypowiadany tekst do osób starających się o dziecko: “wyluzujcie”, “kupcie butelkę wina”, “wyskoczcie na weekend”. Zawsze mam ochotę odpowiedzieć wtedy: “Serio??? Myślisz, że w ciągu tych lat starania się o dziecko, nie przyszło mi to do głowy?”. Ewentualnie, gdy przechodzę gorszy okres, to: “Jesteś 1459 osobą w tym miesiącu, od której to słyszę”. Nie mówię tego, bo wiem, że druga strona “chciała dobrze” ale “nie wiedziała jak”.

 

Czego za to bym sobie życzyła? Mała podpowiedź dla tych, którzy mają w swoim otoczeniu osoby niepłodne.

Zapytaj o to w jakim momencie leczenia jesteśmy z Mr Hubby obecnie. Wysłuchaj. Nie martw się, że zasypię Cię zbędnymi szczegółami procedur, które obrzydzą najbliższy posiłek. Nie zasypię. Powiedz, że jesteś przy mnie i zabierz na kawę. W ładne miejsce, gdzie będę mogła oderwać myśli i delektować się Twoim towarzystwem i rozmową. Odrobiną normalności, tak bardzo potrzebnej każdemu z nas.