Zaczął się grudniowy szał i powolne, lub niepowolne, planowanie świątecznego czasu. Jako, że odeszłam od swoich naturalnych tendencji do ciśnięcia za wszelką cenę (post miał być mikołajkowy, ale niestety mnie rozłożyło), to przychodzę do Was z prostymi, wręcz banalnymi, pomysłami na świąteczne słodkości. Przy okazji bezglutenowymi. I jednocześnie udowodnię Wam, że “bezglutenowe” może znaczyć smacznie! A u mnie, nieskromnie powiem, znaczy zawsze, bo walory smakowe stawiam wysoko i lubię delektować się tym, co jem. Utarło się, że jest wprost przeciwnie i dlatego początki mojej diety gluten-free okupione były przerażeniem, że oto skończyły się przysmaki, na myśl o których ślinka leciała wartkim strumieniem. Ale… wystarczy trochę poszperać w czeluściach internetu, by znaleźć propozycje godne uwagi. Do tego własne modyfikacje, bo przecież każdy swój gust ma, a w tym przypadku smak. I tak oto można mieć bezglutenowe – perełki. Najlepszym dowodem na to jest tempo ich znikania i zadowolenie konsumujących…

To, co zaraz zobaczycie…

…to są pozycje, które są jednymi z naszych ulubionych. Sprawdzone przepisy, z łatwo dostępnych składników i co lubię – szybkie w wykonaniu. A na dodatek efektowne, ładnie prezentują się na stole, tym świątecznym również! Przez gości i odwiedzających nas bliskich smakołyki zostały zaakceptowane, zjedzone, przepisy rozdane a pewnie w jakimś domu już wykorzystane, wykonane i zjedzone. Cieszy to, jeśli można się czymś podzielić z innymi. Warto o tym pamiętać na co dzień, a nie tylko z okazji świąt i to nawet tych Bożonarodzeniowych. Święta świętami ale warto codziennie spoglądać na drugiego człowieka z empatią i wrażliwością i wyjść z czymś od siebie.

Ale wcześniej…

Skoro z okazji “po-Mikołajek” weszłam w tematykę świąt, to chciałabym byśmy wszyscy, a przede wszystkim wszystkie, zastosowały się do trendu slow-life i hygge. Nie dajmy się zwariować wszechobecnemu marketingowi, rodzinnym wymaganiom oraz z roku na roku podwyższanym poprzeczkom. Chcemy być najlepszymi żonami, matkami, córkami, kucharkami, sprzątaczkami, dekoratorkami. I jesteśmy, bo kobieta to stworzenie, które po trupie samej siebie, osiągnie dokładnie to, co zaplanowała. I co z tego? Co z tego, skoro w czasie świąt padamy na pyszczek, oczy nam się kleją i chodzimy rozdrażnione, jakby wszystkie PMSy zebrały się i zaatakowały ze zdwojoną siłą. Co z tego, gdy w czasie świątecznych przygotowań ciśniemy z listą zadań a zapominamy o tych, dla których to robimy? I nie chcę tutaj na siłę kreować jak zrobić by hygge i slow-life w czasie świąt oraz przed, przede wszystkim przed, rządził w naszym życiu. Chcę, żebyśmy wszystkie przystopowały i zastanowiły się, co jest najważniejsze.

3… 2… 1… o nie, nie…

Mamy “po-Mikołajki” i sporo czasu do Bożego Narodzenia. Zastanówmy się co jest w tym wszystkim najważniejsze, co ma największą wartość. Wypiszmy, a potem wykreślmy wszystko to, co można pominąć. Karpia w galarecie, który w naszej rodzinie jest od pokoleń podawany na święta, a którego nikt nie je, też. O dwunastu potrawach, które muszą iść w parze z lekarstwami na niestrawność, już nie wspomnę. Po co to i dla kogo?
Generalne porządki? A czy przez cały poprzedni rok nie sprzątałaś i wszystko zarosło kurzem? Czy brak wypastowanej podłogi sprawi, że świąt nie będzie?

Tak na luzie, krok po kroczku…

Zamiast tego wpiszmy na naszą listę spacer z rodziną i wspólne pieczenie pierniczków. Ale wspólne a nie pod dyktando marudnej matki drżącej, żeby odrobina mąki nie spadła 3 – latkowi na podłogę. Wpiszmy rozmowy z bliskimi. Czas na położenie maseczki na twarz lub zrobienie peelingu na ciało. I na przeczytanie książki, która czeka na półce i pewnie by się zakurzyła, gdyby nasz dom wymagał tych gruntownych, corocznych, świątecznych porządków. Ale tą kwestię już przecież ustaliłyśmy…

Korzystajmy ze sprawdzonych przepisów i zróbmy tylko to, co naprawdę nam i naszym domownikom smakuje. Cieszmy się dekorowaniem domu ale zróbmy to tylko w takim stopniu, by nie przekroczyć granicy, gdzie nie ma już radości z tego a jest frustracja. Bądźmy ze sobą i dla siebie a wtedy jest szansa, że prawdziwe znaczenie tych świąt dotrze do nas i naszego serca.

 

A zatem moi drodzy… oto i one… przepisy w całej okazałości i prostocie…
1. Marcepanowe praliny

Nie da się prościej i szybciej, aby uzyskać tak obłędny smak, rodem najlepszych batonów marcepanowych, jakie kiedykolwiek udało mi się kupić. Przy jednoczesnym minimum składników, ponieważ masa składa się “aż” z dwóch składników, które wcale nie są trudne do zdobycia.

Zapach i smak może się zmieniać w zależności od rodzaju miodu jaki użyjecie, a w moim przypadku był to miód spadziowy. Wydaje mi się, że każdy, prócz rzepakowego ze względu na jego specyficzny smak i konsystencję, będzie odpowiedni. Praliny pachną i wyglądają rewelacyjnie i bardzo szybko rozpływają się w ustach. Dosłownie. Warto trzymać je w lodówce, by nie straciły idealnie kulistej formy i nie rozpłaszczyły się, a wyciągnąć je bezpośrednio przed podaniem gościom.

Składniki:

– 1 szklanka mielonych migdałów (bez skórki),
– 3 łyżki miodu (w zależności od rodzaju miodu, a raczej jego konsystencji ilość może się różnić w jedną lub drugą stronę),
– posypka do obtoczenia: kakao, karob, wiórki kokosowe, mąka kokosowa, cynamon wymieszany z kakao w proporcji 1:5

Wykonanie:

Migdały z miodem zagnieść. Jeśli ciasto bardzo się lepi, a ma na to wpływ użyty miód, a właściwie jego rodzaj, to po zagnieceniu, można włożyć je na godzinę do lodówki. Po tym czasie nabieramy masę łyżeczką i formujemy kulki, a następnie obtaczamy w posypce. Na zdjęciach kulki obtoczone są w kakao, jednak następnym razem wymieszam go z cynamonem dla podkręcenia smaku.

 

2. Rozkoszne kokosowe kulki

To jest hit moich zeszłorocznych świąt, który zdecydowanie powtórzę w tym roku! Kulki znikały błyskawicznie, zanim jeszcze kulkami się stały, a były leżakującą masą w misce. Równie szybko znikały, już jako pełnoprawne praliny, rozłożone na paterze, a rozanielone miny zjadających mówiły same za siebie.

Jeśli lubisz batoniki typu Bounty lub słynne Rafaello to zdecydowanie jest to opcja dla Ciebie! Dodatek lekko słonawego serka ricotta fajnie podkręca smak kokosu i jest to moim zdaniem połączenie wręcz idealne. Podobnie jak praliny marcepanowe są błyskawiczne w wykonaniu, skład jest prosty a co najważniejsze nie zawierają żadnych zbędnych dodatków i polepszaczy smaków.

Składniki:

– wiórki kokosowe,
– serek ricotta,
– cukier puder

Wszystko w równych proporcjach. Przeważnie dobieram je pod opakowanie  serka, jakie akurat posiadam. Z  doświadczenia zachęcam, aby nie robić pralin z mniejszej porcji jak po 200g danego składnika. Znikną wszystkie, zanim zdążycie nimi nacieszyć oko, szczególnie jeśli macie wokół siebie, tak jak ja, amatorów kokosu i słodkości…

Wykonanie:

Podobnie jak przy pralinach marcepanowych, wszystkie składniki wrzucamy do miski, łączymy i kulamy. Uformowane praliny obtaczamy w zależności od preferencji: w wiórkach kokosowych (można pokusić się o obrany migdał w środku), w kakao lub rozpuszczonej czekoladzie. Ja najbardziej lubię obtoczone w kokosie i z migdałem w środku.

3. Seromaczek

Moja ulubiona pozycja. Śmieję się pod nosem, że nie byłoby świąt, gdyby nie sernik i makowiec. I nie mówię tego ze względu na tradycję, a na moje osobiste, czysto egoistyczne umiłowanie tego rodzaju wypieków. Nie odpuszczam żadnej okazji, by wszamać sernik i makowiec, a jak mogę mieć je w postaci kombo, to jest to dla mnie pełnia szczęścia.

Pozycja gości na Wiśniowej często, bo sermomaczek robi się  szybko, a w zależności od dodatków potrafi całkowicie zmienić swój charakter. Dodatkowy plus jest taki, że ciasto nie wymaga stosowania spodu, więc można delektować się smakiem samego maku i sera – czego można chcieć więcej? Poza tym, jeśli nie lubisz przesłodzonych wypieków i zrobisz go tak jak ja, z małą ilością cukru, jest to dobra opcja na drugie śniadanie lub podwieczorek.

Składniki – ilość na tortownicę o średnicy 21 cm:

Część serowa:
– 0,5 kg sera białego twarogowego,
– 3 jajka,
– 2 łyżki cukru pudru,
– 50 g masła,
– bakalie wg uznania

Część makowa:
– 200g mielonego maku,
– 1 szklanka mleka,
– 1 jajko,
– 2 łyżki mąki kukurydzianej,
– 2 łyżki cukru pudru,
– bakalie wg uznania

Wykonanie:

Część serowa:
– masło utrzeć z cukrem pudrem na puszystą masę
– stopniowo dodawać żółtka, ser oraz bakalie
– na koniec delikatnie wmieszać pianę z białek

Część makowa:
– mak zalać ciepłym mlekiem i odstawić do napęcznienia
– utrzeć żółtka z cukrem
– dodać ostudzony mak, mąkę kukurydzianą i bakalie
– na koniec delikatnie wmieszać pianę z białka

Na tortownicę, wyłożoną papierem do pieczenia, wykładam naprzemiennie masę serową i makową. Piekę około 40 minut w piekarniku, z termoobiegiem nagrzanym do 200 stopni C. Przed wyjęciem warto sprawdzić wykałaczką czy nie zostaje na niej surowe ciasto.

Wystudzony seromaczek można polać rozpuszczoną czekoladą lub posypać cukrem pudrem, ale w wersji bez niczego, równie szybko potrafi zniknąć ze stołu.

Uwaga – z podanych proporcji ciasto wychodzi mało słodkie – my takie lubimy. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by je dosłodzić według własnych upodobań.

 

Moje ulubione dodatki do seromaczka:

– skórka pomarańczowa w masie serowej i orzechy włoskie w masie makowej,
– brzoskwinie w masie serowej i borówki amerykańskie w masie makowej,
– pokrojona gorzka czekolada w masie serowej i pokrojona biała czekolada w masie makowej,
– esencja waniliowa w masie serowej i namoczona żurawina w masie makowej

 

4. Owsiana tarta ze śliwkami i korzenną nutą

Chrupiące ciacho, niczym najlepsze ciasteczka owsiane, zanurzone w rozkosznym nadzieniu śliwek, otulonych aromatycznymi przyprawami… Świetna propozycja na ciepło z lodami waniliowymi i aromatyczną kawą, ale i po ostudzeniu jest niczego sobie i idealnie pasuje do popołudniowej herbaty.

Spód jest bardzo uniwersalny, nadzienie można zmodyfikować i zrobić wersję z żurawiną, jabłkami lub czymkolwiek, co przyjdzie Ci do głowy. Lub na co masz akurat smak i zaopatrzenie lodówki.

Składniki na ciasto:

– 300 g mąki owsianej lub zmielonych płatków owsianych,
– 150 g masła,
– 1 jajko,
– 2 łyżki cukru pudru,
– 3 łyżki lodowatej wody

Składniki na nadzienie:

– śliwki węgierki,
– miód,
– sok z cytryny,
– przyprawy (cynamon, gałka muszkatołowa, skórka pomarańczowa, czarny pieprz)

Wykonanie:

Najpierw warto zająć się śliwkami. Razem z przyprawami dusimy je, a następnie studzimy.

Następnie ciasto. Z podanych składników należy szybko je zagnieść a później schłodzić w lodówce, przez minimum jedną godzinę; jeśli pozostawisz je dłużej, to w niczym mu to nie zaszkodzi. Warto także wiedzieć, że surowe kruche ciasto można mrozić.

Ciasto dzielimy w proporcji 1:4 i większą częścią wylepiamy natłuszczoną formę na tartę. Ciasto należy ponakłuwać widelcem, żeby nie wybrzuszało się w trakcie pieczenia.
Spód podpiec 12 – 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C.
Wystudzone śliwki wykładamy na podpieczony spód, a na całość resztę ciasta. Można je zetrzeć, rozwałkować na tradycyjne pasy do tart i ułożyć w kratę lub wyciąć gwiazdki/serduszka/choinki foremkami do pierników. Tarta nabierze wtedy świątecznego wyrazu, a Ty nie natrudzisz się z dekorowaniem.

Całość ląduje z powrotem w piekarniku na 30 minut.

5. Cytrusowa nalewka świąteczna

Na koniec coś z całkiem innej beczki! Nalewka na bazie cytrusów i przypraw, którą w tym roku przygotowałam dla bliskich, jako drobiazg pod choinkę. Warto ją zrobić już teraz, tak by była gotowa na święta. Jest to miły dodatek do prezentu dla, tych większych, członków naszych rodzin. Wszystko co zostało zrobione przez nas, ma moim zdaniem podwójną wartość – pomysł, poświęcony czas i zaangażowanie. W zwariowanym świecie, którym rządzi pęd, są to wartości szczególnie cenne i godne zauważenia, a także docenienia. Dlatego mam nadzieje, że te małe dodatki sprawią moim bliskim radość i pokażą, że są dla mnie naprawdę ważni.

Składniki:

– pomarańcze,
– cytryny,
– zielone grejpfruty,
– kora cynamonu, gałka muszkatołowa w całości, wanilia,
– cukier,
– woda,
– alkohol

Wykonanie:

Cytrusy należy sparzyć wrzątkiem i pokroić na cząstki wielkości zależnej od Twojego słoiczka. Umieszczamy je w środku i dodajemy do nich przygotowane dodatki. Całość zalewamy syropem cukrowym oraz alkoholem.

Proporcje robiłam “na oko”. Chciałam by moje słoiczki z nalewkami były kolorowe i maksymalnie wypełnione owocami i przyprawami. Resztę zalałam w proporcji 1 część alkoholu na 3 części wody z cukrem.

Na zdjęciu widać słoiczki świeżo zrobione. Przed świętami udekoruję je jeszcze, tak by ciekawie się prezentowały. W związku z tym, że preferuję delikatne i naturalne ozdoby, a wydaje mi się, że całkiem dobrze skomponują się z cytrusami, to pójdę w stronę juty i sznurków sizalowych. Jakaś gwiazdka też przy nich zawiśnie, ewentualnie mała bombka.