Całkiem przypadkowo jestem na topie. Już jakiś czas we wnętrzach, na “pinterestach” i “instagramach” jest boom na rośliny doniczkowe. W moim domu rodzinnym zawsze było mnóstwo kwiatów. Wszystkie parapety były nimi zastawione, a poza nimi szafki, stojaki i kwietniki. Dobrze czułam się w towarzystwie roślin i dlatego na Wiśniowej pojawiły się również.

Początkowo Mr Hubby patrzył na mnie podejrzliwie, twierdząc że bez sensu trzymać coś tak niepraktycznego jak kwiaty. Jednak one wcale niepraktyczne nie są. Kwiaty doniczkowe mają sporo zalet. Pomijam walory estetyczne, bo o gustach, ponoć, się nie dyskutuje.

 

Produkują tlen

Wiemy o tym wszyscy. Pojęcie fotosyntezy kołacze z tyłu głowy, jako wspomnienie lekcji biologii. Rośliny pobierają w trakcie dnia dwutlenek węgla z powietrza, oddając w zamian czysty tlen. Stąd wziął się przesąd, że nie powinno się trzymać ich w sypialni, bowiem brak naturalnego światła = brak fotosyntezy. Istnieje kilka wyjątków roślin, które produkują tlen właśnie w nocy i są one szczególnie polecane do pomieszczeń, w których śpimy. Do najbardziej popularnych należą storczyki, aloes drzewny, sansewieria, kaktusy i skrzydłokwiaty.

 

Nawilżają powietrze

Rośliny do wzrostu potrzebują wodę, której późniejszy nadmiar wyparowują do otoczenia. Woda, oddana poprzez liście, zwiększa poziom tej zawartej w powietrzu. Jest to szczególnie istotne w okresie grzewczym, gdy w mieszkaniach robi się sucho. Dla prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu, w ogrzewanym pomieszczeniu, w trakcie zimy, zaleca się stosowanie około 2-3 roślin na każde 20m2.
Wśród roślin szczególnie zasługujących na miano naturalnych nawilżaczy można znaleźć paprocie, zielistki, bluszcze oraz fikusy.

 

Oczyszczają powietrze

Z toksyn, bakterii, wirusów oraz grzybów i pleśni. Dzieje się tak za sprawą tzw. roślinnych antybiotyków, fitoncydom. Ponadto działają jak naturalne filtry, wyłapując toksyny.
Wśród najpopularniejszych roślin oczyszczających znaleźć można skrzydłokwiaty, bluszcze, zielistkę oraz daktylowca.

 

Jeśli macie w domu czteronożnych pupilów to zwróćcie uwagę, czy rośliny nie są dla nich trujące. Obgryzienie listków niektórych okazów może skutkować zatruciem zwierzęcia.

 

Wiśniowa kwiatami zarosła. Są w kuchni, są w sypialni i w dużym pokoju. Są nawet w gabinecie, a mimo początkowej niechęci, mają się z Mr Hubby całkiem dobrze. Sprawiają, że dom jest bardziej przytulny i miło na tej zieleni zawiesić oko. Oprócz okazów przywiezionych z rodzinnego domu, są też te otrzymane w prezencie od męża czy przyjaciół. Do tego własne nabytki. Niektóre wyszukane a niektóre wybrane całkiem spontanicznie, miłość od pierwszego spojrzenia. Obecnie szykuję miejsca dla beniaminka, który szukał nowego domu. Czekamy 🙂 .

Jeśli tak jak ja lubicie zielone, żywe dekoracje w mieszkaniach/domach to mam dla Was perełkę! W czeluściach internetu znajduje się niesamowita społeczność entuzjastów domowych roślin. Urban Jungle Bloggers, bo o niej mowa, to strona pełna pasjonatów roślin domowych, dzielących się swoją pasją oraz roślinami z całym światem. Społeczność została założona przez dwójkę bloggerów, Judith i Igora. Z miłości do roślin, wnętrz i poznawania ludzi, zrodziła się potrzeba zjednoczenia podobnych im entuzjastów, tak by wspólnie szerzyć ideę roślin w domach. Patrząc na okazy wielu z nich można popaść w kwiatowe kompleksy! Niemniej uwielbiam tam zaglądać, podpatrywać, zachwycać się i inspirować. A wierzcie mi, jest czym. Zachęcam do odwiedzenia: www.urbanjunglebloggers.com

Wydali nawet książkę i chyba wyląduje ona całkiem wysoko na mojej liście ‘dreams’ 😀 .

źródło