Każda pora roku rządzi się swoimi prawami. Każda coś innego przynosi. Jeśli chodzi o kosmetyki to bazuję na sprawdzonych typach, lecz bardzo chętnie testuję nowości. Lubię kosmetyki dobrej jakości, im bardziej naturalne, tym lepiej. Niekoniecznie z tej najwyższej półki. Jakość nie zawsze idzie w parze z ceną, ale to chyba nie jest już zaskoczeniem dla nikogo.

Lubię gdy kosmetyki mają w miarę krótki skład i pachną naturalnie. Nie cierpię zapachowych balsamów, które długo po nałożeniu nadają sztuczny zapach. Nie lubię czuć się jak kokos z fabryki. Z drugiej strony subtelny i naturalny zapach nierafinowanego oleju kokosowego na skórze uwielbiam. Niby to samo a różnica kolosalna.

 

Jesień przyniosła małe przegrupowanie kosmetyczki i tak oto zagościły w niej:
* masło kakaowe

Ze względu na to, iż ma ciężką konsystencję i słodki, wręcz duszący zapach, nie używam go latem. Kocham całym sercem już od lat, jednak używam sezonowo.
Masło posiada piękny zapach prawdziwej – najprawdziwszej czekolady, który długo utrzymuje się na skórze. Jest dość twarde i ciężko go rozprowadzić, jednak łatwo się topi. Aby ułatwić sobie aplikację na co dzień stosuję je stopione razem z delikatnym olejem. Mimo to, od czasu do czasu mam potrzebę dopieścić się 100% masłem czekoladowym. Rozpieszcza, oj rozpieszcza.
Po nałożeniu skóra jest napięta, mocno odżywiona i pozostaje na niej naturalny film. Jeśli nie jesteś przyzwyczajona do olejowania ciała, tłusty film może przeszkadzać. Jeśli tak jest to po nałożeniu i odczekaniu kilku minut odciśnij ręcznikiem skórę, ale nie pocieraj.
Masło kakaowe, jako półprodukt, kupuję tutaj https://ecospa.pl/

* tonik z kwasem jabłkowym

Po letnim psikaniu twarzy delikatnymi tonikami, przyszła pora na coś mocniejszego. Promienie słońca są zdecydowanie delikatniejsze i kosmetyki z kwasami są idealne na tę porę roku. Tonik z kwasem bardzo dobrze nadaje się do cery z zanieczyszczeniami, bliznami, do odświeżenia. Dla mnie opcja idealna.
Mój tonik zrobiłam sama na bazie kwasu jabłkowego i hydrolatu, jednak w drogeriach są tego typu preparaty. Na jesień idealne.
Przykład godny uwagi: tonik z kwasem migdałowym Bielendy.

 

* pomadka ochronna Tisane

Po letnim szaleństwie z kulkami EOS, poczułam potrzebę czegoś innego. Bardziej nastawionego na odżywianie, natłuszczanie i ochronę. Żadne odkrycie roku, produkt sprawdzony już dawno temu. Sprawdzony i troszkę zapomniany. W porównaniu do kultowych kulek wygląda i pachnie skromnie ale jakość się broni. I to będzie moja broń, bo usta w czasie mrozów i szarugi zawsze domagają się zwrócenia na nie uwagi.

 

* balsam dezodorujący melisa i szałwia ALTERRA

Po okresie, gdy katowałam się mocnymi antyperspirantami, często również blokerami, postanowiłam dać odpocząć pachom. Temperatury zelżały, mocno wycięte koszulki zostały spakowane na następny letni sezon i nie czuję już tak mocnej potrzeby panowania nad tą… uciążliwością. Balsam nie daje tak spektakularnych efektów jak antyperspiranty ale na co dzień sprawdza się. Pewnie przy okazji ważnego, czyt. stresującego, spotkania w pracy pokuszę się o mały skok w bok ale póki co jestem zadowolona. Ma sporo plusów: można go aplikować na świeżo wydepilowaną skórę oraz delikatny i odświeżający zapach. Dodatkowo producent podaje, że kosmetyk nie ma aluminium w składzie. Nie ma 🙂 .

 

* złoty tusz L’Oreal Paris Volume Milion Lashes

Promocje w drogeriach, końcem lata, skusiły mnie na inny tusz. I jakoś tak… nie bardzo. Powrót zabudowanych sukienek do pracy i pełnych butów a także tego, że wstaję gdy jest ciemno, obudził we mnie pragnienie powrotu do tuszu sprawdzonego, ulubionego. Znam go prawie rok. Dostałam od teściowej w prezencie urodzinowym i był to strzał w dziesiątkę! Nigdy nie przepadałam za kosmetykami tej marki. Wyjątkiem był błyszczyk, którego nie ma już w ofercie a nazwy nawet nie pamiętam.
Tusz – miłe zaskoczenie. Dobrze rozczesuje rzęsy, wydłuża i pogrubia je. Ma klasyczną szczoteczkę i delikatny, przyjemny zapach. Nie kruszy się. Rzęsy malowane rano „na śpiocha” wyglądają bardzo dobrze i naturalnie, malowane z większą uwagą potrafią wyglądać wręcz teatralnie. Na wyjścia idealnie. Powrót do niego nie zawiódł.

 

* kultowa Chanel N°5

Klasyczny, elegancki i wręcz wyrafinowany zapach. Bywa trudny do polubienia przez młodsze kobiety, ale jeśli się w nim już zakochasz to na „amem”! Zdecydowanie nie na lato. Ja uwielbiam w okresie: jesienno-zimowym, przedświątecznym i świątecznym.
W pierwszej chwili duszący i ciężki, ale to wrażenie szybko mija. Zapach otula najpiękniejszymi nutami zapachowymi: drzewo sandałowe, wanilia, paczula, jaśmin, róża, ylang-ylang a nawet cytryna i bergamotka. Istny kocioł dobroci.
Psikam się nim raczej w porze popołudniowo-wieczorowej. Na wyjścia. Od czasu do czasu wybieram go jednak jako perfum dzienny, nawet do koszulki i dżinsów. Taki mały pieprzyk i kropka nad i 🙂 .

 

To oczywiście nie całość mojej kosmetyczki. Gdyby tak było to Mr Hubby padłby ze szcześcia, na ilość wolnego miejsca w łazience. I sypialni. A moja torebka zapewne byłaby lżejsza o jakieś 0,5kg hihihihi. Pewnie też tak masz 🙂 .