Nasze starania o dziecko trwają już 3 lata. 3 przy-długie, mozolne i pełne łez oraz bólu lata. Bólu fizycznego i psychicznego.

Całkiem niedawno dzieliłam się kapką swojej wiedzy, w tym temacie, ze znajomą. Z dziewczyną, która rozpoczyna tę drogę i wyglądała na dokładnie tak samo przerażoną, jak ja jakiś czas temu. Nie umiem ocenić jak dużo wiem i nie czuję się ekspertem, bo temat to góra lodowa. Znajoma słuchała w pełnym skupieniu. Wdzięczna, że nie musi pakować się w całkiem nieznane. Na koniec stwierdziła, że praktyczna wiedza, osób które już tę drogę przeszły, jest dla ‘świeżaków’ na wagę złota. Zbiegło się to w czasie, z tworzeniem bloga. Nie było łatwo stworzyć mi taką kategorię, bo tematyka bardzo osobista. Pomyślałam, że może jednak warto. Może choć jedna osoba skorzysta z tego i będzie umiała mądrze pokierować swoim leczeniem.

Nienawidzę słowa ‘niepłodność’. Jest okropne. Zimne i bezduszne. Patrząc na liczbę ludzi w poczekalniach klinik leczenia niepłodności, można by pomyśleć, że to istna epidemia. Mieszkam w niewielkim mieście na południu Polski, w Bielsku-Białej. Kliniki zajmujące się tym problemem są u nas dwie. Wybrałam tę, która wydała mi się odpowiedniejsza – z bardziej kompetentną kadrą, z lepszym zapleczem. Na dzień dobry spotkałam w niej 2 koleżanki, których nie widziałam lata. Jedną 5 a drugą myślę, że dobre 10 lat. Obie z tym samym problemem. Pomyślałam wtedy, że nie jestem sama. EDIT: nie jesteśmy sami, bo cały proces przechodzę razem z Mr Hubby, który angażuje się na 100%.

Jeśli czytasz to i dotyczy Cię problem niepłodności, to chcę byś wiedziała, że obie koleżanki są w tej chwili mamami. Obie!

Mam to szczęście, że mogę się poszczycić pokaźną grupą przyjaciółek. Część z nich zna się lata – mówimy o nich ‘stare wygi’, druga część doszła do grupy troszkę później – tzw. młode. Jestem w tej drugiej grupie. Jesteśmy na podobnych, życiowych etapach. Zaręczałyśmy się, brałyśmy ślub w tym samym czasie. I wszystkie staramy się o dziecko. Wszystkie jak jeden mąż. I wszystkie mamy z tym problem. Pomyślałby ktoś, że pechowa ta grupa. A to wcale nie jest tak. Wszystkie wierzymy, że będziemy mamami. Że przyjdzie ten czas. I jesteśmy w tym razem.

Póki co nie ma lepszego wsparcia, bo nikt tak dobrze nie zrozumie jak druga osoba, która męczy się z tym samym problemem.

Dlatego nie ‘niepłodność’ a ‘nie-macierzyństwo’. Czekam na chwilę, by ‘nie’ zmazać. Wierzę, że przyjdzie ten czas.

 

‘Why me’ – to pytanie zadaje sobie każda starająca się kobieta. Często zakorzenia się w nas przeświadczenie, że jesteśmy gorsze przez brak potomstwa. Jakaś część naszej kobiecości zawiodła. Kiedy próbuję o tym rozmawiać z bliskimi, to osoby które mają dzieci, stanowczo zaprzeczają. Mówią, by nie utożsamiać siebie i swojego spełnienia z macierzyństwem, które jest tylko jednym z elementów naszego życia. Moim zdaniem same musimy dorosnąć do takiego podejścia. Jeśli jesteś w środku leczenia, pod wpływem leków/hormonów, a Twój kalendarz wypełniony jest po brzegi wizytami i monitoringami, to trudno mieć takie podejście. Skupiasz się wtedy na tym resztką sił, jakie zostają przez leczenie i niespełnione pragnienia.

Ale wiem też, że z czasem podejście się zmienia. Tak było u mnie. Nie mówię, że temat jest mi obojętny, ale nie spędza mi już snu z powiek. Obecnie, mimo ponownego podejścia do leczenia, nie skupiam na tym całej swojej uwagi. Musiało minąć trochę czasu, bym do tego dojrzała. Dlatego myślę, że warto kierować się zasadą: nic na siłę. Daj sobie czas i bądź dla siebie wyrozumiała.