Jest jesień. Jesień pełną parą, w końcu już listopad. Choć do tej pory narzekać na to, co za oknem, nie można było.
A było prawie letnie.

Nie ma się jednak co czarować. Jesień to jesień i swoje prawa ma. Zrobi się szaro, buro i ponuro. Zimno i mgliście.
Chłodno, a nawet zimno. Mokro. Błotnie. A co za tym idzie, przyjdzie czas by sweterek zamienić na długie, grube swetrzysko. Lordsy na botki vel pierwsze – jesienne kozaczki. Chustę na szal. Żakiet na płaszcz. I zakupić nowe rajstopy DEN80. Pod to wszystko skryć ciałko. A ciałko również ma swoje prawa i coś mu się należy. Po okresie wystawiania na promienie słońca, przesuszania morską wodą i maziania bronzerami. Czas by doprowadzić je do ładu. I właśnie z tym jesień mi się kojarzy.
Z jedwabistym ciałkiem otulonym miękkimi ciuchami. A skoro z jedwabistym, to… ze złuszczonym naskórkiem.
Po peelingu – eksfoliacji.

W związku z tym, że dusza kosmetologa w środku gra, to ciągnie mnie w stronę mieszania. Zamiłowanie zaś do tego co proste i naturalne przytakuje. Peeling to prosty miszung, powinien mieć prosty skład. Taki jest najlepszy. Przede wszystkim dla nas, dla ciałka, dla skóry. Dla środowiska naturalnego również, ale nie o tym dzisiaj.

W podstawowym składzie peelingu powinien znaleźć się czynnik ścierający (cukier, sól, fusy kawy, zmielone orzechy etc.)
oraz substancje pomagające rozprowadzić produkt (oleje, żele, ekstrakty roślinne). Te drugie powinny dodatkowo nawilżać, odżywiać skórę i zabezpieczać ją.

 

Peeling dla leniuszka: żel pod prysznic zmieszany z cukrem/solą.
Peeling podstawowy cukrowy: cukier z oliwą z oliwek lub innym olejem + opcjonalnie 2 krople olejku eterycznego
dla przełamania zapachu oleju.
Peeling podstawowy solny: jak wyżej, tylko na bazie soli.
Peeling kawowy: fusy z zaparzonej kawy z oliwą z oliwek + opcjonalnie miód/mielony imbir vel cynamon (należy sprawdzić
czy cynamon nie powoduje u nas reakcji alergicznej). Taka wersja będzie miała dodatkowe właściwości antycellulitowe.

 

Stosowanie.

Mój patent jest taki, by nakładać peeling na umyte ciało. Ja tak muszę i już, ale nie upieram się, że każdy musi tak samo. Traktuję peelingowanie ciała, jako zabieg złuszczający, ale jednocześnie pielęgnujący i nawilżający. Chcę, by składniki miały bezpośredni kontakt ze skórą a nie potem i brudem całego dnia. Dlatego zawsze najpierw używam delikatnego środka myjącego a potem nakładam miszung. To czas dla mnie, dlatego nie spieszę się i delektuję. Nakładam peeling dokładnie na całe ciało. Zaczynam od nóg i przechodzę w górne partie. Rozmasowuję dokładnie, poświęcam na to sporo czasu.
Nawet 15 minut. Lubię to, bo przy okazji rozluźniam spięte mięśnie po całym dniu. Miejsca problematyczne, takie jak łokcie, kolana i stopy, traktuję szczególnie dokładnie. Warto nadmienić, że stópki + peeling z olejem w składzie, może się skończyć bolesnym upadkiem, więc ostrożnie… Najpiękniej wypeelingowane ciało nie obroni się, gdy czoło będzie zdobił wielki, fioletowo-zielony siniak.

Po wymasowaniu ciała, zostawiam peeling na skórze jeszcze kilka minut. Szczególnie, gdy korzystam z wersji opartej na soli. Jeśli akurat używam peelingu cukrowego, to przeważnie do tego momentu drobinki cukru są już rozpuszczone. Następnie spłukuję chłodną wodą i (uwaga!!!) odgniatam mokre ciało ręcznikiem. Nie wycieram, nie pocieram a odgniatam, tak żeby nie zetrzeć reszty oleju ze skóry. Dzięki temu skóra nie spływa nim a równocześnie nie jest sucha. Jest za to gładka, naprężona i odżywiona.

 

Dodatki.

Moje ulubione dodatki do peelingu to olejki eteryczne. Ważne, by były naturalne i ze sprawdzonego źródła. W przeciwnym wypadku może dojść do reakcji alergicznej. Kilka złotych więcej, ale jakość mówi sama za siebie.
Zaopatruję się w nie w internetowym sklepie Ecospa. Polecam, bo mają dobre produkty, w przystępnym cenach i pojemnościach. Te, które najczęściej dodaję, to: jaśminowy, waniliowy, geraniowy, z drzewa herbacianego a najświeższa moja miłość to olejek kadzidłowy indyjski – bajka. Dosłownie.

Będąc w tematyce peelingu wspomnę, że bardzo lubię peelingować skórę głowy. Zabieg usuwa resztki kosmetyków do stylizacji, powoduje również odbicie i uniesienie włosów u nasady. Na półkach sklepów kosmetycznych można znaleźć peelingi trychologiczne, specjalnie dedykowane tej części ciała/skóry. Jeśli mam chęć, aby zrobić sobie własny, to zawsze robię go na bazie soli i delikatnego szamponu. Wersja z olejem – owszem, ale przy okazji olejowania włosów. A o tym innym razem.